Polska weszła w fazę głębokich przemian ludnościowych, które w perspektywie najbliższych dekad zmienią nie tylko strukturę naszego społeczeństwa, ale także rynek pracy, system emerytalny i rynek nieruchomości. Najnowsze statystyki za pierwsze 10 miesięcy 2025 roku są bezlitosne – liczba urodzeń spada szybciej, niż zakładały choćby pesymistyczne scenariusze.

Fot. Warszawa w Pigułce
Główny Urząd Statystyczny w listopadzie 2025 roku zdecydował się na publikację eksperymentalnej symulacji, która koryguje dotychczasowe założenia. Wnioski są jednoznaczne: kurczenie się populacji Polski przyspiesza, a współczynnik dzietności osiągnął historyczne minimum. Co te liczby oznaczają w praktyce dla gospodarki i dla wszystkich obywatela? Poniżej przedstawiamy szczegółową analizę sytuacji.
Rok 2025: Urodzenia poniżej krytycznego progu
Jeszcze w 2017 roku w Polsce rodziło się ponad 400 tysięcy dzieci rocznie. Wydawało się wówczas, iż programy prodemograficzne mogą zatrzymać negatywne trendy. Osiem lat później rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Z danych zebranych od stycznia do października 2025 roku wynika, iż w Polsce na świat przyszło zaledwie 202 tysiące dzieci. To o 12 tysięcy mniej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego, który już wtedy uważany był za rok kryzysowy.
Demografowie szacują, iż jeżeli końcówka roku 2025 nie przyniesie niespodziewanego odbicia, całoroczna liczba urodzeń zamknie się w okolicach 240 tysięcy. Oznacza to spadek niemal o połowę w ciągu niespełna dekady. To tempo zmian, które w demografii określa się mianem gwałtownego załamania.
Współczynnik dzietności szoruje po dnie
Kluczowym wskaźnikiem, na który patrzą ekonomiści i socjolodzy, jest współczynnik dzietności (TFR). Określa on przeciętną liczbę dzieci, którą urodziłaby kobieta w ciągu całego okresu rozrodczego. Aby zapewnić prostą zastępowalność pokoleń – czyli stan, w którym liczba ludności pozostaje stabilna bez udziału migracji – wskaźnik ten musi wynosić 2,10-2,15.
Według monitoringu prowadzonego przez serwis BirthGauge, w pierwszych miesiącach 2025 roku współczynnik ten dla Polski spadł do poziomu 1,03. Dla pełnego obrazu sytuacji warto przytoczyć dane historyczne:
- Rok 2017: 1,45
- Rok 2023: 1,16
- Rok 2024: 1,10
- Rok 2025: 1,03
Oznacza to, iż obecna dzietność w Polsce wynosi mniej niż połowę wartości niezbędnej do utrzymania populacji na stałym poziomie. Każde kolejne pokolenie Polaków będzie więc o połowę mniej liczne od pokolenia swoich rodziców.
Trzy scenariusze przyszłości. Ilu nas będzie w 2060 roku?
W odpowiedzi na tak dynamiczne zmiany, GUS zaprezentował trzy nowe, eksperymentalne warianty rozwoju sytuacji demograficznej. Każdy z nich zakłada spadek populacji, różni się jedynie jego skala i dynamika.
Scenariusz 1: Niska dzietność (Wariant pesymistyczny)
Ten model zakłada, iż obecny, rekordowo niski wskaźnik dzietności utrzyma się przez kolejne dekady. W takiej sytuacji liczba ludności Polski w 2060 roku spadnie do poziomu 28,4 miliona. Oznaczałoby to ubytek aż o 24,3% w stosunku do stanu z 2024 roku. W praktyce z mapy Polski zniknęłaby populacja równa kilku dużym województwom.
Scenariusz 2: Wydłużone trwanie życia (Wariant optymistyczny)
Ten scenariusz skupia się na postępach medycyny i poprawie jakości życia seniorów. Zakłada on, iż Polacy będą żyli znacznie dłużej, co nieco wyhamuje spadek ogólnej liczby ludności. W tym wariancie w 2060 roku Polskę zamieszkiwałoby 32,3 miliona osób (spadek o 13,9%). Jest to jednak wariant, który wiąże się z najszybszym starzeniem się społeczeństwa.
Scenariusz 3: Łączny (Wariant pośredni)
Najbardziej prawdopodobny scenariusz, łączący niską dzietność z umiarkowanym wzrostem długości życia, przewiduje spadek populacji do 29,4 miliona w 2060 roku. Warto zauważyć, iż jeszcze w 2023 roku oficjalna prognoza GUS mówiła o 30,9 mln. Korekta o 1,5 miliona osób w dół w tak krótkim czasie pokazuje, jak nieprzewidywalne są obecne procesy.
