Mieszkaniec Lubonia sięgnął po tytuł mistrza Polski

3 godzin temu

Jeszcze kilkanaście lat temu papierosy, brak kondycji i zero sportowych planów. Dziś: mistrz Polski w kolarstwie przełajowym. Historia mieszkańca Lubonia pokazuje, iż choćby największa zmiana zaczyna się od jednej decyzji. W wywiadzie opowiada o przełomowym momencie w swoim życiu, ciężkiej pracy na treningach, rodzinnej motywacji i o tym, jak pasja może całkowicie odmienić codzienność. Nasz rozmówca udowadnia, iż wiek nie jest przeszkodą w realizacji sportowych marzeń. O trudnej trasie w Ełku, treningach w Wielkopolskim Parku Narodowym i drodze do złota w szczerej rozmowie opowiada Filip Kaczanowski.

Gazeta Lubońska: Jakie były Pana pierwsze myśli, gdy przekroczył Pan metę jako mistrz Polski?
Filip Kaczanowski: Byłem bardzo zadowolony ze swojego przejazdu, ale też zdezorientowany, ponieważ nie wiedziałem, które mam miejsce. Startowałem w innej kategorii wiekowej, więc ciężko było się zorientować, ale byłem pełen nadziei na jak najlepszy wynik. Dopiero gdy zapytałem sędziego, które mam miejsce, usłyszałem: „Jest pan pierwszy”. I wtedy do mnie dotarło: mistrz Polski.

Gazeta Lubońska: Powiedział Pan, iż „spełniły się marzenia”, czy od dawna wierzył Pan, iż złoto jest w zasięgu ręki?
Filip Kaczanowski: O złocie właśnie marzyłem, ale bałem się, iż nigdy nie będzie w moim zasięgu ze względu na moją przeszłość. Obawiałem się, iż osiągnięcie tak wysokiego poziomu wytrenowania i zdobycie ogromnych umiejętności może być wręcz niemożliwe. Natomiast głęboko w sercu miałem to marzenie, pielęgnowane od wielu lat. I tak, zdobycie tego tytułu to upragnione spełnienie marzenia. Dlatego warto marzyć, choćby o rzeczach tak nierealnych, jak moje marzenie.

Gazeta Lubońska: Co było najtrudniejsze na trasie w Ełku przy tak ekstremalnych warunkach pogodowych?
Filip Kaczanowski: Na tej trasie wszystko miało znaczenie: odczuwalna temperatura –15°C, dobór stroju, zakręty z lodem, zbieganie i wbieganie po skarpach… wszystko było bardzo trudne, wręcz ekstremalne. Ale w sobotę u mnie wszystko zagrało.

Gazeta Lubońska: Czy w trakcie wyścigu był moment zwątpienia albo kryzysu?
Filip Kaczanowski: Nie. Jechałem bardzo pewnie, z głową skupioną na celu i jak najlepszym pokonaniu trasy z jak najmniejszą liczbą błędów. I to się udało, bo ani razu nie zaliczyłem przysłowiowej „gleby”, która czyhała na każdym zakręcie.

Gazeta Lubońska: Zaczął Pan poważnie trenować dopiero po 30. roku życia. Co sprawiło, iż właśnie wtedy sport stał się tak ważny?
Filip Kaczanowski:
Myślę, iż dojrzewająca córka, dla której chciałem być dobrym przykładem, a sport to bardzo dobry przykład dla dzieci. I może dzięki temu córka też poszła w stronę sportu, jest siatkarką z licznymi sukcesami, jak chociażby mistrzostwo Wielkopolski, które pozwoliło jej uzyskać stypendium sportowe w Luboniu. Druga rzecz to własne zdrowie. Chcąc żyć jak najdłużej, musimy robić coś związanego z ruchem: siłownia, rower, bieganie. A im szybciej zaczniemy, tym będzie nam łatwiej. Ja polecam wyznaczyć sobie jeszcze jakiś cel. Ja go miałem i po wielu latach się udało. Teraz sport stał się naturalną częścią mojego życia, bez której nie da się już funkcjonować.

Gazeta Lubońska: Dlaczego wybrał Pan akurat kolarstwo przełajowe, jedną z najbardziej wymagających odmian kolarstwa?
Filip Kaczanowski:
Bardzo lubię techniczne trasy oraz specyfikę tej odmiany kolarstwa, czyli trochę biegania, szybkie i dynamiczne przyspieszenia oraz błoto, dużo błota.

