Miliony polskich gospodarstw domowych stoją u progu finansowego wstrząsu, jakiego nie doświadczyły od dekady. Na horyzoncie majaczy widmo nowego unijnego mechanizmu, który według ekonomistów ING może wywrócić do góry nogami domowe budżety w całym kraju. Mowa o systemie ETS2, którego wprowadzenie zaplanowano na 2027 rok, a który zdaniem ekspertów uderzy z bezprecedensową siłą we wszystkie najważniejsze obszary codziennych wydatków Polaków.

Fot. Obraz zaprojektowany przez Warszawa w Pigułce wygenerowany w DALL·E 3.
Kiedy brukselskie korytarze rozbrzmiewają dyskusjami o zielonych transformacjach i neutralności klimatycznej, przeciętny Kowalski niekoniecznie zdaje sobie sprawę, co te odległe debaty oznaczają dla jego portfela. Tymczasem najnowsze prognozy wskazują, iż rozszerzony Europejski System Handlu Emisjami (ETS2) wprowadzi drastyczny wzrost kosztów życia w naszym kraju, uderzając zarówno w kierowców, jak i osoby ogrzewające swoje domy.
Badania przeprowadzone przez analityków ING nie pozostawiają złudzeń – przewidywana cena uprawnień do emisji CO2 w ramach systemu ETS2 osiągnie pułap 200 złotych za tonę. Liczba ta może wydawać się abstrakcyjna, ale jej przełożenie na codzienne wydatki jest aż nadto konkretne i bolesne. Dla osób tankujących samochody oznacza to dodatkowe 46 groszy na każdym litrze benzyny bezołowiowej oraz 54 grosze więcej przy zakupie litra oleju napędowego. Przy obecnych cenach paliw taki wzrost stanowi dodatkowy cios dla i tak już nadwyrężonych budżetów gospodarstw domowych.
Sytuacja kierowców, choć trudna, blednie jednak w porównaniu z tym, co czeka Polaków w obszarze ogrzewania. Tutaj skutki wprowadzenia ETS2 będą wręcz miażdżące. Gaz ziemny, promowany dotychczas jako ekologiczna alternatywa dla węgla, zdrożeje o 90 złotych za MWh. W przypadku przeciętnego domu jednorodzinnego może to oznaczać wzrost rocznych wydatków na ogrzewanie choćby o kilka tysięcy złotych. Osoby ogrzewające swoje domy węglem muszą przygotować się na podwyżkę rzędu 400 złotych za tonę, co przy średnim zużyciu 3-5 ton w okresie grzewczym stanowi dodatkowy wydatek 1200-2000 złotych rocznie.
Tragiczna ironia polega na tym, iż nowy system uderzy najmocniej w te gospodarstwa domowe, które w ostatnich latach, zachęcone rządowymi programami antysmogowymi, zainwestowały znaczne środki w wymianę starych pieców węglowych na nowoczesne systemy gazowe. Te rodziny, często zaciągając kredyty na modernizację swoich systemów grzewczych, działały w dobrej wierze i zgodnie z zaleceniami ekspertów. Teraz stoją przed perspektywą dramatycznego wzrostu kosztów ogrzewania, co może zepchnąć wiele z nich w spiralę ubóstwa energetycznego.
Formalnie rzecz ujmując, ETS2 stanowi element ambitnego unijnego planu redukcji emisji gazów cieplarnianych o 42 procent do 2030 roku, w porównaniu z poziomami emisji z 2005 roku. Mechanizm ten ma objąć emisje pochodzące ze spalania paliw w budynkach oraz transporcie drogowym, rozszerzając dotychczasowy system, który obejmował głównie duże zakłady przemysłowe i energetyczne. Teoretycznie ma to prowadzić do bardziej ekologicznych wyborów konsumenckich, jednak w praktyce grozi wywołaniem gospodarczego trzęsienia ziemi.
Polski rząd zdaje sobie sprawę z nadciągającego zagrożenia. Premier Donald Tusk nie kryje swojego sceptycyzmu wobec nowego mechanizmu. Podczas wystąpienia w Parlamencie Europejskim szef polskiego rządu otwarcie skrytykował niektóre elementy unijnej polityki klimatycznej, zwracając uwagę na fakt, iż dotychczasowe regulacje doprowadziły już do znaczącego wzrostu cen energii w krajach członkowskich. Tusk określił potencjalne skutki wprowadzenia ETS2 jako „upiornie przewidywalne”, podkreślając, iż wysokie koszty energii osłabiają konkurencyjność europejskiej gospodarki w stosunku do innych globalnych graczy, takich jak Stany Zjednoczone czy Chiny.
Na podwyżkach cen paliw i ogrzewania problemy Polaków się nie kończą. Ekonomiści przewidują efekt domina w całej gospodarce. Droższy transport przełoży się na wyższe ceny towarów i usług w sklepach, restauracjach i punktach usługowych. Wzrost kosztów ogrzewania zwiększy wydatki operacyjne firm, co również zostanie przerzucone na końcowych konsumentów. W efekcie możemy stanąć w obliczu nowej fali inflacji, potencjalnie trudniejszej do opanowania niż ta, z którą Polska zmagała się w ostatnich latach.
