Na festiwalu wstępowały gwiazdy największego formatu

slowopodlasia.pl 44 minut temu
Jak ocenia pan jubileuszową, 25. edycję Podlasie Jazz Festival?– Myślę, iż ocenę najlepiej pozostawić słuchaczom, publiczności. Była to edycja szczególna, ponieważ w tym roku świętowaliśmy 25-lecie festiwalu oraz 90-lecie urodzin Jana Ptaszyna Wróblewskiego -patrona festiwalu, w związku z tym przybyła na festiwal najbliższa rodzina muzyka. Małżonka pani Ewa Czuba-Wróblewska, syn Jacek Wróblewski z żoną Urszulą, którym jestem wdzięczny za przybycie.Jeden z koncertów poświęcony był pamięci patrona festiwalu-w hołdzie Ptaszynowi z udziałem wybitnego saksofonisty-Piotra Barona, który wystąpił z kwartetem Macieja Afanasjewa i Karola Szymanowskiego. Swoje 25 -lecie działalności również obchodziła wybitna wokalistka Aga Zaryan, która wystąpiła w ramach festiwalu w koncercie towarzyszącym, w Janowie Podlaskim w Hotelu Zamek. Kolejnymi wykonawcami znakomicie przyjętymi przez publiczność była czołowa polska wokalistka jazzowa - Beata Przybytek z zespołem. Akiko-jedna z najbardziej intrygujących postaci japońskiej sceny jazzowej z polskim zespołem United Quartet oraz kończący festiwal przez wielu od lat uznawany za najlepszego wokalistę w Polsce-Mietek Szcześniak z Triem wybitnego pianisty, kompozytora, dyrygenta - Krzysztofa Herdzina. Jako organizator jestem zadowolony z przebiegu festiwalu. Wszystkie koncerty były bardzo dobrze przyjęte-z bisami, były owacje na stojąco, z kompletami publiczności. Ponadto ważne było dla mnie wydanie płyty - „Jarek Michaluk Trio & Jan Ptaszyn Wróblewski", z ostatnimi oficjalnymi nagraniami Mistrza, której premiera odbyła się podczas festiwalu.Również z okazji 90. rocznicy urodzin Jana Ptaszyna Wróblewskiego została zaprezentowana wystawa grafik „Portret Ptaszyna" autorstwa dzieci i młodzieży z pracowni grafiki komputerowej „Piksel" z Bialskiego Centrum Kultury. Na pamiątkę spotkania młodzi artyści przekazali na ręce żony muzyka, pani Ewie Czuba-Wróblewskiej wydruki swoich prac. Jakie emocje towarzyszyły panu po zakończeniu tegorocznego festiwalu?– Na pewno pojawiła się refleksja, ponieważ 25 lat to szmat czasu. Przez ten okres wydarzyło się bardzo wiele. Występowali u nas wspaniali artyści, zarówno najwybitniejsi muzycy z Polski, jak i z zagranicy, wielu z nich już niestety odeszło. To ogromna euforia i duma, iż przez tyle lat mogliśmy prezentować w Białej Podlaskiej muzykę jazzową na najwyższym poziomie. Cieszę się, iż dzięki festiwalowi nasze miasto stało się też bardziej rozpoznawalne na mapie Polski, a choćby poza granicami.Jednym z bardzo cennych aspektów wydarzenia jest jego wymiar edukacyjny. Otwieraliśmy się zawsze na nowe pokolenia, reklamując festiwal m.in. w różnych szkołach. Obecność dzieci, młodzieży oraz uczniów szkół muzycznych na koncertach to najlepszy dowód na to, iż festiwal spełnia misję żywej lekcji muzyki. Dla wielu młodych odbiorców to właśnie bialskie koncerty stają się pierwszym zetknięciem z muzyką jazzową. Wydarzenie pozwala im na własne oczy i uszy doświadczyć istoty tego gatunku: nieskrępowanej improwizacji, oraz unikalnej relacji i nici porozumienia między muzykami na scenie, a także interakcji między muzykami a publicznością, co powoduje iż każdy koncert jest zaskoczeniem i różni się od siebie. Co jest ekscytujące w tej muzyce, dającej wolność wypowiedzi.Wśród refleksji pojawiła się publiczność, która była budowana od pierwszych edycji klubowych, po wypełnione sale koncertowe. To największa wartość