Gazeta Lubońska: Jak wyglądały Pana pierwsze starty ponad 10 lat temu, pamięta Pan swoje pierwsze zawody?
Filip Kaczanowski: Pamiętam doskonale. Było to na terenie TKKF w Poznaniu, gdzie organizator, Wojtek Gogolewski, przygotował super trasę z bardzo długimi schodami do wbiegania, kilkoma trawersami i innymi niespodziankami. Wtedy jeździłem może od 2–3 lat na rowerze (po powrocie z różnych nałogów). Po przejechaniu tej trasy na mecie leżałem na ziemi jakieś 10 minut, cały czas kaszląc. To było straszne, ale zarazem motywujące. Patrzyłem na innych, młodszych, ale i starszych ode mnie, którzy dojeżdżali na metę i nic im nie było, a choćby wygrywali. Pomyślałem wtedy: „może kiedyś…”.

Gazeta Lubońska: Co przez te lata zmieniło się najbardziej: sprzęt, forma fizyczna czy podejście mentalne?
Filip Kaczanowski: Chyba wszystkie te elementy. Teraz mój rower jest typowym rowerem przełajowym, dostosowanym do tej dyscypliny, na marginesie dodam, iż bezprzewodowe elektroniczne przerzutki to dziś w sumie standard. Forma bardzo urosła, ale to efekt systematycznych, ciężkich treningów na siłowni i na rowerze. Podejście mentalne również się zmieniło, choć zawsze na starcie serce bije jak szalone. Moje tętno spoczynkowe to 40–45 uderzeń na minutę (w szczycie formy miałem 38), a teraz w Ełku na starcie miałem 110. To pokazuje, jaki jest stres. Z drugiej strony po starcie wszystko cichnie i zaczyna się walka głowy z ciałem, które chce odpuścić, bo jest ciężko, ale trzeba walczyć do końca.

Gazeta Lubońska: Jak wygląda typowy tydzień treningowy w okresie przygotowawczym?
Filip Kaczanowski: Praca od 8:00 do 16:00 (śmiech), następnie: raz w tygodniu siłownia, 4–5 razy w tygodniu rower, w weekendy dłuższe trasy do 100 km, w tygodniu 30–50 km, większość w WPN. W przypadku brzydkiej pogody, ćwiczenia na trenażerze w domu.
No i to, co najważniejsze, a o czym zapominamy, regeneracja: raz w tygodniu joga (Luboń ma bezpłatne zajęcia dla mieszkańców, super sprawa), jakiś basen (może kiedyś doczekamy się basenu w Luboniu), spacery i masaż.

Gazeta Lubońska: Wspominał Pan o obozie treningowym w Hiszpanii, co dają takie wyjazdy amatorowi?
Filip Kaczanowski:
Na pewno oderwanie się od szarej rzeczywistości, od tych samych tras, od rutyny. Tam wszystko jest nowe i inne. Do tego ogromna liczba kolarzy na trasach oraz profesjonalne zespoły kolarskie, które często trenują w Hiszpanii. Można się poczuć jak profesjonalista: śniadanie, trening, obiad, drzemka, drugi trening i regeneracja. To jest życie i ogromna motywacja do pracy nad formą.

Gazeta Lubońska: Jak ważna w przełajach jest technika jazdy w porównaniu do czystej siły?
Filip Kaczanowski: Na przykładzie wyścigu w Ełku myślę, iż było to 60% techniki. Trasę pokrywała 15 centymetrowa warstwa śniegu, a odczuwalna temperatura powietrza wynosiła -15 stopni Celsjusza. Każdy zakręt był oblodzony, a niektóre fragmenty trasy wymagały wrzucenia roweru na plecy i bieg z balastem pod górkę. Przeważnie trasy przełajowe są bardzo techniczne, jeden błąd i spadamy o kilka miejsc, a odrobić to później jest bardzo ciężko.

