Nie chciałbym robić przerwy od piłki i boiska

slowopodlasia.pl 1 godzina temu
Jakub Dobosz przejął drużynę rezerw, która w okresie 2024/2025, mówiąc delikatnie, nie spełniła pokładanych nadziei, zajmując 6 miejsce ze stratą 17 punktów do podium. Budowę zespołu rozpoczynał prawie od zera i widoki na zajęcie wyższego miejsca w tabeli wydawały się czymś nierealnym. Kończąc boiskową przygodę w Lutni Piszczac podjął się mission impossible, w którym aż do końca sezonu wydawał się nie zbaczać z wyznaczonej ścieżki i postępować według zasad, które wyznaje. Czy było łatwo i czy było warto opowie nam szkoleniowiec triumfatora rozgrywek klasy okręgowej w rozmowie z Damianem Kaczmarkiem. Na wstępie z całą redakcją gratulujemy zwycięstwa w lidze co na początku trenerskiej kariery wydaje się być sporym sukcesem. Jakie myśli towarzyszyły panu przy propozycji prowadzenia zespołu rezerw? Było więcej za czy przeciw?- Dziękujemy. Trzeba pogratulować sukcesu całej drużynie, zawodnikom i ludziom, którzy walnie przyczynili się do rozwoju zespoły. Oprócz mnie cały sezon odpowiedzialny za proces szkoleniowy był również trener Maciej Orzechowski. To jest nasz wspólny sukces. Przechodząc do pytania to o wstępnych planach powierzenia mi II drużyny wiedziałem kilka miesięcy wcześniej przed startem sezonu 2025/2026. Ostateczna decyzja zapadła w czerwcu, a ja sam czułem się osobą kompetentną, żeby prowadzić MKS Podlasie II Biała Podlaska. Do tamtego momentu prowadziłem stopniowo coraz starsze drużyny w akademii, a do tego dużo doświadczenia zdobyłem podczas pracy w pierwszym zespołem w roli asystenta. Naturalnym krokiem w mojej ścieżce trenerskiej było przejść do najstarszej drużyny w akademii i tak też się stało. Obejmując II drużynę nie kierowałem się na pewno aspektami finansowymi, a kluczowym warunkiem było stworzenie jak najlepszego środowiska do pracy z drużyną i kwestie rozwoju jako trener. Samym celem pozostawionym przede mną, było zaopiekowanie się drużyną i rozwój zawodników, żeby w dłuższej perspektywie szli do wyższych lig. Nie było żadnego "ale", bo już od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem zakończenia przygody z piłką jako zawodnik, żeby całkowicie skupić się na roli trenera. Optymistycznie podszedłem do tego tematu i po zakończeniu mistrzowskiego sezonu 2025/2026 nie żałuję podjętej wtedy decyzji i dziękuję ówczesnemu zarządowi i dyrektorowi sportowemu za zaufanie wobec mnie.Jak wyglądały przygotowania do sezonu oraz kompletowanie kadry? Sięgając do pamięci, kadra na samym początku pańskiej pracy nie była do końca satysfakcjonująca. - Dokładnie, ale podzieliłbym temat budowania kadry na dwa etapy. Pierwszy, gdy przed startem rozgrywek z kadry z poprzedniego sezonu mieliśmy 6-ciu zawodników, którzy w tamtym momencie wcale nie potwierdzili na 100% czy zostaną w drużynie na sezon 2025/2026. Niektórzy próbowali sił w innych drużynach z IV-ligi, a inni czekali na kształt tego jak będzie wyglądał model pracy w II zespole. Do nich dołączyli zdolni zawodnicy z rocznika 2009, którzy chwilę wcześniej zrobili awans do CLJ U17. Dodatkowo próbowaliśmy zrobić otwarty nabór, żeby dysponować jak najliczniejszą i najbardziej jakościową kadrą na czas przygotowań przed wznowieniem nowych rozgrywek. Oprócz finansów na kwestie formalne tak jak opłaty transferowe, rejestracja zawodników itd. Nie mieliśmy jak to w przypadku innych drużyn z naszej ligi budżetu płacowego. Dlatego musieliśmy