Lutnia Piszczac - Orlęta Radzyń Podlaski 1:3 (1:1)Bramki: Storto 44 - Obroślak 16, Santos 68, Cudowski 89Lutnia: Dejneka – Rzeszutek, Wiraszka (61 Wiraszka), Hawryluk, Tuttas, Magier, Storto, Kacik (79 Gmur), Mackiewicz, Kuczyński, Materek (78 Hryciuk). Orlęta: Nowak - Gęca, Miszta, Borysiuk (46 Warda), J. Rycaj, Sawicki (46 Santos), Obroślak (56 Siudaj), Pendel, K. Rycaj (90 Piróg), Morenkov (81 Borkowski), Cudowski (89 Porczyński) Pierwsze minuty meczu obu drużynom upłynęły na badaniu przeciwnika. Pierwsi zaatakowali goście. W 16. minucie w polu karnym gospodarzy ręką zagrał Dawid Hawryluk, za co sędzia podyktował rzut karny. Marcel Obroślak pewnie wykorzystał jedenastkę i goście objęli prowadzenie. Dosłownie kilka chwil później sędzia podyktował karnego dla gospodarzy za faul Szymona Gęcy na Tomaszu Tuttasie. Do piłki podszedł poszkodowany, jednak bramkarz Hubert Nowak wyczuł jego intencje i pewnie złapał piłkę.W 30. minucie Jakub Rycaj idealnie zagrał w pole karne do Krzysztofa Cudowskiego. Ten przyjął piłkę i uderzył mocno obok Wiktora Dejneki. Piłka trafiła w słupek. Po chwili ponownie Cudowski znalazł się w dogodnej sytuacji, ale przegrał pojedynek z bramkarzem Lutnii. Po raz trzeci w krótkim odstępie czasu zrobiło się gorąco pod bramką Lutni – tym razem strzał piłkarza z Radzynia został zablokowany przez obrońców.W 38. minucie powinno być 2:0. Cudowski otrzymał idealne podanie i wyszedł sam na sam z Dejneką, ale uderzył prosto w nogi bramkarza. W rewanżu sytuacja zrobiła się niebezpieczna pod bramką Orląt, jednak piłkarze z Radzynia skutecznie blokowali kolejne strzały Lutnii.W 44. minucie silnym strzałem z około jedenastu metrów Milan Storto pokonał Nowaka i wyrównał wynik.W drugiej połowie pierwszą groźną akcję w 57. minucie przeprowadziła Lutnia. Z prawej strony piłkę z autu daleko w pole karne wrzucił Hawryluk. Doskoczył do niej Tuttas i próbował zaskoczyć Nowaka uderzeniem głową, ale zagrał prosto w bramkarza Orląt.W 66. minucie pod bramką Nowaka zrobiło się gorąco. Najpierw strzał Jakuba Magiera zablokował obrońca, a po chwili uderzenie Tuttasa trafiło w innego zawodnika Lutnii zamiast do bramki.W 70. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Vincente Ferreira Santos Gustavo. Piłka ugrzęzła w siatce bramki Lutnii, obok bezradnego Dejneki, który był źle ustawiony i zasłonięty przy tej akcji.W 85. minucie z rzutu wolnego uderzał Storto z około siedemnastu metrów – piłka przeleciała jednak nad poprzeczką bramki Nowaka. Chwilę później z około trzydziestu metrów nad bramką uderzył Jakub Kuczyński.W końcówce, po akcji Karola Rycaja z Kacprem Borkowskim, piłkę do bramki skierował Cudowski. W doliczonym czasie gry strzał Hawryluka minimalnie minął światło
bramki.Mecz zakończył się zwycięstwem Orląt, które po dwóch porażkach z rzędu w lidze wróciły na zwycięską ścieżkę. Lutnia walczyła na ile było ją stać, ale to było zbyt mało, by awansować do finału. Rywala Orląt w finale Pucharu poznamy 15 kwietnia, kiedy to w bratobójczym pojedynku zmierzą się rezerwy Podlasia Biała Podlaska z pierwszą drużyną
bialczan.Rafał Dudkiewicz, trener Orląt Radzyń Podlaski:– Wygraliśmy mecz na wyjeździe z wiceliderem ligi okręgowej, co bardzo cieszy, zwłaszcza iż w Pucharze to jedno spotkanie – albo przechodzisz dalej, albo odpadasz. My wygraliśmy. Co do naszej gry mamy sporo zastrzeżeń, szczególnie indywidualnie powinniśmy spokojniej rozegrać ten mecz. Najważniejsze jest jednak zwycięstwo. Wielkie podziękowania dla zawodników – Karol Rycaj, Krzysztof Cudowski, Karol Pendel, Jakub Rycaj i Szymon Gęca grali czwarty mecz z rzędu po dziewięćdziesiąt minut, co generuje dodatkowy wysiłek, zwłaszcza gdy chcemy grać na dużej intensywności. Ich postawę trzeba szanować, bo podchodzą do tego z pełnym zaangażowaniem. Czekamy na finał, w którym na pewno zmierzymy się z Podlasiem, prawdopodobnie z pierwszą drużyną, która nie powinna pozwolić swoim rezerwom na awans. Pamiętajmy jednak, iż to Puchar i
derby.Mateusz Kacik, trener Lutni Piszczac:– Jestem niezwykle dumny ze swojego zespołu. Jako drużyna z ligi okręgowej stanęliśmy naprzeciw rywala z IV ligi i pokazaliśmy, iż potrafimy rywalizować na bardzo wysokim poziomie, stawiając naprawdę trudne warunki. Szkoda niewykorzystanego rzutu karnego. Finał Okręgowego Pucharu Polski byłby dla nas ogromnym sukcesem i historycznym wydarzeniem dla naszego klubu, jednak tym razem musieliśmy uznać wyższość rywali. Mimo to praca, jaką wykonali moi zawodnicy na boisku, zasługuje na ogromne uznanie. Zaangażowanie, determinacja i serce do walki były na najwyższym poziomie. Takie mecze, jak ten pucharowy oraz ostatnie spotkanie ligowe w Komarówce Podlaskiej, utwierdzają mnie w przekonaniu, iż zmierzamy w dobrym kierunku. Teraz musimy to potwierdzić w kolejnych meczach ligowych.