Miliony Polaków mają w domach – podpisali na siebie wyrok. Zapłacą dziesiątki tysięcy zł nowego podatku i ponad 200 tys. za nowe urządzenia

2 godzin temu

Polska wynegocjowała rok odroczenia – zamiast 2027 roku opłata ETS2 ruszy w 2028. To trochę czasu w przygotowanie, ale nie na unikanie. Dwa niezależne raporty – polski i niemiecki – wyliczają czarno na białym, ile każda rodzina wyda w nadchodzącej dekadzie tylko z tytułu nowej opłaty.

Fot. Warszawa w Pigułce

Rząd walczył o 3 lata, dostał rok – ale to nie koniec historii

13 listopada 2025 roku Parlament Europejski przyjął mandat do negocjacji, a start systemu ETS2 przesunął się z 2027 na 2028 rok. Polska nie działała samotnie – stworzono koalicję 15 państw, w skład której weszły m.in. Włochy, Belgia oraz kraje nordyckie i bałtyckie. Premier Donald Tusk skomentował to na platformie X jako „kamień z serca”. Rzeczywistość jest jednak taka, iż wywalczone 12 miesięcy odroczenia to wszystko, na co zgodziła się Unia Europejska. System ETS2 nie został zawetowany, ograniczony ani renegocjowany. Wejdzie w pełnym kształcie, tylko rok później.

Dlaczego Polska tak mocno opierała się tej regulacji? Odpowiedź jest klimatyczna i statystyczna zarazem. Raport Marka Lachowicza i prof. Zbigniewa Krysiaka przygotowany dla „Solidarności” wskazuje wprost: polskie rodziny muszą ogrzewać domy średnio od października do kwietnia, przy temperaturach znacznie niższych niż w Hiszpanii czy Włoszech. W efekcie obciążenie kosztami emisyjności jest nierówne w skali całej UE. Szacunkowe roczne obciążenie polskiego sektora ciepłowniczego po uruchomieniu ETS2 to w wariancie bazowym 2,21 mld euro (ok. 9,5 mld zł), a w pesymistycznym scenariuszu choćby 4,14 mld euro (ok. 17,8 mld zł). To nie są koszty rządu. To koszty, które trafią do rachunków zwykłych ludzi.

Dwa raporty, jedna konkluzja: Polska straci najwięcej w Europie

Wanda Buk i Marcin Izdebski w raporcie „Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków” policzyli, ile dokładnie dołoży przeciętna polska rodzina. Przy ogrzewaniu gazem skumulowany dodatkowy koszt ETS2 wyniesie 6 338 zł w latach 2028-2031 i 24 018 zł w całym okresie 2028-2035. Dla węgla będzie to odpowiednio 10 311 zł i 39 074 zł. Rodziny mieszkające w słabo ocieplonych domach zapłacą jeszcze więcej – choćby 77 318 zł przez osiem lat. W pierwszym roku obowiązywania systemu dodatkowe koszty dla najgorzej sytuowanych gospodarstw mogą pochłonąć choćby 86% minimalnego wynagrodzenia. Gdyby po 2031 roku doszło do połączenia ETS2 z ETS1, obciążenie może przekroczyć 150% minimalnego wynagrodzenia.

Niezależnie od Polaków, Fundacja Bertelsmanna przeanalizowała sytuację w 103 mln gospodarstw domowych w całej UE. Wynik dla Polski jest najgorszy spośród wszystkich badanych krajów. Przy cenie 60 euro za tonę CO2 koszty ogrzewania wzrosną w Polsce przeciętnie o ok. 372 euro rocznie (ok. 1 600 zł). Dla porównania, w Niemczech – które już dziś płacą krajowy podatek węglowy – wzrost wyniesie zaledwie ok. 17 euro rocznie. W Danii, Szwecji czy Irlandii koszty ogrzewania mogą choćby spaść, bo ETS2 zastąpi tam wyższe krajowe opłaty. W pesymistycznym scenariuszu, gdy cena uprawnień wzrośnie do 180 euro za tonę, Polska zapłaci przeciętnie 1 029 euro więcej rocznie na każde gospodarstwo domowe – czyli między 4 500 a 6 800 zł w zależności od regionu i rodzaju paliwa.

