Taki mały powrót do przeszłości, ale z myślą o przyszłości – dzieciach i młodzieży – zorganizowało KGW „Czerwone Korale”, z Beatą Gurzyńską na czele.
Zamiast modnych foodtrucków serwujących burgery z sosami tysiąca wysp, panie zaserwowały na Wielkim Wakacyjnym Jarmarku Młodych jedzenie prosto z prawdziwej, bialutkiej, węglowej kuchni. I co się okazało? Że dania jedzone pod chmurką, na zielonej trawce, deklasują te z najdroższych restauracji. Przekonaliśmy się, iż zupa „parzybroda” faktycznie każe na siebie dmuchać, by nie poparzyć brody, a tradycyjne sodziaki i pieczone jabłka znikają z talerzy szybciej, niż serwowane tuż obok - popcorn i gofry.
W towarzystwie żaru i prawdziwego ognia w jarmarku wziął też udział gość&nb