Polska na tle świata. Niechlubne podium OECD
Problem demograficzny nie dotyczy tylko Polski, ale skala zjawiska w naszym kraju jest wyjątkowa na tle innych państw rozwiniętych. W rankingu państw OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), zrzeszającej 38 najbogatszych państw demokratycznych, Polska znalazła się na 3. miejscu od końca pod względem dzietności.
Gorsze wyniki odnotowują jedynie:
- Korea Południowa – z ekstremalnie niskim wskaźnikiem (poniżej 0,8),
- Chile – borykające się z własnymi problemami strukturalnymi.
Nawet kraje, które tradycyjnie kojarzone były z problemami demograficznymi, jak Japonia czy Włochy, wypadają w ostatnich zestawieniach nieco lepiej lub podobnie do Polski. Z kolei Francja, dzięki wieloletniej i konsekwentnej polityce wsparcia rodzin (obejmującej szeroki dostęp do żłobków i przedszkoli), utrzymuje wskaźnik na poziomie 1,56, co choć nie gwarantuje zastępowalności pokoleń, pozwala na znacznie łagodniejszy przebieg procesów starzenia się społeczeństwa.
System emerytalny pod presją. Kto zapracuje na świadczenia?
Demografia to nie tylko liczby urodzeń, to przede wszystkim relacja między osobami pracującymi a tymi, które pobierają świadczenia. Tutaj prognozy Ministerstwa Finansów przygotowane dla ZUS są alarmujące.
W 2025 roku populacja w wieku produkcyjnym (czyli osób zdolnych do pracy) wynosi około 21,7 mln. W nadchodzących dekadach ta grupa będzie się kurczyć w niespotykanym tempie:
- 2060 rok: spadek do 15,3 mln osób pracujących.
- 2080 rok: spadek do zaledwie 12,5 mln osób pracujących.
Równocześnie rosnąć będzie liczba emerytów (wiek poprodukcyjny). w tej chwili jest ich około 9 mln. Szczyt nastąpi w 2057 roku, kiedy to grupa seniorów osiągnie liczebność 12,3 mln. Będzie to efekt przechodzenia na emeryturę wyżu demograficznego z lat 80. XX wieku.
Współczynnik obciążenia demograficznego
Najbardziej obrazowym wskaźnikiem, który pokazuje wyzwania dla systemu ZUS, jest liczba emerytów przypadająca na 100 osób w wieku produkcyjnym.
W 2022 roku na 100 pracujących przypadało 39 emerytów. System był w miarę zbilansowany.
Według prognoz GUS, w 2060 roku współczynnik ten wyniesie aż 72,8. Oznacza to, iż na 100 osób pracujących będzie przypadać niemal 73 seniorów. Ciężar utrzymania systemu emerytalnego przypadający na jednego pracownika wzrośnie więc niemal dwukrotnie.
ZUS w swojej długoterminowej prognozie do 2080 roku uspokaja, iż wypłacalność emerytur jest gwarantowana przez państwo. Jednakże, saldo Funduszu Ubezpieczeń Społecznych będzie ujemne przez cały prognozowany okres, co oznacza konieczność ciągłego dopłacania do emerytur z budżetu państwa (czyli z innych podatków).
Polska dwóch prędkości. Regiony, które znikają
Kryzys demograficzny nie rozkłada się równomiernie. Polska coraz wyraźniej dzieli się na duże aglomeracje, które wciąż przyciągają nowych mieszkańców (głównie migracją wewnętrzną), oraz regiony peryferyjne, które wyludniają się w zastraszającym tempie.
Prognoza GUS wskazuje na dramatyczną sytuację w trzech województwach:
- Świętokrzyskie: Prognozowany spadek populacji o 30,6% do 2060 roku.
- Lubelskie: Ubytek mieszkańców o 25,4%.
- Opolskie: Spadek o 25,2%.
W tych regionach proces starzenia się społeczeństwa będzie przebiegał najszybciej, a ubytek dzieci jest najbardziej drastyczny (w Świętokrzyskiem liczba dzieci spadnie o ponad 40%). Z drugiej strony mamy województwo mazowieckie (spadek o 7,3%) i pomorskie (spadek o 7,5%), gdzie silne ośrodki miejskie (Warszawa, Trójmiasto) działają jak magnes, spowalniając negatywne trendy.
Czy trend można odwrócić?