Komisja Europejska zakłada, iż cena uprawnień do emisji CO2 wyniesie 50 euro za tonę już w 2028 roku, przekraczając pierwotny limit 45 euro. Po połączeniu systemów w 2031 roku ceny ETS2 zrównają się z ETS1, gdzie średnia w 2023 roku wynosiła 83,85 euro za tonę. W perspektywie 2055 roku raport Instytutu Reform prognozuje choćby 520 euro za tonę CO2. Polska jest jednym z państw UE, gdzie w 2022 roku udział wydatków na energię końcową w całości wydatków gospodarstw domowych wynosił 7,8% – niemal dwukrotnie powyżej unijnej średniej wynoszącej 5,1%.

Zima 2026 brutalnie sprawdziła pompy ciepła – rachunki po kilkaset i powyżej tysiąca złotych

Teoria o tanim ogrzewaniu pompą ciepła zderzyła się z polskim mrozem w okresie 2025/2026. Według danych IMGW styczeń 2026 roku był najzimniejszym miesiącem od 2010 roku, z nocnymi spadkami temperatury do około -20°C przez długie okresy. 14 stycznia 2026 roku zapotrzebowanie krajowego systemu elektroenergetycznego na moc osiągnęło historyczny poziom 30,5 GW – Polskie Sieci Elektroenergetyczne przyznały, iż było to bezpośrednio związane z masowym grzaniem przy pomocy pomp ciepła.

Powietrzne pompy ciepła w domach o powierzchni 130-150 m² przy mrozach od -10°C do -15°C zużywały najczęściej od 900 do 1 300 kWh energii miesięcznie, co przy stawce ok. 1,20 zł za kWh (pełny koszt „all-in” z opłatami dystrybucyjnymi) dało rachunki od 800 do 1 400 zł za miesiąc. W najzimniejsze dni koszt ogrzewania dochodził do 40-50 zł dziennie. Przy -20°C pompa dla domu 150 m² zużywała choćby 100 kWh na dobę – czyli ok. 120 zł za jeden dzień ogrzewania. Paweł Lachman z PORT PC wskazał, iż miesięczny współczynnik efektywności (SCOP) powietrznych pomp ciepła spadł w grudniu 2025 i styczniu 2026 do poziomu 2,0-2,5, podczas gdy w pozostałych miesiącach wynosi ok. 3,0, a wiosną i jesienią znacznie więcej. Poniżej -18°C włączały się elektryczne grzałki wspomagające o mocy 3-6 kW – jeżeli pompa była za słaba do danego budynku, grzałka pracowała niemal przez całą dobę, generując zużycie choćby 15-20 kWh na każde 100 m² budynku co kilka godzin.

Gruntowe pompy ciepła radziły sobie wyraźnie lepiej – ich miesięczne zużycie przy tych samych warunkach wynosiło 500-750 kWh, co przekładało się na rachunki 450-800 zł. Wynika to z konstrukcji systemu: grunt na głębokości kilkunastu metrów utrzymuje stałą temperaturę ok. 10°C przez cały rok niezależnie od mrozów, więc pompa zawsze pobiera ciepło z podobnego źródła. Badania Politechniki Warszawskiej potwierdziły, iż przy temperaturach poniżej -10°C źle dobrane urządzenia powietrzne mogą generować choćby 40% wzrost kosztów względem prognoz producenta. Część pomp ciepła sprzedawanych w Polsce była projektowana z myślą o łagodniejszych klimatach, z gwarantowaną efektywną pracą do -5°C – w polskich warunkach, gdzie mróz powyżej -10°C nie jest rzadkością, okazywały się niewystarczające. UOKiK i Krajowa Administracja Skarbowa sprawdzili rynek po zimie i stwierdzili, iż ponad 94% urządzeń ma nieprawidłowości w certyfikatach lub parametrach pracy.

