Morze ma w sobie coś takiego…

3 tygodni temu

Jestem przede wszystkim żeglarzem śródlądowym. Lubię Mazury, postoje na dziko, ogniska, ciszę i ten klimat, który pozwala choć na chwilę cofnąć się do czasów młodości. Ale morze ma w sobie coś zupełnie innego. A nocne pływanie to już osobna historia.

W dzień wszystko jest prostsze. Widać horyzont, inne jednostki, linię brzegu. Nocą ten świat się zmienia. Woda zlewa się z niebem, światła w oddali trzeba rozpoznać, każdy dźwięk jest wyraźniejszy, a człowiek zdecydowanie mocniej czuje, iż znajduje się na morzu, a nie na jeziorze.

I właśnie to lubię najbardziej. Ciszę, ciemność, przestrzeń i to poczucie, iż nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Nie ma telefonów, bieżących spraw, spotkań i codziennego pośpiechu. Jest kurs, wiatr, jacht i morze. Nic więcej nie potrzeba.

Nocna wachta ma też swój ciężar. Kiedy inni śpią, ty odpowiadasz za jacht i za ludzi na pokładzie. Trzeba obserwować światła, kontrolować kurs, patrzeć co dzieje się dookoła. Morze uczy pokory i koncentracji bardzo szybko. Tu nie ma miejsca na lekceważenie warunków czy zwykłą nieuwagę.

A jednocześnie potrafi dać niesamowity spokój. Zwłaszcza wtedy, kiedy wiatr jest równy, jacht spokojnie idzie swoim kursem, a wokół nie ma nic poza wodą i ciemnością. To są właśnie te chwile, dla których warto pływać.

Bo żeglarstwo nie polega tylko na dotarciu z portu do portu. Gdyby o to chodziło, są przecież znacznie szybsze i wygodniejsze sposoby podróżowania. Tutaj najważniejsza jest sama droga. Czasem czekanie na wiatr, czasem walka z jego brakiem, czasem zmiana planów. I właśnie nocą czuje się to wszystko najmocniej.

Morze za dnia można podziwiać. Nocą zaczyna się je naprawdę czuć. I chyba dlatego, kiedy już raz człowiek popłynie nocą, później chce do tego wracać.

Idź do oryginalnego materiału