Eksperci są zgodni: w krótkim horyzoncie czasowym trendu nie da się odwrócić. choćby nagły wzrost dzietności nie sprawi, iż jutro na rynku pracy pojawią się nowi pracownicy – na to trzeba czekać 20 lat. Programy transferów socjalnych (500+, 800+), choć poprawiły sytuację materialną rodzin, nie przełożyły się na trwały wzrost liczby urodzeń. Ministerstwo Finansów w swoich założeniach optymistycznie przewiduje wzrost dzietności do 1,34 w 2080 roku, jednak na razie dane z 2025 roku (1,03) przeczą tym nadziejom.
Co to oznacza dla Ciebie? Jak przygotować się na nową rzeczywistość?
Wielka demografia przekłada się na portfel i życie codzienne każdego z nas. Zmiany te będą odczuwalne niezależnie od tego, czy masz dziś 20, 40 czy 60 lat.
Twoja przyszła emerytura
To najważniejszy wniosek płynący z danych. System zdefiniowanej składki, który obowiązuje w Polsce, oznacza: „ile wpłacisz, tyle dostaniesz (podzielone przez statystyczną długość życia)”. Ponieważ żyjemy coraz dłużej, a płatników składek będzie mniej, relacja emerytury do ostatniej pensji (stopa zastąpienia) będzie drastycznie spadać.
Co robić? Eksperci nie mają wątpliwości – poleganie wyłącznie na ZUS to ryzyko ubóstwa na starość. Konieczne jest budowanie prywatnego kapitału. Programy takie jak PPK (Pracownicze Plany Kapitałowe), IKE czy IKZE to już nie opcja dla chętnych, ale konieczność dla wszystkich, kto chce utrzymać standard życia po 60-tce. choćby odkładanie małych kwot (200-300 zł miesięcznie) przez dekady buduje poduszkę finansową.
Twoja praca i zarobki
Paradoksalnie, dla pracowników sytuacja może być korzystna. Kurcząca się podaż rąk do pracy (spadek z 21 mln do 15 mln) oznacza, iż pracodawcy będą musieli walczyć o pracownika.
Co to oznacza? Presja płacowa będzie rosła. Firmy, które nie będą oferować godnych zarobków i dobrych warunków, po prostu nie znajdą kadry. Możemy spodziewać się rynku pracownika, ale też wymogu ciągłego podnoszenia kwalifikacji. Pracę prostą i powtarzalną przejmą roboty i AI, ponieważ praca ludzka stanie się zbyt droga.
Nieruchomości – gdzie kupować, a gdzie uważać?
Demografia wpłynie na ceny mieszkań w sposób niejednorodny.
W dużych miastach: (Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk) ceny mogą utrzymać się na wysokim poziomie lub rosnąć, ponieważ ludzie będą migrować tam za pracą i usługami.
Na prowincji: W wyludniających się powiatach (szczególnie wschód i południe kraju) może pojawić się nadpodaż starych domów i mieszkań po zmarłych seniorach, przy braku chętnych do zakupu. W tych lokalizacjach traktowanie nieruchomości jako „pewnej lokaty kapitału” może okazać się błędem.
Usługi publiczne i życie w gminie
Mniej mieszkańców to mniejsze wpływy z podatków PIT i CIT dla samorządów. Gminy będą musiały ciąć koszty.
Czego się spodziewać? Mieszkańcy mniejszych ośrodków mogą odczuć pogorszenie dostępu do usług: zamykanie szkół (z powodu braku dzieci), rzadsze kursy komunikacji publicznej, likwidację oddziałów szpitalnych. Koszty utrzymania infrastruktury (dróg, oświetlenia) nie spadną, a płatników będzie mniej, co może oznaczać wzrost podatków lokalnych.
Dla rodziców i młodych par
Jest też światełko w tunelu. Państwo, chcąc walczyć o każde dziecko, będzie musiało (wzorem Francji) radykalnie poprawić jakość usług opiekuńczych. Możemy spodziewać się większej dostępności darmowych żłobków, przedszkoli oraz presji na pracodawców, by oferowali elastyczne godziny pracy dla rodziców. Młode pokolenie, jako dobro rzadkie, będzie traktowane na rynku pracy i w polityce społecznej priorytetowo.
Zmiany demograficzne to proces powolny, ale nieuchronny jak lodowiec. Rok 2025 i wskaźnik 1,03 to sygnał alarmowy, którego nie wolno ignorować przy planowaniu własnej przyszłości finansowej i zawodowej.

13 godzin temu











![STUDNIÓWKA ZS NR 3 W BOCHNI – „Ekonomika” [ZDJĘCIA]](https://bochniazbliska.pl/wp-content/uploads/2026/01/DSC00351_wynik-1.jpg)

