Niczego, ale to absolutnie niczego, nie jest nam żal...

pultusk24.pl 2 godzin temu
Pamiętacie 1977 rok i słowa Ryszarda Ulickiego, które Janusz Laskowski zamienił w hymn imprez plenerowych, a Maryla Rodowicz w przebój opolskich festiwali? „Blaszanych zegarków, Pierzastych kogucików, Baloników na druciku” – większość z nas potrafi zanucić ten refren choćby obudzona w środku nocy. Mowa oczywiście o Kolorowych jarmarkach. Wtedy autor żałował tego wszystkiego, co bezpowrotnie uleciało z krajobrazu polskiej prowincji. Dziś jednak, z ręką na sercu, niczego nam nie było żal. Z okazji Dni Patrona Miasta pułtuski rynek odżył. Były zegarki, koguciki, baloniki na druciku. Znalazły się drewniane koniki, bujane foteliki, a powietrze pachniało słodką watą cukrową, miodem, smalcem, ogórkami i chałwą. I byli przede wszystkim ludzie. I mieszkańcy, i turyści.

Tegoroczne Prezentacje Zakładów Pracy połączone z kiermaszem produktów regionalnych (i nie tylko regionalnych!) pokazały, iż potrafimy jeszcze wychylić głowy zza ekranów telefonów i po prostu… porozmawiać, pośmiać się, wypić kawę lub kozicowe piwo.

Bo jarmark to nie tylko handel – to przede wszystkim ludzie. Tłumy spacerowiczów, sąsiedzkie pogawędki, które przeciągały się z „dwóch minutek” do kilkunastominutowych dyskusji. I ta jedyna, specyficzna jarmarczna atmosfera…

Mamy czasy, w których wszystko pędzi, w których wiele osób traktuje takie imprezy, jak przeżytek, bo przecież wszystko można „kliknąć” i dostać pięknie opakowane pod drzwi. Tym
Idź do oryginalnego materiału