Polski sektor mieszkaniowy zbliża się do ściany, której nie przebiją choćby najatrakcyjniejsze programy kredytowe. Przez ostatnie lata ceny i popyt napędzało liczne pokolenie urodzone w latach 80., jednak ten potencjał właśnie się wyczerpał. Osoby z ostatniego wielkiego wyżu demograficznego w większości zaspokoiły już swoje potrzeby lokalowe, a wchodzące na rynek roczniki są drastycznie mniej liczne. Eksperci ostrzegają: baza przyszłych klientów będzie się kurczyć przez kolejne dekady, co zwiastuje strukturalny spadek popytu, z którym deweloperzy i inwestorzy nie mierzyli się nigdy wcześniej.

Fot. Warszawa w Pigułce
Dane statystyczne są bezlitosne i wskazują na nadchodzącą fazę ochłodzenia. Podczas gdy dekadę temu w Polsce rodziło się około 370 tysięcy dzieci rocznie, w tej chwili liczba ta spadła poniżej 240 tysięcy. Brak prostej zastępowalności pokoleń oznacza, iż w perspektywie kilkunastu lat nie będzie miał kto kupować nowych lokali, co musi znaleźć odzwierciedlenie w wycenie metra kwadratowego.
Koniec ery „roczników 80.” – szczyt zakupowy za nami
Przez lata to właśnie fala osób urodzonych w dekadzie lat 80., kiedy rocznie przychodziło na świat ponad 600 tysięcy dzieci, była głównym silnikiem napędowym deweloperów. Dziś ta grupa wchodzi w dojrzały wiek i przestaje szukać swojego pierwszego „M”.
Mediana wieku kredytobiorcy: w tej chwili o kredyt hipoteczny najczęściej wnioskują osoby w wieku 36–38 lat.
Wyczerpany potencjał: Większość osób z tego licznego wyżu ma już uregulowaną sytuację mieszkaniową.
Mniej następców: Kolejne roczniki wchodzące w dorosłość to dzieci niżu lat 90. i późniejszych, co drastycznie obniża liczbę potencjalnych nabywców.
Brak nowych bodźców: Nie widać czynników, które mogłyby nagle zwiększyć zapotrzebowanie na większe metraże lub zmienić obecny model rodziny.

1 godzina temu












