Wino już stoi na stole, choć nikt jeszcze nie pije. Grube szkło kielichów łapie światło popołudnia, a w powietrzu unosi się zapach winogron i świeżego chleba. W Gruzji nic nie zaczyna się przypadkiem – także uczta. Tu wszystko ma swój czas, sens i kolejność. To nie kolacja. To supra.