festiwalu. Za co jestem jej bardzo wdzięczny.Także sponsorzy są istotni, niektórzy są z nami od pierwszych edycji, bez których organizacja festiwalu byłaby niemożliwa. Dlatego podczas festiwalu uhonorowaliśmy ich wielu jubileuszowymi podziękowaniami, a wraz z nimi instytucje, wspierające nas od lat. Media to także w rozwoju festiwalu wielka sprawa, którym bardzo dziękuję, iż od lat sprzyjają naszym wizjom i poczynaniom.Miłym akcentem festiwalu były otrzymane podziękowania z okazji jubileuszu od prezydenta miasta Biała Podlaska oraz władz uczelni FAWF w Białej Podlaskiej w której gościnnych murach odbywa się festiwal.Który moment tegorocznego festiwalu był dla pana najbardziej wzruszający?– Było ich kilka. Na pewno przybycie na festiwal rodziny Jana Ptaszyna Wróblewskiego, premiera płyty. Miłym było spotkanie z Mietkiem Szcześniakiem, z którym znamy się jeszcze z czasów studiów, dzieliliśmy przez rok wspólny pokój w akademiku. Nie widzieliśmy się przed 21 lat, więc było o czym porozmawiać.Dokładnie 21 lat temu Mietek wystąpił na naszym festiwalu. Jego koncert dostarczył wówczas publiczności niesamowitych emocji i wzruszeń. Pamiętam, iż po występie przychodzili do mnie wzruszeni słuchacze, dziękując za możliwość uczestniczenia w takim wydarzeniu.Szczególnie zapamiętałem słowa pewnej pani, która dziękowała mi za to, iż jestem w tym mieście i iż dzięki mojej działalności mieszkańcy mogą uczestniczyć w koncertach pozostających w pamięci na całe życie.Co ciekawe, ta sama pani pojawiła się również podczas tegorocznej edycji. Okazało się, iż od 20 lat nieprzerwanie uczestniczy w naszych festiwalach. Kiedy na zakończenie jubileuszowej edycji przypomniałem tę historię, podeszła do mnie i powiedziała, iż to właśnie ona była tą osobą, sprzed lat.Czy 25 lat temu wyobrażał pan sobie, iż festiwal będzie miał tak długą historię?– Nie, zupełnie nie patrzyłem na to w tak szerokiej perspektywie. Działałem bardziej spontanicznie, z potrzeby ducha i serca.Wcześniej przez wiele lat kształciłem się w Lublinie, a później studiowałem na Akademii Muzycznej w Katowicach, gdzie funkcjonował wówczas jedyny w Polsce prestiżowy Wydział Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. Miałem tam okazję poznać wielu wybitnych artystów i profesorów, których wcześniej znałem jedynie z książek, prasy czy telewizji, te kontakty bardzo pomogły mi później w tworzeniu festiwalu.Kiedy wróciłem do Białej Podlaskiej, zaczęło mi brakować tego, czego doświadczyłem wcześniej w dużych ośrodkach. To była jedna z przyczyn powstania festiwalu. O zorganizowaniu festiwalu marzyłem już dużo wcześniej, jeszcze przed studiami, kiedy na rok wróciłem do Białej, pracując wówczas w Wojewódzkim Domu Kultury, jako instruktor muzyki i nauczyciel w Państwowej Szkole Muzycznej.Chciałem również zaprezentować taką muzykę mieszkańcom naszego miasta szerzej. Już na początku na koncerty przyjeżdżała publiczność z okolicznych miejscowości. Z czasem zainteresowanie festiwalem zaczęło obejmować coraz dalsze regiony Polski.Pojawiali się słuchacze m.in. z Krakowa, Bydgoszczy, Torunia czy Poznania. Z kolei publiczność z Warszawy, Lublina i Białegostoku, przyjeżdżała do nas systematycznie.Które wydarzenie z historii festiwalu uważa pan za przełomowe? Czy był nim występ Jana Ptaszyna Wróblewskiego?Już od pierwszej edycji postawiłem na wysoki poziom artystyczny. Nie było tak, iż chciałem najpierw spróbować zorganizować lokalne wydarzenie, zaprosić głównie okoliczne zespoły i stopniowo rozwijać festiwal. Od