Unijni urzędnicy, świadomi potencjalnie destrukcyjnych skutków ETS2, wprowadzili pewne mechanizmy zabezpieczające. jeżeli w 2026 roku ceny gazu lub ropy naftowej osiągną wyjątkowo wysokie poziomy, uruchomienie systemu może zostać przesunięte z 2027 na 2028 rok. Eksperci są jednak zgodni, iż takie doraźne rozwiązania nie odpowiadają na fundamentalny problem – systemowe obciążenie gospodarstw domowych kosztami transformacji energetycznej bez odpowiednich mechanizmów osłonowych.
Historyczne doświadczenia z różnych państw europejskich pokazują, iż nagły wzrost kosztów życia, szczególnie w tak podstawowych obszarach jak ogrzewanie czy transport, może prowadzić do poważnych niepokojów społecznych. Francja doświadczyła tego podczas protestów „żółtych kamizelek”, które wybuchły w odpowiedzi na podwyżki cen paliw. W Polsce, gdzie pamięć o historycznych protestach przeciwko podwyżkom cen jest wciąż żywa, nagły wzrost kosztów życia może wywołać podobne reakcje społeczne.
Socjolog dr Maria Kowalska z Uniwersytetu Warszawskiego zauważa, iż transformacja energetyczna jest procesem niezbędnym, jednak jej tempo i sposób realizacji muszą uwzględniać realia ekonomiczne poszczególnych krajów. „Polska, której gospodarka wciąż w znacznym stopniu opiera się na węglu, a przeciętne dochody gospodarstw domowych są niższe niż w krajach Europy Zachodniej, szczególnie mocno odczuje skutki wprowadzenia ETS2. Bez odpowiednich mechanizmów osłonowych może to doprowadzić do pogłębienia nierówności społecznych i wywołać poważny kryzys” – podkreśla ekspertka.
Obserwatorzy sceny politycznej zauważają, iż polski rząd znalazł się w niezwykle trudnej sytuacji. Z jednej strony musi bronić interesów obywateli i gospodarki przed potencjalnie destrukcyjnymi skutkami ETS2, z drugiej zaś nie może całkowicie odrzucić unijnych ambicji klimatycznych. Balansowanie między tymi dwoma imperatywami będzie wymagało nie lada dyplomatycznego kunsztu na forum europejskim.
Ekonomiści rekomendują polskim gospodarstwom domowym przygotowanie się na nadchodzące wyzwania poprzez inwestycje w efektywność energetyczną. Termomodernizacja domów, wymiana okien czy instalacja nowoczesnych systemów zarządzania energią mogą znacząco obniżyć przyszłe koszty ogrzewania. Podobnie zakup oszczędniejszych pojazdów lub przejście na alternatywne metody transportu może złagodzić skutki podwyżek cen paliw. Problem polega jednak na tym, iż bez systemowego wsparcia państwa, dla wielu rodzin takie inwestycje pozostają poza zasięgiem finansowym.
Kluczowym zadaniem stojącym przed rządem jest opracowanie kompleksowego pakietu osłonowego, który łagodziłby skutki wprowadzenia ETS2 dla najbardziej narażonych grup społecznych. Mogłyby to być celowane dopłaty do ogrzewania dla uboższych gospodarstw domowych, ulgi podatkowe dla osób inwestujących w efektywność energetyczną czy subsydia do transportu publicznego. Bez takich mechanizmów, szlachetne z założenia cele klimatyczne mogą prowadzić do nieakceptowalnych kosztów społecznych.
Badania opinii publicznej pokazują, iż wiedza Polaków na temat ETS2 i jego potencjalnych skutków jest wciąż bardzo ograniczona. Większość obywateli nie zdaje sobie sprawy z nadciągającego zagrożenia dla ich domowych budżetów. Eksperci apelują o szeroko zakrojone kampanie informacyjne, które nie tylko zwiększyłyby świadomość społeczną, ale również zachęciłyby obywateli do podejmowania działań mających na celu zmniejszenie zużycia energii i paliw kopalnych.
Wprowadzenie systemu ETS2 stanowi test dla europejskiej solidarności i wspólnoty wartości. jeżeli transformacja energetyczna ma być sprawiedliwa i skuteczna, musi uwzględniać różnorodność ekonomiczną poszczególnych państw członkowskich. W przeciwnym razie, zamiast zjednoczonej Europy zmierzającej ku neutralności klimatycznej, możemy stanąć w obliczu pogłębiających się podziałów i rosnącego sceptycyzmu wobec wspólnych europejskich projektów.
Nadchodzące miesiące będą najważniejsze dla przyszłości systemu ETS2 i jego wpływu na polską gospodarkę. Polski rząd musi wykorzystać wszystkie dostępne kanały dyplomatyczne, aby wynegocjować rozwiązania, które zminimalizowałyby negatywne skutki tego mechanizmu dla polskich obywateli. Od skuteczności tych działań zależeć będzie nie tylko finansowa kondycja milionów polskich gospodarstw domowych, ale również poziom społecznego poparcia dla europejskiej polityki klimatycznej, która bez akceptacji obywateli nie ma szans na sukces.
Ostatecznie, wyzwania związane z wprowadzeniem systemu ETS2 pokazują, iż transformacja energetyczna nie jest jedynie technicznym czy ekonomicznym przedsięwzięciem, ale przede wszystkim procesem społecznym, który musi być przeprowadzony z poszanowaniem realnych możliwości i potrzeb obywateli. Tylko takie podejście może zapewnić, iż przejście do gospodarki niskoemisyjnej będzie nie tylko ekologicznym sukcesem, ale również społecznie akceptowalnym procesem, który nie pozostawi nikogo w tyle.