Mróz zbiera żniwo. Kolejne trzy osoby zmarły z powodu wychłodzenia

3 godzin temu

Minionej doby z wychłodzenia zmarły trzy osoby. Jak poinformowała policja, od początku listopada z tego powodu zmarło 40 osób.

„Niskie temperatury są śmiertelnym zagrożeniem, szczególnie dla osób w kryzysie bezdomności, seniorów, osób samotnych czy nietrzeźwych” - podkreślają funkcjonariusze.

Gdzie było najzimniej?

Według IMGW minionej nocy najzimniej było w Suwałkach, gdzie temperatura spadła do -27,7 stopni Celsjusza. Ponad dwudziestostopniowy mróz odnotowano też w województwach warmińsko-mazurskim i lubelskim oraz na wchodzie województwa mazowieckiego.

W centrum, na zachodzie i południu kraju termometry pokazywały kilkunastostopniowy mróz. Kilkustopniowy mróz odnotowano za to w województwach dolnośląskim, opolskim oraz na południu województw śląskiego i małopolskiego.

Na wschodzie Polski obowiązują ostrzeżenia drugiego stopnia przed silnym mrozem, mają wygasnąć w środę (4.02). W centrum, na zachodzie i południu - obowiązują alerty pierwszego stopnia, które mają wygasnąć dziś około godziny 10 (poniedziałek 2.02) lub jutro (wtorek 3.02).

Utrzymujące się od kilku tygodni warunki atmosferyczne są śmiertelnym zagrożeniem. Samorządy i służby w całym kraju przygotowują się na zapowiadane przez meteorologów nadejście silnego mrozu, aby chronić najbardziej narażonych, m.in. osoby w kryzysie bezdomności. Zagrożone są również osoby, które straciły przytomność lub zasnęły na zewnątrz, będąc pod wpływem alkoholu.

Co to jest hipotermia?

Jacek Wawrzynek, kierownik Zakładu Ratownictwa Medycznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, mówił, iż hipotermia to medyczne określenie sytuacji, w której organizm traci ciepło szybciej, niż potrafi je wytwarzać, co prowadzi do spadku temperatury centralnej ciała poniżej 35 st. C. Jak doprecyzował, takie wytyczne obowiązują dla medycyny ratunkowej, ale u pacjenta urazowego, np. potrąconego pieszego, o hipotermii mówi się już przy temperaturze poniżej 36 st. C.

Jacek Wawrzynek, który jest również aktywnym ratownikiem pogotowia, przyznał, iż w okresie zimowym pacjenci z hipotermią zdarzają się „dość często”.

Co jednak zaskakujące – kontynuował – hipotermia górska wcale nie jest częstsza niż ta miejska. – To wcale nie osoby, które wybierają się w góry czy zostały przysypane lawinami, są największą grupą pacjentów z hipotermią. Bardzo często zapominamy o tzw. hipotermii miejskiej, gdzie mowa nie tylko o osobach w kryzysie bezdomności, tych przebywających w pustostanach czy niedogrzanych pomieszczeniach, ale przede wszystkim o ludziach starszych czy ubogich, którzy na co dzień w swoich mieszkaniach mają bardzo niską temperaturę. U nich można rozpoznać hipotermię pierwszego, a w wielu sytuacjach choćby drugiego stopnia – mówił.

Medycyna rozróżnia bowiem cztery stopnie hipotermii (a czasem mówi się choćby o pięciu). – Pierwszy stopień hipotermii każdy z nas wielokrotnie przeżył – to drżenia mięśniowe, które mają nasz organizm ogrzać. W takiej sytuacji nie ma żadnych zaburzeń świadomości, a jeżeli jesteśmy się w stanie dogrzać – nie ma też zagrożenia dla naszego zdrowia i życia. Fachowo jest to zakres między 32 a 35 st. C – tłumaczył Wawrzynek, który jest też prezesem Fundacji Świadomy Medyk.

Drugi stopień – zakres między 28 a 32 st. C – jest już realnym zagrożeniem dla zdrowia, a choćby i życia. – Wówczas drżenia mięśniowe już ustępują, ale najczęściej pojawiają się zaburzenia świadomości, brak koordynacji ruchowej, brak możliwości samopomocy. Taka osoba zdecydowanie wymaga już fachowej pomocy – mówił.

