Amerykańscy pracodawcy utworzyli w sierpniu 162 tys. miejsc pracy, a bezrobocie pozostało na poziomie 4,1 proc. Po raporcie z 4 września indeks S&P 500 spadł o 0,4 proc., Dow Jones o 0,5 proc., a Nasdaq o 0,3 proc. Silne zatrudnienie zwiększyło ryzyko podwyżki stóp, aby zdusić inflację.
Rynek dostał liczbę znacznie wyższą od prognoz
Piątkowy raport amerykańskiego Biura Statystyki Pracy zmienił układ oczekiwań na Wall Street. Zatrudnienie poza rolnictwem wzrosło w sierpniu o 162 tys., podczas gdy ekonomiści ankietowani przed publikacją oczekiwali około 53 tys. nowych miejsc pracy. Stopa bezrobocia utrzymała się na poziomie 4,1 proc.
Wynik był ponad trzykrotnie wyższy od rynkowego konsensusu. Rewizje danych za czerwiec i lipiec dodały łącznie 55 tys. miejsc pracy do wcześniejszych szacunków. Przeciętne wynagrodzenie godzinowe wzrosło w sierpniu o 0,3 proc. w ujęciu miesięcznym i o 3,1 proc. wobec poprzedniego roku.
Dla gospodarki to świadectwo odporności. Dla inwestorów oznacza jednak mniejszą szansę na łagodną politykę pieniężną. Silny popyt na pracę i dalszy wzrost płac mogą podtrzymywać presję cenową, zwłaszcza gdy inflacja wciąż znajduje się powyżej celu amerykańskiego banku centralnego.
Inflacja ogranicza pole do taniego pieniądza
W lipcu wskaźnik cen konsumpcyjnych CPI w Stanach Zjednoczonych wzrósł o 3,4 proc. rok do roku. Oficjalny odczyt BLS pokazał też miesięczny wzrost cen o 0,1 proc. Rezerwa Federalna przyjmuje długookresowy cel inflacyjny na poziomie 2 proc., więc dystans do stabilności cen pozostaje wyraźny.
Najbliższe posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku odbędzie się 15 i 16 września. Jeszcze przed nim, 11 września, rynek pozna dane o inflacji za sierpień. To właśnie ten odczyt może rozstrzygnąć, czy mocny raport zatrudnienia zostanie potraktowany jako argument za podwyżką stóp już we wrześniu, czy za pozostawieniem ich bez zmian.
Inwestorzy zareagowali przeceną akcji i wzrostem rentowności obligacji. S&P 500 zakończył piątek na poziomie 7718,60 pkt, Dow Jones na 53 414,25 pkt, a Nasdaq na 26 506,99 pkt. Rentowność dwuletnich obligacji skarbowych wzrosła do 4,37 proc. Rynek wycenił prosty mechanizm: im silniejsza gospodarka przy podwyższonej inflacji, tym większa swoboda banku centralnego do zaostrzenia polityki.
Co amerykańska inflacja znaczy dla Polski
Decyzje Rezerwy Federalnej nie zatrzymują się na granicach Stanów Zjednoczonych. Wyższe amerykańskie stopy mogą wzmacniać dolara i kierować kapitał w stronę aktywów denominowanych w tej walucie. Dla Polski oznacza to ryzyko słabszego złotego wobec dolara, droższych surowców rozliczanych w dolarach oraz większej presji na koszty firm.
Ten kanał jest ważny, bo krajowi ekonomiści ostrzegają przed ponownym wzrostem inflacji pod koniec roku. Polska nie ustala warunków na Wall Street, ale płaci za skutki globalnego kosztu pieniądza. Dotyczy to importerów, przedsiębiorstw finansujących inwestycje oraz rodzin, których budżety reagują na ceny paliw i innych dóbr sprowadzanych z zagranicy.
Piątkowa reakcja rynku przypomina również, iż giełda nie jest prostym termometrem dobrobytu. Dobra wiadomość o zatrudnieniu może stać się złą wiadomością dla wycen, jeżeli zwiększa ryzyko droższego kredytu. Ostatnie umocnienie złotego wobec dolara nie daje trwałej gwarancji, gdy Fed ponownie rozważa podwyżkę stóp.
Kapitał potrzebuje stabilności, nie złudzeń
Amerykańska gospodarka pokazała siłę, ale rachunek inflacyjny nie zniknął. Państwa i przedsiębiorcy, którzy przyzwyczaili się do taniego pieniądza, znów muszą liczyć się z wyższym kosztem finansowania. Polska racja gospodarcza wymaga własnego kapitału, stabilnych finansów publicznych i odporności na gwałtowne ruchy walut. Bez tego każda decyzja podjęta w Waszyngtonie gwałtownie trafia do polskich portfeli.
Źródła: U.S. Bureau of Labor Statistics, Associated Press







![Polak idzie za ciosem. Kolejna bramka w lidze tureckiej [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6a9d98fe71a602_28474455.jpg)