Gazeta Lubońska: Mieszka Pan w Luboniu, bardzo blisko Wielkopolskiego Parku Narodowego, jak często trenuje Pan właśnie tam?
Filip Kaczanowski:
Jakieś 3–5 razy w tygodniu. Najczęściej rower, ale też bieganie czy morsowanie. To super miejsce na treningi i najlepsze lekarstwo na relaks po pracy. Bardzo lubię latem pojechać około 6:00 na trening i zakończyć go w Jeziorze Jarosławieckim, to najprzyjemniejszy rodzaj treningu. Polecam spróbować, można to pokochać.

Gazeta Lubońska: Co daje Panu trenowanie w lesie, na naturalnych, wymagających trasach?
Filip Kaczanowski: Właśnie tu można bardzo dopracować technikę. Jest wiele miejsc, gdzie można się mocno zmęczyć, a leśne dukty potrafią pokazać pazura.

Gazeta Lubońska: Czy uważa Pan, iż okolice Lubonia są dobrym miejscem do uprawiania kolarstwa i sportów wytrzymałościowych?
Filip Kaczanowski: Jak najbardziej. Ja mam dokładnie 2 km do pierwszego wjazdu do lasu. Bardzo żałuję, iż dopiero po jakichś 6–8 latach mieszkania poznałem przyległe do Lubonia tereny, na których można zrobić świetne treningi. Okolice Lubonia to też idealne miejsce wypadowe na dłuższe trasy, czy to do Śremu, czy do Buku, piękne asfalty i w miarę umiarkowany ruch samochodowy.

Gazeta Lubońska: Czy spotyka Pan na trasach innych mieszkańców Lubonia, którzy też trenują sportowo?
Filip Kaczanowski: Oczywiście. Luboń ma wielu kolarzy, których często spotykam w WPN, ale też moi znajomi z Poznania często pojawiają się w tych stronach. Bardzo cieszy mnie to, iż coraz więcej osób uprawia sport: rower, bieg, nordic walking czy chociażby spacery. To podstawa zdrowego życia.

Gazeta Lubońska: Na co dzień pracuje Pan jako instruktor nauki jazdy i testuje samochody. Czy doświadczenie z toru i dróg pomaga w wyczuciu prędkości i ryzyka na rowerze?
Filip Kaczanowski:
Doprecyzowując: pracuję w Szkole Bezpiecznej Jazdy Škody. Na granicy Lubonia i Poznania mamy swój tor, koło autostrady. Teraz głównie siedzę już za biurkiem i zajmuję się zarządzaniem, ale rzeczywiście auta testuję bardzo często w ekstremalnych warunkach. I tak, takie testy bardzo pomagają. Wiem, jak gwałtownie pokonać zakręt, jak zachowuje się auto przy hamowaniu na śliskiej nawierzchni. jeżeli chodzi o ryzyko, to niestety jest ono zawsze, wystarczy sekunda i mamy wypadek, czy to autem, czy rowerem.

Gazeta Lubońska: Czy umiejętności z kolarstwa przekładają się na lepszą kontrolę auta albo odwrotnie?
Filip Kaczanowski:
Myślę, iż na rowerze bardzo można wyćwiczyć refleks, który potem na pewno pomaga podczas prowadzenia auta w trudnych warunkach.

Gazeta Lubońska: Jak udaje się Panu pogodzić intensywne treningi z pracą zawodową?
Filip Kaczanowski:
Nie jest to łatwe. Wychodząc z pracy zimą, kiedy o 16 jest już ciemno, mówię do kolegów, iż jeszcze tylko na dwie godziny na rower i już mam wolne. Często patrzą na mnie jak na wariata i dziwią się, jak można przy 2 stopniach, mżawce, iść na dwie godziny na rower. Ale jak widać warto.

Gazeta Lubońska: Czy po mistrzostwie Polski apetyt rośnie, ma Pan już nowe cele sportowe?
Filip Kaczanowski:
Na razie muszę się dobrze wygrzać, ale tak apetyt jest na kolejne sukcesy. W tym roku chciałbym spróbować wystartować w mistrzostwach Polski w kolarstwie gravelowym. To też taki mały cel na przyszłe lata.

Gazeta Lubońska: Czy planuje Pan starty w kolejnych mistrzostwach albo zawodach międzynarodowych?
Filip Kaczanowski:
Myślę, iż tak. Fajnie byłoby obronić koszulkę za rok. Co do zawodów poza Polską niestety to duża logistyka i koszty, ale może kiedyś uda się zaplanować wakacje tak, żeby gdzieś wystartować i pokazać, jak robimy to w Polsce.

