– Najchętniej słucham radia Classic FM, bo tam zawsze znajdzie się coś dla mnie. Nie uciekam jednak też przed jazzem, rockiem czy muzyką elektroniczną – mówi Adrianna Wtorkowska-Kubińska, od 25 lat dyrygentka Chóru Dziewczęcego Canzona z Murowanej Gośliny, laureatka nagrody powiatu poznańskiego w dziedzinie kultury.
Można zaryzykować stwierdzenie, iż muzyka chóralna to całe Pani życie?
– Można na pewno powiedzieć, iż mam ją we krwi. Mama jest dyrygentem, i z tego co wiem, już mając dwa latka pojawiałam się na próbach. To było dla mnie naturalne i normalne. Teraz to moja praca i jednocześnie wielka pasja. Kocham to, co robię. Tej muzyce poświęciłam całe dotychczasowe życie. Czasami stawiam ją choćby na pierwszym miejscu, czego pewnie nie powinnam robić.
Kiedy i jak powstał Chór Canzona i od kiedy Pani w nim działa?
– Początek Chóru to 1981 rok. Ja jestem z nim związana praktycznie od początku, ponieważ tak jak powiedziałam już jako dziecko kręciłam się przy zespole. Z czasem powoli wchodziłam też do składu. Pamiętam pierwsze wyjazdy z Chórem, także te zagraniczne, które wywoływały u mnie wtedy wielkie emocje. Z kolejnymi latami mama systematycznie wdrażała mnie też w temat prowadzenia zespołu. Wybierając studia początkowo myślałam o wydziale wokalnym, ale ostatecznie zdecydowałam się na dyrygenturę chóralną i tak to już ze mną zostało…
Ile osób w tej chwili tworzy Chór Canzona?
– W dziewczęcym zespole mamy około 70 osób, jest też około 20-osobowa grupa pań. Wśród tych pierwszym mamy dziewczyny w wieku od 8 do 20 lat. W tak dużej i zróżnicowanej grupie trudno byłoby pracować. Dlatego Chór Dziewczęcy jest podzielony na dwa zespoły. Osobną grupę stanowią też panie, tworząc Chór Żeński. Jego dyrygentką jest przez cały czas mama, choć musi to godzić z obowiązkami zawodowymi i pracą na Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Ja w tym przypadku jestem drugim dyrygentem i jej pomagam. Kiedyś mieliśmy też chór chłopięcy. To było około 15 lat temu. To było zresztą moje wielkie marzenie. Niestety, chłopców ubywało aż w końcu trzeba było z tego pomysłu zrezygnować.
fot. Marek Augustyniak
Przy takiej liczbie śpiewających osób problemem mogą być częste rotacje w zespole…
– Zdecydowana większość osób zostaje z nami na lata. Na szczęście, bo dla mnie, jako dyrygenta byłaby to marna inwestycja. Zmiany najczęściej zdarzają się, kiedy dziewczyny przechodzą z jednej szkoły do drugiej. Tak jest na przykład teraz, bo jedna z moich najzdolniejszych dziewczyn planuje studia w Katowicach. A jest z nami ponad dziesięć lat i choćby obudzona w środku nocy zna cały repertuar. To właśnie dzięki takim dziewczynom poziom Chóru jest wysoki.
Łatwo zachęcić młodzież do śpiewania w chórze? Repertuar macie przecież mało „młodzieżowy”?
– To właśnie kwestia doboru tego repertuaru. Sięgamy do różnych opracowań. Szukamy nowinek. Aktualnie wykonujemy dwie utwory popularnego kompozytora z Singapuru. Do naszych występów dokładamy też choreografię, co wcześniej się nie zdarzało.
Z zespołem bardzo dużo koncertujecie, i to po całym świecie. To pewnie także jest magnes przyciągający dziewczyny do Chóru?
– Być może, choć czasy się zmieniły. W przypadku młodzieży nie ma już praktycznie żadnych barier językowych. Ich rodzice mają też większe możliwości finansowe niż kiedyś. Ale tak, to prawda. Wyjeżdżamy często i czasami są to wyprawy egzotyczne. W ubiegłym roku byliśmy na przykład w Wietnamie. W tym roku czeka nas wyprawa do San Francisco i to na festiwal, który odbywa się tylko raz na trzy lata. Takie zaproszenia sprawiają, iż czujemy się docenieni.
fot. Tomasz Mizgier
A propos doceniania. Chór Canzona ma wiele nagród na swym koncie. Która jest najcenniejsza?
– Trudno to ocenić. Każda jest inna i niesie inne emocje. Występujemy w różnych kategoriach. Czasami jest to repertuar dowolny, a czasami muzyka sakralna. Tej ostatniej w naszym wykonaniu jest zresztą coraz więcej. Bo też dziewczyny bardzo dobrze czują się w takiej stylistyce. A nagroda? Może Grand Prix zdobyte podczas ubiegłorocznego Ogólnopolskiego Festiwalu Chóralnego „O Złotą Kulę Atlasa” w Pałacu w Lubostroniu. To jedno z najważniejszych wydarzeń dla chórów i zespołów wokalnych w Polsce. Przyznam, iż nie spodziewaliśmy się, iż zrobimy aż takie wrażenie na jurorach. A ja dodatkowo otrzymałam tam jeszcze nagrodę na najlepszego dyrygenta.
A jakiej muzyki Pani słucha na co dzień, na przykład jadąc w samochodzie?
– Praktycznie wszystkiego. Najchętniej słucham radia Classic FM, bo tam zawsze znajdzie się coś dla mnie. Nie uciekam jednak przed jazzem czy rockiem, którego słuchałam w latach licealnych. Coraz bardziej lubię muzykę elektroniczną, ale to już zasługa męża. Ostatnio zainteresował mnie projekt pod nazwą Camo & Krooked. To dwóch muzyków z Wiednia, którzy w rocznicę urodzin Johanna Straussa dokonali mariażu elektroniki z muzyką poważną, gdzie dubstep współgra z walcami. Mam choćby ich limitowaną płytę na winylu i często do niej wracam.
Rozmawiał: Tomasz Sikorski
fot. Agata Jessa

2 godzin temu







![Oficjalnie otworzyli plac zabaw w Mikoszowej [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/06/Mikoszowa-oficjalne-otwarcie-placu-zabaw-2026.06.01-3.jpg)