Warto wspomnieć, iż podane wartości i tak były nieco tańsze lub porównywalne do kosztów ogrzewania gazem. Gdy temperatury są wyższe, tutaj zdecydowanie wygrywa pompa ciepła.

Gruntowa, powietrzna i 200 tys. zł – skąd się bierze ta liczba

Gdy przychodzi czas realnej wymiany kotła na system bezemisyjny, okazuje się, iż samo urządzenie to dopiero wstęp do kosztów. Powietrzna pompa ciepła dla domu 200 m² kosztuje w 2026 roku 50 000-60 000 zł z montażem. Gruntowa, stabilniejsza przy mrozach, kosztuje 60 000-80 000 zł – w tym koszt urządzenia 30 000-50 000 zł, odwierty i wymiennik gruntowy 30 000-60 000 zł oraz dokumentacja i pozwolenia 2 000-5 000 zł. Odwierty pionowe sięgające choćby 100 metrów w głąb kosztują 150-250 zł za metr bieżący.

Problem w tym, iż sama pompa ciepła bez odpowiedniego domu jest jak mocny silnik w samochodzie z przebitymi oponami. Pompa pracuje efektywnie tylko w instalacjach niskotemperaturowych – wymaga wody grzewczej o temperaturze 35-40°C zamiast 55-70°C, do których przyzwyczajone są stare grzejniki. To oznacza albo wymianę grzejników na dużo większe (15 000-25 000 zł), albo instalację ogrzewania podłogowego (cena zależy od metrażu i stanu podłóg – w starszym domu wymaga zrywania posadzek). Do tego dom musi być dobrze ocieplony, bo każdy metr sześcienny ciepłego powietrza uciekający przez nieszczelne okno czy cienkie ściany to energia kupiona w zimowe godziny szczytu po 1,20 zł za kWh. Ocieplenie domu 150 m² to koszt 40 000-70 000 zł zależnie od technologii i stanu budynku. Instalacja fotowoltaiki, bez której zimowe rachunki za pompę stają się trudne do udźwignięcia, to kolejne 25 000-35 000 zł. Saldo po zsumowaniu: gruntowa pompa ciepła z ociepleniem, wymianą grzejników lub montażem podłogówki i fotowoltaiką to realny koszt w przedziale 150 000-220 000 zł, a w starszych lub większych domach powyżej 200 000 zł. Dla porównania, przeciętna polska rodzina zarabia rocznie ok. 80 000-100 000 zł brutto – wydatek na kompleksową termomodernizację przekracza roczny dochód brutto całego gospodarstwa domowego.

Ceny na stacjach też wzrosną – i to szybko

ETS2 uderzy nie tylko w ogrzewanie, ale i w każdy bak samochodu. Od 2028 roku benzyna zdrożeje o ok. 29 groszy na litrze, diesel o ok. 35 groszy, LPG o ok. 21 groszy. Przeciętna rodzina z 2 samochodami – benzynowym z rocznym przebiegiem 5 000 km i dieslem z 20 000 km – wyda na paliwo dodatkowo ponad 1 000 zł rocznie już w pierwszym roku. Po połączeniu systemów ETS1 i ETS2 w 2031 roku podwyżki będą wyższe – analitycy szacują łączny wzrost cen o ponad 50 groszy na litrze.

Mieszkańcy bloków nie mają żadnej dźwigni

Sytuacja właścicieli domów jednorodzinnych jest trudna, ale mają przynajmniej możliwość podjęcia jakieś decyzji. Mieszkańcy bloków podłączonych do miejskich sieci ciepłowniczych nie mają żadnej dźwigni. Elektrociepłownie spalają węgiel i gaz w ogromnych ilościach – od 2028 roku będą płacić za każdą tonę CO2 w ramach ETS2. Koszty trafią prosto do rachunków za ogrzewanie i ciepłą wodę. Lokator nie może wymienić kotła, bo kotła nie ma – ma kaloryfer podłączony do osiedlowej sieci. Nie może sam przejść na pompę ciepła – to decyzja spółdzielni lub wspólnoty, wymagająca zgody większości właścicieli i ogromnych nakładów finansowych. Dla mieszkania 50-60 m² podłączonego do ciepłowni węglowej dodatkowe koszty mogą wynieść 1 000-1 500 zł rocznie w pierwszych latach, a po 2031 roku choćby 2 000-2 500 zł rocznie. Łącznie w latach 2028-2035 może to być 15 000-20 000 zł bez żadnej możliwości zmiany tej sytuacji przez lokatora. Mieszkańcy miast, gdzie ciepłownie opierają się głównie na węglu, zapłacą więcej niż tam, gdzie już dziś działa więcej OZE.