Gazeta Lubońska: Co daje Panu dziś większą satysfakcję: sama rywalizacja czy świadomość, iż jest Pan inspiracją dla innych?
Filip Kaczanowski:
Jedno i drugie jest super. Kocham zdrową rywalizację, żeby stawać się coraz lepszym i oczywiście po to, by ostatecznie wygrać. Z drugiej strony często słyszę od znajomych, iż rzeczywiście ich inspiruję i dzięki mnie ktoś pójdzie na rower albo na spacer, to zawsze fajne uczucie, iż motywuje się innych do zdrowego stylu życia. Ja też mam swojego motywatora, czyli moją małżonkę. To dzięki jej namowom zdrowo jem, suplementuję i prowadzę odpowiedni tryb życia, który przynosi sukcesy.

Gazeta Lubońska: Co powiedziałby Pan osobom po 30. czy 40. roku życia, które myślą, iż „na sport już za późno”?
Filip Kaczanowski: Nigdy nie jest za późno. Na moich zawodach są zawodnicy, którzy mają po 60–70 lat, czyli ktoś w wieku 70 lat jedzie trzydziestokilometrową trasą w terenie! To jest tak motywujące i wzruszające, iż pokazuje, iż w każdym wieku można uprawiać sport.
Ja zacząłem w wieku 32 lat, kiedy powinienem być w najlepszej formie życia, a paliłem paczkę papierosów dziennie (od 17. roku życia, czyli przez 15 lat), weekendowe imprezy, a po 10 metrach biegu musiałem odpocząć. Aż w pewnym momencie się ocknąłem i zobaczyłem, iż to nie tędy droga. Wraz z żoną Asią postanowiliśmy się zmienić. I to było najważniejsze, wspólne wspieranie się w nowej drodze.

Gazeta Lubońska: Jak zacząć przygodę z kolarstwem, nie rzucając się od razu na głęboką wodę?
Filip Kaczanowski: Można wypożyczyć rower np. z popularnej sieci sklepów ze sprzętem sportowym. Rozpocząć od przejażdżki do WPN nad jakieś jezioro, najlepiej latem w sobotę lub niedzielę. Zobaczyć, ile osób to robi. Poczuć las, naturę, wykąpać się, wrócić do domu i poczekać na przypływ pozytywnej energii. A potem zrobić tak jak ja, zapisać się na zawody (ja zrobiłem to za namową kolegi z pracy, Radka, który do dziś jest moją inspiracją i człowiekiem, który odmienił moje podejście do życia), przejechać je, zobaczyć, w którym jest się miejscu, i rozpocząć pracę nad sobą. Uwaga, to długa i mozolna droga. Ale warto. Mówię to jako mistrz Polski.

Gazeta Lubońska: Czy chciałby Pan, aby w Luboniu było więcej wydarzeń sportowych lub tras rowerowych?
Filip Kaczanowski: Fajnie byłoby bezpiecznie dojechać do pracy ścieżką rowerową, bo tego bardzo brakuje. Mamy piękne tereny WPN koło Kocich Dołów, może warto pomyśleć o jakichś zawodach albo wyznaczeniu tras do spacerów i biegania. Co do wydarzeń sportowych, to oczywiście: niech będzie ich coraz więcej: joga, wspólne bieganie na stadionie, wycieczki rowerowe.

Beata Spychała

Dekoracja zwycięzców Mistrzostw Polski amatorów w kolarstwie przełajowym fot. Zb. Filipa Kaczanowskiego
Filip Kaczanowski pokonuje ośnieżoną trasę zawodów kolarskich w Ełku fot. Zb. Filipa Kaczanowskiego
Złoty medal i koszulka Mistrza Polski 2026 w kolarstwie przełajowym fot. Zb. Filipa Kaczanowskiego
Oblodzone wzniesienia terenu uniemożliwiały swobodny podjazd rowerem fot. Zb. Filipa Kaczanowskiego
Motto przewodnie naszego mieszkańca przyklejone do ramy kolarzówki fot. Zb. Filipa Kaczanowskiego
Zawody MTB w Chodzieży fot. Zb. Filipa Kaczanowskiego
Idź do oryginalnego materiału