Po dwóch spotkaniach i prawie trzech godzinach rozmowy zapada chwila ciszy.
Krzysztof Andrzejewski uśmiecha się i mówi spokojnie:
„Dokończymy za kilka dni”.
Bo ta rozmowa od początku nie miała być tylko o siatkówce.
Dla kibiców to trener stojący przy ławce, człowiek od decyzji podejmowanych
w kilka sekund. Tymczasem w długiej rozmowie coraz wyraźniej widać, iż za
tą rolą stoi mąż, ojciec i człowiek z marzeniami, o których wcale nie boi się mówić.
Choć ukończył prawo, jego pasją jest coś zupełnie innego. Ogród.
Krzysztof Andrzejewski ma swój dom pod Olsztynem , miejsce, do którego
wraca myślami, gdy sportowe emocje zaczynają zbyt mocno przyspieszać puls.
Tam zaczyna się inny wymiar. Jest las, cisza, ziemia i rośliny. Tempo życia
nagle zwalnia, a codzienność wygląda zupełnie inaczej niż na hali.
To przestrzeń, która pozwala złapać dystans do wyników, emocji i sportowego zgiełku.
W tej rozmowie często wraca też wątek rodziny. Krzysztof Andrzejewski mówi
wprost, iż jest wdzięczny swojej żonie. Ona mocno Go wspiera , stoi za nim murem
i razem podążają wspólną drogą po marzenia . W domu trener wcale nie przestaje być trenerem.
Razem z żoną i córkami tworzy swój własny dream team.
Drużynę, która każdego dnia mierzy się z małymi i większymi wyzwaniami.
Tak jak w sporcie, po drodze pojawiają się przeszkody, ale najważniejsze jest to,
że pokonują je razem. A na końcu zawsze jest wspólna euforia ze zwycięstwa.
Krzysztof Andrzejewski mówi wprost: W życiu najważniejsze są relacje.
W jego domu słowo „kocham” nie jest rzadkością.
Sam je wypowiada i słyszy dokładnie to samo w odpowiedzi.
Sportowa przeszłość też ma dziś ogromne znaczenie w jego pracy. Przejście
z zawodnika na trenera sprawiło, iż łatwiej rozumie ludzi po drugiej stronie
siatki. Wie, co czuje zawodnik po nieudanej akcji, jak wygląda presja meczu
i jak ważne bywa zwykłe zaufanie ze strony trenera. To doświadczenie pomaga
mu budować relacje z drużyną i patrzeć na siatkówkę nie tylko z perspektywy
taktyki, ale także emocji.
W sporcie czerpie inspirację od wielu ludzi. Rozmawia, słucha, analizuje. Ale
wie też, iż w pewnym momencie decyzję musi podjąć sam. Pokorny, ale
świadomy swojej wartości. Taki, który pamięta wzruszenie po pierwszym
wygranym meczu w PlusLidze i jednocześnie nie zapomina, iż za sukcesem
stoją także kibice i ludzie z klubu, którzy dali mu szansę.
To będzie długa rozmowa. O sporcie, ale przede wszystkim o życiu. O tym, jak
to jest być ciągle w drodze, trochę na walizkach, a jednocześnie czuć się
komfortowo w miejscu, które stało się istotną częścią twojej historii.
Już niedługo na łamach wschodni24.pl opublikujemy pełny wywiad z trenerem
INPOST CHKS Chełm. Rozmowę o pasji, rodzinie, marzeniach i o tym, gdzie
kończy się trener, a zaczyna po prostu człowiek.
