Łączny koszt wdrożenia ETS2 w Polsce w całej gospodarce szacowany jest przez Instytut Reform na 124 mld zł w latach 2028-2032. Jest jedno okno: Polska jako największy beneficjent Społecznego Funduszu Klimatycznego ma do dyspozycji do 2032 roku ok. 15,2 mld euro (ok. 17,6% całego funduszu). Pieniądze mają zacząć płynąć już od 2026 roku, zanim uderzą podwyżki – ale 15 mld euro dla 6 mln rodzin ogrzewających się paliwami kopalnymi to przy kompleksowej termomodernizacji kwota, która nie wystarczy dla wszystkich. Co 3. polskie gospodarstwo domowe odczuje wprowadzenie systemu w znacznym stopniu – tak wynika z raportu Buk i Izdebskiego. To ok. 34% polskich rodzin, które będą musiały wygospodarować kilkadziesiąt tysięcy złotych na podatki klimatyczne w nadchodzącej dekadzie.

Musisz wiedzieć, co grozi i ile masz czasu

Jeśli ogrzewasz dom kotłem gazowym lub węglowym młodszym niż 10 lat, prawdopodobnie przeżyje do lat 2035-2040. To daje czas na przygotowanie finansowe, ale nie zwalnia z opłat ETS2 – płacić zaczniesz w 2028 roku bez względu na wiek pieca. Od zaraz warto rozważyć odkładanie 400-600 zł miesięcznie na przyszłą wymianę, bo choćby z dotacjami wydatek będzie duży. Kocioł starszy niż 10 lat jest powodem, żeby już teraz sprawdzić system hybrydowy – połączenie istniejącego kotła z powietrzną pompą ciepła kosztuje ok. 60 000 zł, z możliwością uzyskania dotacji do 30 000 zł, a w typowych warunkach pozwala obniżyć koszty eksploatacji o 30-50%.

Jeśli rozważasz samodzielną pompę ciepła, wybór między powietrzną a gruntową to nie tylko kwestia ceny zakupu. Powietrzna jest tańsza w instalacji (50 000-60 000 zł dla domu 200 m²), ale zima 2026 roku pokazała jej ograniczenia – przy długotrwałych mrozach SCOP spada, rachunki rosną, a grzałka elektryczna pracuje całą dobę. Gruntowa (60 000-80 000 zł z odwiertami) jest droższa, ale stabilna. Jednak przy słabo ocieplonym budynku lub starej instalacji grzejnikowej ani jedna, ani druga nie zadziała tak, jak obiecywał sprzedawca. Przed podpisaniem umowy z instalatorem warto przeprowadzić audyt energetyczny – specjalista oceni stan domu, dobierze moc urządzenia i wyliczy realne koszty. Audyt kosztuje 800-1 500 zł i jest odliczany w programach Czyste Powietrze i Mój Prąd. Mieszkańcy bloków mają najmniej możliwości, ale mogą zaizolować mieszkanie od środka (wymiana okien, docieplenie od wewnątrz) i zainstalować termostatyczne głowice na grzejnikach – to obniży zużycie ciepła o 10-30%. najważniejsze jest też aktywne lobbowanie w spółdzielni za termomodernizacją całego budynku, bo decyzja wymaga zgody większości, a pieniądze z Funduszu Klimatycznego są dostępne już od 2026 roku i znikną szybciej, niż się wydaje.

Idź do oryginalnego materiału