Większość z nas w trakcie upalnych dni i nocy ratuje się tradycyjnymi wentylatorami pokojowymi. Mało kto wie jednak, iż niewłaściwe ustawienie tego urządzenia potrafi przynieść odwrotny skutek i jeszcze bardziej nagrzać mieszkanie. Sprawdzamy, na czym polega najczęstszy błąd, jak go uniknąć i jakich jeszcze trików warto spróbować, zanim zdecydujesz się na klimatyzację.
Czarny, duży, stojący wentylator na tle pokoju. Fot. Warszawa w PigułceWentylator nie chłodzi powietrza – chłodzi Ciebie
To największy mit, jaki trzeba obalić na wstępie. Wentylator, w przeciwieństwie do klimatyzacji, w żaden sposób nie obniża temperatury powietrza w pomieszczeniu – jego jedynym zadaniem jest wprawienie tego powietrza w ruch. Uczucie chłodu, jakie czujemy siadając przed włączonym urządzeniem, to efekt fizjologiczny: pędzące powietrze przyspiesza odparowywanie potu ze skóry, a to właśnie parowanie odbiera ciepło i daje ulgę. Innymi słowy – wentylator chłodzi Ciebie, nie pokój.
Błąd, który popełnia większość z nas
Najczęstszy scenariusz wygląda tak: zamykamy okna, żeby „nie wpuszczać upału”, stawiamy wentylator na środku pokoju i kierujemy go na siebie. Taki układ tworzy zamknięty obieg gorąca – urządzenie tylko miesza to samo, już rozgrzane powietrze krążące w kółko po pomieszczeniu, bez żadnej wymiany na świeże. Drugi częsty błąd to praca wentylatora w pustym pokoju, gdy nikogo w nim nie ma – urządzenie nie schłodzi wtedy ścian ani mebli, a jedynie niepotrzebnie zuzywa prąd i nagrzewa własny silnik od długotrwałej pracy.
W centrum Warszawy wieczorne ochłodzenie przychodzi później – i to nie przypadek
Strategia „czekaj do wieczora i otwórz okno” sprawdza się gorzej w gęsto zabudowanych częściach stolicy niż na przedmieściach. Odpowiada za to zjawisko miejskiej wyspy ciepła – betonowe i asfaltowe powierzchnie w rejonach takich jak Śródmieście czy Wola oddają zgromadzone w ciągu dnia ciepło znacznie wolniej niż zielone tereny na obrzeżach miasta. Z wieloletnich badań warszawskich klimatologów wynika, iż średnia roczna różnica temperatur między centrum a peryferiami sięga około 2-2,5 stopnia, ale w bezwietrzne, upalne noce potrafi urosnąć choćby do 8 stopni. W praktyce oznacza to, iż mieszkaniec Ochoty czy Pragi-Południe może otwierać okno na wentylator z ulgą już koło 22, podczas gdy w ścisłym centrum sensowny spadek temperatury na zewnątrz bywa odczuwalny dopiero bliżej północy.
Kilka dodatkowych trików, o których mało kto pamięta
Oprócz miski z lodem sprawdza się też mokry ręcznik zawieszony bezpośrednio na kratce wentylatora albo na stojaku tuż przed nim – parująca z niego woda chłodzi przepływające powietrze podobnie jak lód, tylko trzeba go co jakiś czas ponownie zwilżać. Kilka kropli olejku miętowego dodanych do miski z wodą nie obniży realnej temperatury, ale mentol wzmacnia subiektywne odczucie chłodu na skórze – drobny, ale odczuwalny dodatek.
Znaczenie ma też odległość wentylatora od okna. Ustawiony tuż przy szybie porusza powietrze tylko w wąskim strumieniu na wprost siebie. Cofnięty nieco dalej, tak by łopaty wirnika znalazły się mniej więcej na wysokości otworu okiennego, wciąga w ruch więcej powietrza z otoczenia i skuteczniej wypycha je na zewnątrz – to efekt znany z fizyki jako podciśnienie za strumieniem wentylatora. Warto też pamiętać o zwykłym czyszczeniu łopatek z kurzu – zabrudzony wentylator pracuje wyraźnie mniej wydajnie niż czysty, choćby jeżeli silnik brzmi tak samo.
Co to oznacza dla Ciebie? Jak ustawić wentylator, żeby naprawdę pomógł
W ciągu dnia, gdy na zewnątrz jest goręcej niż w mieszkaniu, najlepiej trzymać okna zamknięte i zasłonięte, a wentylator kierować bezpośrednio na siebie, nie na całe pomieszczenie – w ten sposób chłodzisz ciało, nie powietrze, i to jedyny sensowny cel w ciągu dnia. Wieczorem i w nocy, gdy temperatura na zewnątrz spada poniżej tej w mieszkaniu, warto zmienić strategię: otworzyć okno i ustawić wentylator tak, by wypychał nagrzane powietrze na zewnątrz, albo – jeżeli z drugiej strony mieszkania wpada chłodniejsze powietrze – skierować go tak, by wciągał je do wnętrza. W mieszkaniach w ścisłym centrum Warszawy tę zmianę strategii warto po prostu przesunąć o godzinę czy dwie później niż na przedmieściach, bo tam wieczorne ochłodzenie przychodzi z opóźnieniem.
Domowy „klimatyzator” z miską pełną kostek lodu lub zamrożonych butelek wody, ustawioną przed pracującym wentylatorem, realnie schładza powietrze zanim do nas dotrze – efekt trwa zwykle godzinę lub dwie, dopóki lód się nie roztopi, a mokry ręcznik na kratce działa na podobnej zasadzie, choć wymaga częstszego dolewania wody. Nie warto zostawiać wentylatora włączonego w pustym pokoju „na zapas” – to nie obniży temperatury wnętrza, a jedynie zuzyje prąd i niepotrzebnie obciąży silnik. Dobrze też połączyć wentylator z zasłoniętymi w ciągu dnia roletami czy żaluzjami, bo ograniczenie nagrzewania od słońca ma większe znaczenie dla temperatury w pokoju niż samo ustawienie urządzenia. jeżeli mieszkanie ma okna po dwóch stronach, najskuteczniejszym i całkowicie darmowym sposobem pozostaje wieczorny przeciąg – znacznie lepszy niż jeden wentylator pracujący przy zamkniętych oknach.

6 godzin temu


![Przez upały prawie stracił życie. Ogromny bielik po dwóch tygodniach wrócił na wolność [ZDJĘCIA]](http://www.radiowroclaw.pl/img/articles/162255/DbZGv4H6kc.jpg)










