Najpierw upały, potem niszczycielskie burze. My sprawdzamy czy urządzenia podłączone do gniazdka mogą ucierpieć

1 godzina temu

Jedni w czasie burzy w popłochu wyciągają z gniazdek wszystko, co ma kabel, inni traktują to jako przesadną ostrożność rodem z czasów, gdy telewizory miały anteny na dachu. Prawda leży bliżej tej pierwszej grupy, choć z ważnym zastrzeżeniem – zagrożenie nie polega na tym, na co najczęściej wskazuje intuicja. Niebezpieczny nie jest sam fakt, iż urządzenie jest włączone, tylko to, czy jest fizycznie podłączone do sieci elektrycznej, telefonicznej lub przewodowego internetu w momencie, gdy piorun uderza gdzieś w pobliżu.

Fot. Pixabay

Piorun nie musi trafić w dom, żeby spalić komputer

Pojedyncze wyładowanie atmosferyczne niesie energię rzędu choćby 125 mln woltów – ilość, która teoretycznie wystarczyłaby do zasilania stuwatowej żarówki przez ponad trzy miesiące. Gdy piorun uderzy w linię energetyczną, słup czy stację transformatorową, choćby oddaloną o setki metrów od konkretnego domu, nadmiarowa energia rozchodzi się po sieci w postaci przepięcia – gwałtownego, trwającego ułamek sekundy skoku napięcia, który potrafi spalić delikatną elektronikę komputera, routera czy telewizora, mimo iż piorun nigdy nie dotknął samego budynku. Jak podkreśla operator sieci energetycznej Tauron, zagrożeniem dla domowej elektroniki nie jest wyłącznie bezpośrednie uderzenie w dom, ale też wyładowanie w okolicy – dlatego zalecenie odłączania sprzętu obowiązuje choćby wtedy, gdy burza wydaje się przechodzić dalej od naszego adresu. Straż pożarna w Polsce odnotowuje rocznie ponad 400 pożarów budynków związanych bezpośrednio z wyładowaniami atmosferycznymi, co pokazuje, iż skala zjawiska nie jest marginalna.

Kluczowe jest rozróżnienie między urządzeniem podłączonym do prądu a tym zasilanym z baterii. Komputer stacjonarny, laptop podpięty do ładowarki czy telefon ładujący się w gniazdku stoją na końcu tej samej drogi, którą może popłynąć przepięcie z sieci energetycznej – to one ponoszą realne ryzyko uszkodzenia. Ten sam laptop działający wyłącznie na baterii, bez kabla zasilającego i bez przewodowego połączenia z internetem, jest w praktyce odcięty od tej drogi, więc ryzyko jego uszkodzenia jest wyraźnie niższe. Router i modem, choćby jeżeli nikt z nich aktywnie nie korzysta, pozostają podłączone do sieci energetycznej i telefonicznej równocześnie przez całą dobę, co czyni je jednymi z najczęściej uszkadzanych urządzeń podczas burz.

Telefon w ręku nie ściąga pioruna – to osobny mit od tego o przepięciu

Warto rozdzielić dwie różne obawy, które w potocznych rozmowach często się ze sobą mieszają. Pierwsza dotyczy tego, czy trzymanie telefona w dłoni podczas burzy zwiększa ryzyko trafienia piorunem – odpowiedź na to pytanie jest przecząca, co wielokrotnie potwierdzały badania: pole elektromagnetyczne generowane przez telefon komórkowy jest zbyt słabe, by w jakikolwiek sposób przyciągać wyładowania atmosferyczne. Druga obawa, całkowicie od tej pierwszej niezależna, dotyczy właśnie ładowania telefonu podłączonego kablem do gniazdka – tu ryzyko jest realne, bo dotyczy nie samego telefonu jako obiektu przyciągającego piorun, tylko ładowarki jako punktu wejścia dla przepięcia z sieci elektrycznej. Telefon odłączony od ładowarki i działający na własnej baterii, choćby trzymany w ręku, nie stwarza z tego powodu żadnego dodatkowego zagrożenia.

Listwa przeciwprzepięciowa pomaga, ale nie daje stuprocentowej gwarancji

Popularnym rozwiązaniem jest listwa zasilająca z zabezpieczeniem przeciwprzepięciowym, wyposażona w warystor pochłaniający nadmiar energii i odcinający zasilanie w razie wykrycia skoku napięcia. Tego typu zabezpieczenie realnie ogranicza ryzyko przy typowych, umiarkowanych przepięciach, ale przy bardzo silnym, bliskim wyładowaniu może okazać się niewystarczające – żaden producent nie gwarantuje pełnej ochrony przy uderzeniu pioruna w bezpośrednim sąsiedztwie budynku. Jedynym sposobem dającym realną pewność pozostaje fizyczne odłączenie urządzenia od gniazdka, a najlepiej także od kabla sieciowego i antenowego, jeżeli sprzęt z takich korzysta. Dla komputerów i serwerów, których nie da się wyłączyć bez konsekwencji – na przykład prowadzących nagrywanie monitoringu czy obsługujących pracę zdalną w toku – rozwiązaniem pośrednim jest zasilacz awaryjny UPS z wbudowaną ochroną przeciwprzepięciową, pozwalający na bezpieczne, kontrolowane wyłączenie sprzętu w razie nagłego zaniku napięcia, zamiast nagłego spalenia podzespołów.

W praktyce najbardziej rozsądnym kompromisem dla kogoś, kto musi pracować w trakcie burzy, jest przejście na zasilanie bateryjne laptopa, odłączenie kabla sieciowego i korzystanie wyłącznie z Wi-Fi oraz transmisji danych w telefonie zamiast internetu przewodowego. To rozwiązanie nie eliminuje ryzyka całkowicie – w skrajnym przypadku bardzo bliskiego uderzenia pioruna zagrożone są też urządzenia bateryjne, jeżeli w pobliżu znajdują się metalowe elementy instalacji – ale znacząco redukuje najbardziej prawdopodobną drogę, którą przepięcie mogłoby dotrzeć do sprzętu, czyli fizyczne połączenie kablowe z siecią elektryczną lub telefoniczną.

Idź do oryginalnego materiału