Kolejny, trzeci stopień klasycznej klasyfikacji wskazuje na temperaturę ciała poniżej 28 st. C. – Najczęściej taka osoba z hipotermią głęboką jest nieprzytomna, ma zaburzenia oddychania, zaburzenia rytmu serca. W przypadku tak mocnego wychłodzenia organizmu może dojść do zatrzymania krążenia – wyjaśnił ekspert.

Stopień czwarty obejmuje już najcięższe przypadki, gdy temperatura głęboka ciała wynosi poniżej 24 st. C.

Ratownik dodał, iż przy pierwszym stopniu powikłań raczej nie ma; przy drugim się zdarzają, a przy trzecim mowa już m.in. o powikłaniach neurologicznych czy nefrologicznych. – Pytanie też, w jakich warunkach przebywał ten człowiek, bo może dojść do miejscowych odmrożeń, najczęściej palców u rąk czy nóg, które niejednokrotnie wymagają amputacji – uzupełnił.

Jak powiedział Jacek Wawrzynek, ciało człowieka nie jest w stanie zbyt dużo wytrzymać, kiedy jest zimno, a hipotermia najszybciej zachodzi w wodzie. – Gdy ktoś wpadnie do wody, która ma np. tylko 4 st. C, to już dosłownie po kilku minutach pojawiają się zaburzenia świadomości czy brak koordynacji ruchowej. Bez pomocy innych taka osoba najczęściej nie przeżyje – tłumaczył.

Nie tak gwałtownie hipotermia postępuje w przypadku przysypania śniegiem w lawinie, ale tutaj z kolei dochodzi problem ograniczenia dostępu do powietrza.

Jak pomóc wychłodzonej osobie?

Ratownik wskazał, jak postępować z wychłodzoną osobą. – Po pierwsze taka osoba musi być wysuszona, jeżeli jej ubranie było mokre. Następnie należy ją szczelnie okryć, najlepiej wieloma warstwami: kocem, kurtką. Potem można ją jeszcze przykryć złoto-srebrną folią – choć jako jedna warstwa taka folia sama w sobie absolutnie nic nie da. Musimy zbudować taki „kokon” dla tej osoby, który pozwoli jej nie wytracać już ciepła, a dodatkowo powoli ją dogrzeje. Warto ją też przenieść do ciepłego pomieszczenia – mówił.

Pytany, co z piciem np. ciepłej herbaty, ratownik potwierdził, iż ciepłe płyny mają zastosowanie w hipotermii pierwszego stopnia. – Oczywiście one drastycznie nie zwiększą temperatury ciała, ale jest to jeden z kroków, który pozwoli obrać ten kierunek – wyjaśnił.

Natomiast w sytuacji hipotermii stopnia drugiego, kiedy taka osoba ma zaburzenia świadomości, zawsze należy oszacować ryzyko, na ile ona jest w kontakcie i jest w stanie połknąć płyny, a na ile te zaburzenia świadomości są na tyle zaawansowane, iż może to być droga do zachłyśnięcia. Dlatego podawanie płynów w wielu sytuacjach nie będzie miało zastosowania – dopowiedział.

Przypomniał, iż picie alkoholu „dla rozgrzania się” – „absolutnie nie jest dobrym rozwiązaniem”. – Alkohol nas rozgrzewa jedynie pozornie, ale doprowadzając do rozszerzenia naczyń krwionośnych, także w skórze, ułatwia oddawanie naszego wewnętrznego ciepła na zewnątrz – podkreślił Jacek Wawrzynek.

Pytany o ciężkie przypadki skrajnego wychłodzenia, potwierdził, iż w Polsce zdarzają się każdego roku. Jak podkreślił, dużą część tych osób udaje się uratować dzięki krajowemu systemowi leczenia hipotermii głębokiej, który opracował i wdrożył zespół z Krakowa pod kierownictwem Tomasza Darochy oraz Sylweriusza Kosińskiego.

Wawrzynek poinformował, iż pacjenci z hipotermią zdarzają się również latem, kiedy jest ona powiązania m.in. z urazami, przez które organizm traci możliwości termoregulacji.

Idź do oryginalnego materiału