Przewlekła choroba to nie jednorazowy incydent, ale stan wymagający żelaznej dyscypliny i stałego nadzoru. Tymczasem pacjenci z Tczewa i okolicznych miejscowości coraz częściej zderzają się z murem publicznej ochrony zdrowia. Termin do specjalisty wyznaczony na koniec roku to dziś ponury standard, który stawia chorych przed dramatycznym wyborem: ryzykować przerwanie terapii czy szukać drogich alternatyw w prywatnych gabinetach. Brak dostępu do lekarza w krytycznym momencie, gdy w blistrze zostają ostatnie tabletki, to nie tylko błąd administracyjny, ale przede wszystkim realne zagrożenie dla zdrowia.