Czy mecz o mistrzostwo PlusLigi może być nudny i jednostronny? Nie. Każda drużyna, choćby legendarna Brazylia z początku lat 2000, miewała słabsze mecze. To w sporcie normalne. Dlatego przed starciem nr 2 o mistrzostwo PlusLigi nikt na 100 procent nie przyznawał zwycięstwa drużynie Zawiercia.
Mimo iż pierwszy set należał do Michała Winiarskiego i spółki, trzy kolejne partie oraz cały mecz padły łupem Bogdanki LUK Lublin. Atmosfery tego meczu nie da się opisać tak, by oddać to, co działo się w hali Globus. To trzeba było przeżyć.
Najsłabszym elementem widowiska byli sędziowie, którzy mylili się co chwila. choćby ekrany do challenge’u tego dnia były dla nich mgliste. Najbardziej sporna sytuacja tak zmotywowała Marcina Komendę, iż na trybunach było słychać tylko cichy szept: mistrzów się nie drażni.
Fly McCarthy stanął na zagrywce. Wilfredo Leon kończył. Aleks blokował. Marcin Komenda perfekcyjnie gubił blok. Jackson zagrał tak, jakby przed meczem wypił sok z gumijagód.
A jeżeli do tego wszystkiego dołożymy Kewina Sasaka i Mateusza Malinowskiego, to równanie jest proste. 3:1 dla Bogdanki. Stan rywalizacji 1:1.
Zaczynamy od nowa.
Emocje wracają do punktu wyjścia. Tu nie ma miejsca na kalkulacje. Tu liczy się charakter, chłodna głowa i momenty, które przechodzą do historii.
2.05.2026 Sosnowiec. Tam pisze się kolejny rozdział tej historii.

