początku zależało mi na prezentowaniu artystów z najwyższej półki, mimo iż wiązało się to ze znacznie większymi kosztami. Pierwsza odsłona festiwalu odbyła się dzięki wsparciu tylko prywatnych sponsorów i wpływów z biletów i okazała się dużym sukcesem artystycznym i medialnym, po której skontaktowała się ze mną Polska Agencja Prasowa.Już podczas pierwszej edycji wystąpił Jan Ptaszyn Wróblewski ze swoim zespołem, na występie którego bardzo mi zależało. Była to edycja, która była największym sprawdzianem dla organizatora. Pierwszego dnia była awaria ogrzewania, pękła rura i zalała instrumenty muzykom, na szczęście były jeszcze w futerałach. Aby utrzymać odpowiednią temperaturę, trzeba było posiłkować się dodatkowymi piecykami. Drugiego dnia festiwalu, dowiedziałem się, iż realizator dźwięku nie dojedzie i jakby jeszcze tego było mało po tym telefonie, miałem kolejny, okazało się iż zespół o międzynarodowym składzie nie będzie miał jak dojechać. Pojechałem sam na Okęcie, w drodze powrotnej, gdzieś na wysokości Siedlec patrzę na zegarek wychodzi na to iż powinienem już wychodzić zapowiedzieć koncert Ptaszyna, dzwonię, Ptaszyn ze stoickim spokojem odpowiedział: - "Jarku spokojnie nie ma problemu, uważaj abyś tylko szczęśliwie dojechał". Wychodząc na scenę otrzymałem od Mistrza przyjacielskie klepnięcie w ramię. Ten gest jak się okazało był początkiem naszych późniejszych wspaniałych relacji. Na pierwszą edycję zaprosiłem również Jorgosa Skoliasa znanego ze współpracy m.in. z Young Power, Krzak, Osjan, cenionego wokalistę greckiego pochodzenia, który przyjechał ze swoim bandem.Na pierwszym festiwalu wystąpił także międzynarodowy zespół europejsko-amerykański, złożony z muzyków pochodzących z różnych ośrodków muzycznych oraz jako gospodarze nasze Jazz Trio z warszawskim saksofonistą, Wieśkiem Wysockim.W pierwszej edycji festiwalu wystąpił również międzynarodowy skład muzyków. Skąd pochodzili artyści?– Byli to muzycy z różnych państw i dużych ośrodków muzycznych. Ze Stanów Zjednoczonych przyjechali artyści z Chicago i Kalifornii. Pozostali pochodzili z Madrytu, Paryża oraz Lubeki w Niemczech, gdzie wówczas przebywał polski kontrabasista Stan Michalak, za pomocą którego udało się zaprosić cały międzynarodowy zespół.Na renomę wydarzenia w kolejnych latach wpływały nazwiska występujących artystów. Jedną z postaci, które wyniosły festiwal na jeszcze wyższy poziom, był Kevin Mahogany, wybitny wokalista jazzowy z Nowego Jorku. Należał do czołówki światowej wokalistyki.Koncert Kevina Mahogany'ego zaproponował mi Piotr Baron, wybitny saksofonista, który występował również podczas tegorocznej edycji festiwalu.Kolejnym dużym nazwiskiem, które przyczyniło się do wzrostu prestiżu festiwalu, był Hiram Bullock, znakomity gitarzysta z Nowego Jorku, znany na świecie między innymi ze współpracy z Milesem Davisem, Marcusem Millerem, czy Stingiem. Następnie na festiwalu występowały także najwybitniejsze postacie polskiego jazzu, między innymi: Zbigniew Namysłowski, Tomasz Szukalski, Wojciech Karolak, Krzesimir Dębski, Ewa Bem, Leszek Możdżer, a także polscy muzycy, którzy za granicą zrobili duże kariery: Michał Urbaniak, Urszula Dudziak, Grażyna Auguścik, czy Adam Makowicz.Podczas jubileuszowego festiwalu można było kupić płytę nagraną wspólnie z Janem Ptaszynem Wróblewskim. Jak narodził się pomysł jej wydania?Może na początek, przedstawię trochę rysu historycznego. Pod koniec lat 90.po prężnej działalności koncertowej naszego Jazz Trio w Białej