„Muszę jakoś do końca dotrzymać”. Rolnicy walczą o każdy dzień i każdą złotówkę.

sokolka.tv 5 dni temu

Na polach powiatu sokólskiego wciąż pracują kombajny. Rolnicy wykorzystują każdą godzinę bez deszczu, by zebrać to, co przez cały rok rosło na ich polach. Tegoroczne żniwa są jednak wyjątkowo trudne. Najpierw susza i chłód, później opady, a do tego ceny zbóż, które nie pozwalają dziś spokojnie myśleć o przyszłości gospodarstw.

Muszę jakoś do końca dotrzymać – mówi Krzysztof, rolnik z Bohonik. W tych kilku słowach zawiera się dziś sytuacja wielu gospodarstw w regionie.

Pogoda w tym roku nie rozpieszcza rolników. Początek sezonu przyniósł suszę i niskie temperatury, później pojawiły się deszcze. Efekt? Plony są zróżnicowane, a przeprowadzenie zbiorów wymaga nieustannego wypatrywania prognoz pogodowych.

Kiedy tylko pojawia się kilka godzin bez opadów, kombajny ruszają na pola. Każdy dzień zwłoki oznacza ryzyko dalszego pogorszenia jakości ziarna i kolejnych strat.

Problemem nie jest jednak wyłącznie pogoda. Coraz większym ciężarem dla gospodarstw stają się koszty produkcji.

Paliwo, części zamienne, naprawy, ubezpieczenia, nawozy, środki ochrony roślin i utrzymanie maszyn – wszystko kosztuje. Tymczasem ceny skupu zbóż pozostają na poziomie, który wielu rolników określa jako nieadekwatny do ponoszonych nakładów. W zależności od rodzaju i jakości ziarna stawki oscylują w granicach 400–600 zł za tonę.

Wszystko co wyprodukujemy idzie w dół, a paliwo, maszyny i rachunki w górę. My musimy płacić na czas, a nam może zapłacą, może nie – mówi rozgoryczony rolnik z Bohonik.

Skalę wydatków potrzebnych do przeprowadzenia samych żniw dobrze pokazuje przykład Pawła Łabanowicza, rolnika i sołtysa Zubrzycy Wielkiej.

Kombajn pracujący na jego polu podczas jednego tankowania potrzebuje około 650 litrów paliwa.

Zaokrąglając cenę oleju napędowego do 8 zł, wychodzi ponad 5,5 tys. zł. A trzeba jeszcze doliczyć smarowanie, kombajnistę i sprzęt do zwiezienia zboża – wylicza.

I to dopiero początek rachunku. Do kosztów paliwa dochodzą koszty eksploatacji potężnych maszyn, ich serwis, części, transport ziarna oraz praca ludzi.

Przy cenach zbóż sięgających około 400–500 zł za tonę każdy przejazd kombajnu po polu ma więc swoją cenę. Rolnik musi zebrać odpowiednio dużo, by nie tylko pokryć koszty żniw, ale również opłacić wcześniejsze wydatki poniesione na zasiew, nawożenie i ochronę upraw – przekonuje.

Paweł Łabanowicz nie ukrywa rozczarowania sytuacją, w jakiej znalazło się dziś wiele gospodarstw.

Sytuacja w polskim rolnictwie zmusza wielu z nas do szukania dodatkowej pracy w mieście, żeby z tej pracy dokładać do rolnictwa. W którą stronę to zmierza? Nie mam pojęcia, ale nic dobrego z tego nie wyjdzie – ocenia.

To właśnie opłacalność produkcji stała się jednym z najważniejszych tematów tegorocznych żniw. Rolnicy podkreślają, iż nie chodzi wyłącznie o to, ile zboża uda się zebrać z hektara. choćby dobry plon nie gwarantuje zysku, jeżeli koszty jego wyprodukowania i zebrania są zbyt wysokie.

O tegorocznych zbiorach mówi również Marek Siniło, wiceprezes Podlaskiej Izby Rolniczej. Określa je mianem „kradzionych żniw”.

Dzień, dwa pogody, a później parę dni znowu deszczu. Trzeba czekać na pogodę, żeby sprzątnąć zboże – mówi.

Jak podkreśla, tegoroczne plony są bardzo zróżnicowane. Jedni rolnicy mogą mówić o przyzwoitych zbiorach, inni już teraz wiedzą, iż wynik będzie znacznie słabszy od oczekiwanego. Wspólnym mianownikiem pozostają jednak wysokie koszty produkcji i ceny zbóż, które – zdaniem rolników – nie odpowiadają realnym wydatkom ponoszonym przez gospodarstwa.

Podlaska Izba Rolnicza zwraca uwagę również na konieczność zwiększenia dopłat do paliwa rolniczego oraz podniesienia poziomu pomocy dla gospodarstw prowadzących hodowlę. Rolnicy obawiają się także napływu tańszego zboża z państw spoza Unii Europejskiej. Przy zwiększonej podaży może to oznaczać dalszą presję na ceny skupu.

Żniwa powoli dobiegają końca, ale dla rolników ich prawdziwe podsumowanie przyjdzie dopiero wtedy, gdy będą mogli policzyć wszystkie koszty i przychody.

Dziś na wielu polach najważniejsze jest by zdążyć przed kolejnym deszczem, zebrać ziarno i dowieźć je do gospodarstwa. Później pozostaje już tylko kalkulator i pytanie, czy tegoroczna praca pozwoli nie tylko zapłacić rachunki, ale również przygotować gospodarstwo do kolejnego sezonu.

Rolnicy nie oczekują cudów. Chcą przede wszystkim, aby ich praca była opłacalna, a gospodarstwa mogły normalnie funkcjonować. Bo za każdym hektarem zboża stoją nie tylko godziny pracy, ale też setki tysięcy złotych zainwestowanych w ziemię, maszyny, paliwo, nawozy i produkcję.

I dlatego słowa rolnika z Bohonik – „muszę jakoś do końca dotrzymać” – brzmią dziś jak gorzkie podsumowanie tegorocznych żniw na sokólskiej ziemi.

{gallery}zdjecia/2026/Sierpień/13{/gallery}

/KP, PB/

Idź do oryginalnego materiału