Czy to hejt, czy obywatelskie pytania?
Szpital tonie w długach. Brakuje lekarzy specjalistów. Kolejki się wydłużają, a pacjenci słyszą, iż nie ma terminów. Autobusy jeżdżą jak chcą, rozkłady są fikcją, a mieszkańcy tracą czas i nerwy. Na ulicach korki i dziury, zimą śnieg leży tam, gdzie odśnieżanie powinno działać z automatu. Mieszkańcy pytają: dlaczego?
I wtedy pojawia się odpowiedź, która stała się wygodnym wytrychem. Hejt. Hejt. Hejt.
Pytanie to nie hejt
Hejt to agresja, wyzwiska, personalne ataki, poniżanie i groźby. Hejt uderza w człowieka. Pytanie uderza w problem. Gdy mieszkaniec pyta o zadłużony szpital, niewydolną komunikację miejską, fatalny stan dróg czy brak odśnieżania, nie atakuje ludzi. Pyta o sposób zarządzania publicznymi pieniędzmi.
To nie jest hejt. To jest obywatelskie prawo.
Publiczne pieniądze, publiczna odpowiedzialność
Miasto utrzymuje się z podatków mieszkańców. Z tych pieniędzy wypłacane są pensje, często bardzo wysokie. o ile ktoś bierze kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie z budżetu publicznego, musi liczyć się z kontrolą społeczną. To nie jest przywilej władzy. To jest jej obowiązek.
Pytania o to, dlaczego system nie działa, są naturalną reakcją społeczeństwa. Brak odpowiedzi nie oznacza, iż problem znika. Oznacza tylko, iż rośnie frustracja.
Hejt jako narzędzie uciszania
Słowo hejt coraz częściej nie służy do obrony przed przemocą słowną. Stało się narzędziem do uciszania krytyki. Gdy brakuje argumentów, gdy nie ma wyjaśnień, najłatwiej przykleić etykietę. Kto pyta, ten hejtuje. Kto drąży temat, ten jest wrogiem.
To wygodne. Nie trzeba tłumaczyć długów, nie trzeba wyjaśniać chaosu, nie trzeba brać odpowiedzialności.
Klakierzy i fałszywa obrona
W sieci pojawiają się głosy, które zamiast merytorycznej dyskusji krzyczą hejt. Często są to osoby powiązane z władzą lub żyjące z publicznych pieniędzy. Ich rola jest prosta. Nie wyjaśniać, tylko zagłuszać. Nie rozwiązywać problemów, tylko atakować tych, którzy je wskazują.

Mieszkańcy pytają, klakierzy krzyczą HEJT
To nie jest obrona miasta. To jest obrona układu.
Demokracja bez pytań nie istnieje
Demokracja nie polega na bezkrytycznym przyklaskiwaniu. Polega na zadawaniu trudnych pytań i domaganiu się odpowiedzi. Gdy pytania nazywa się hejtem, demokracja zamienia się w atrapę.
Mieszkaniec ma prawo pytać, bo to jego miasto. To jego pieniądze. To jego zdrowie, bezpieczeństwo i codzienne życie.
Strategia na 2050 czyli jak samorządy uciekają od odpowiedzialności
Kto tu naprawdę hejtuje
Prawdziwym problemem nie jest krytyka. Problemem jest brak odpowiedzialności. Prawdziwym hejtem jest lekceważenie mieszkańców, ignorowanie ich problemów i próba zamknięcia im ust.
Pytanie nie jest hejtem. Hejt zaczyna się wtedy, gdy ktoś próbuje zabronić pytań.
Podsumowanie
Jeżeli system nie działa, trzeba o tym mówić. o ile szpital się zadłuża, komunikacja kuleje, drogi się rozpadają, a miasto nie wywiązuje się z podstawowych obowiązków, pytania są obowiązkiem mieszkańca, a nie jego winą.
Nazywanie krytyki hejtem to najprostsza ucieczka od odpowiedzialności. Ale ucieczka nie rozwiązuje problemów. One i tak wrócą. Zawsze.

1 godzina temu