Podlaskiej, zagraliśmy ponad 100 koncertów tylko w samej Galerii Podlaskiej, postanowiłem wspólnie z grupą innych fanów jazzu z Białej założyć Bialskopodlaskie Stowarzyszenie Jazzowe. Byłem inicjatorem tego przedsięwzięcia. Zostałem wybrany na prezesa organizacji. Na inaugurację działalności stowarzyszenia zaprosiłem zespół Jana Ptaszyna Wróblewskiego o nazwie Czwartet.Wtedy po raz pierwszy poznaliśmy się. Po pewnym czasie postanowiłem ponownie się skontaktować z Janem Ptaszynem Wróblewskim, tym razem z propozycją współpracy muzycznej. Skontaktował nas mój profesor z Akademii Muzycznej w Katowicach, Jacek Niedziela-Meira, u którego studiowałem.Pierwszy koncert zagraliśmy razem w Białej Podlaskiej z bialskim Jazz Trio , w klubie Jedynka, w którym rozpoczynał swoją działalność Podlasie Jazz Festival.Koncert spodobał się mistrzowi, dlatego zagraliśmy kolejne. Z czasem zaczęliśmy występować nie tylko w Białej Podlaskiej, ale również w innych miastach.Następnie powołałem do życia własne, Jarek Michaluk Trio, w którym występowali muzycy z różnych części Polski. Współpracowałem z kilkoma pianistami i perkusistami, którzy w różnych konfiguracjach uczestniczyli w koncertach mojego zespołu, z którym koncertował m.in. Ptaszyn.Było to dla mnie dużą nobilitacją to, iż Jan Ptaszyn Wróblewski chciał przyjeżdżać i wspólnie występować. Wielokrotnie w prowadzonym przez siebie kultowym programie „Trzy kwadranse jazzu" na antenie radiowej Trójki, wypowiadał się bardzo pochlebnie na temat naszego grania oraz organizacji festiwalu. Doceniał znaczenie tego wydarzenia dla wschodniej części Polski. Świadomość ta bardzo mi pomagała w dalszych działaniach.Wracając do historii płyty, w 2023 roku zaproponowałem Janowi Ptaszynowi Wróblewskiemu trzy wspólne koncerty. Pierwszy odbył się w Białej Podlaskiej. Drugi zagraliśmy w Toruniu, podczas festiwalu Od Nowa Jazz Festival, organizowanego przez Centrum Kultury Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.Ostatni koncert odbył się w Węgrowie w Katedrze -w Centrum Dialogu Kultur. Właśnie ten występ, zarówno zdaniem mistrza, jak i pozostałych muzyków, wypadł najlepiej. Co ważne, koncert został nagrany.Jan Ptaszyn Wróblewski zmarł w 2024 roku, wcześniej jednak przesłuchał materiał z koncertu wydając o nim bardzo pozytywną opinię. Dopiero później pojawił się pomysł wydania tych nagrań na płycie. Bardzo zainspirował mnie do tego syn Ptaszyna, Jacek Wróblewski. I tak to się potoczyło, iż zaproponowałem wydanie płyty jednemu z warszawskich wydawnictw.Co sprawia, iż płyta nagrana z Janem Ptaszynem Wróblewskim jest tak wyjątkowa?– Przede wszystkim są to ostatnie oficjalne nagrania Jana Ptaszyna Wróblewskiego, jakich dokonano za jego życia. Dlatego należy do tych unikatowych.Jej wydawcą jest znana warszawska wytwórnia Requiem Records. Szef wydawnictwa po przesłuchaniu materiału zadzwonił do mnie i przyznał, iż przy zamrużonych oczach poczuł się jakby był na koncercie.Na płycie zachowaliśmy zapowiedzi Jana Ptaszyna Wróblewskiego, które były zawsze jedyne w swoim rodzaju, z tym niepowtarzalnym tembrem głosu i poczuciem humoru oraz brawa publiczności. Dzięki temu słuchacz może poczuć atmosferę tamtego wyjątkowego koncertu.Dla mnie jeszcze okładka płyty ma wydźwięk bardzo emocjonalny, gdyż został na niej wykorzystany obraz mojej córki Olgi-absolwentki ASP w Warszawie, żeby nie być dłużnym, na płycie znajduje się jedna z moich kompozycji dedykowana jej. Płytę można nabyć w Coffelove w Białej Podlaskiej.
Idź do oryginalnego materiału