sobie radzić innymi sposobami, żeby zachęcić zawodników do dołączenia do nas poprzez profesjonalizację procesu treningowego. Udało się przeprowadzić jeszcze kilka transferów czasowych i powoli kadra się formowała. Zabrzmi to abstrakcyjnie, ale trenowaliśmy wtedy po 7-8 osób, bo zawodnicy którzy byli w naszej kadrze mieli problemy z transportami na treningi czy noclegami. Od września frekwencja na treningach była już coraz lepsza i mogliśmy praktycznie aż do grudnia trenować w minimum 22 zawodników, zdarzało się iż było ich choćby w okolicach 30-stu. Drugim etapem budowania kadry było zimowe okno transferowe. Wtedy dokonaliśmy 7 transferów, żeby podnieść jeszcze poziom rywalizacji w drużynie. Było to niezbędne, żeby rozwijać zespół dalej po bardzo dobrej rundzie jesiennej. Musieliśmy myśleć z dużym wyprzedzeniem czasowym. Część zawodników iż względu na studia była z nami tylko do października, następnie zawodnicy wyróżniający się trafili do pierwszego zespołu. Ja jako trener nie mogłem iść drogą na skróty i liczyć na to, iż w meczach ligowych będziemy bazowali na zawodnikach, którym brakuje minut w III lidze. Warto zaznaczyć, iż tam grano też o Pro Junior System plus do tego zawodnicy przekraczali limity występów. Nie chciałem, żeby do naszej drużyny przykleiła się łatka, iż Cieszę się, z zaufania zawodników i ich decyzji o dołączenia do nas. Bez nich tego wszystkiego by nie było i bardzo ich szanuję, bo była to świetna grupa ludzi.Kiedy po raz pierwszy pojawiła się myśl, iż ten zespół stać choćby na zwycięstwo w tym sezonie? Czy był to jakiś moment, jakiś mecz, w czasie którego widział pan prawdziwy team spirit? Nie chcę, żeby to zabrzmiało arogancko, ale od momentu jak już zostałem trenerem II drużyny to wierzyłem, iż możemy bardzo rozwinąć zawodników, a co za tym idzie naturalnie osiągnąć niezły rezultat poprzez progres zespołu. Jednakże piłka nożna uczy pokory i nie można przed startem sezonu, z brakiem kadry oraz innymi problemami natury organizacyjnej ślepo wierzyć w mistrzostwo. Potrzebny był dobry proces treningowy i czas, żeby go zaimplementować w drużynie. Brak pokory już na początku niczego dobrego by nam nie przyniósł. Dlatego mieliśmy swoje wartości, które przestrzegaliśmy przez cały sezon niezależnie od przeciwnika czy miejsca w tabeli. Przed sezonem nikt nie wymieniał nas w pierwszej trójce na koniec sezonu, a co mówić żebyśmy wygrali ligę. Taka narracja na pewno bardziej nam pomogła, żeby na spokojnie pracować i nadawać drużynie swojego DNA. Nie mogliśmy szukać wymówek w postaci doświadczenia, bo mieliśmy najmłodszy zespół w lidze, a w składzie tylko 2 zawodników "nie młodzieżowców" ze średnią wieku 17-18 lat. Zgranie zespołu rosło z tygodnia na tydzień i nie mówimy tu o rzeczach boiskowych, ale równie i tych poza w ich relacjach między sobą i z sztabem szkoleniowym. Najłatwiej byłoby powiedzieć, iż trenowaliśmy więcej niż inne drużyny, a dodatkowo bierzemy zawodników z III ligi. Trzeba brać pod uwagę też świadomość zawodników, ich dbanie o siebie, podejście do analiz, w treningu, meczu. Myślę, iż pracowaliśmy na poziomie IV/III ligowym oczywiście zachowując umiar. Nie chcemy się przechwalać, tylko tak po prostu pracowaliśmy cały sezon z pokorą. Czuć było, iż zawodnicy tego chcą i my staraliśmy się im stworzyć jak najlepsze warunki. Kwestie merytoryczne i budowania relacji szły iż sobą w parze. Każdy mecz traktowaliśmy tak samo, wychodziliśmy na niego tak samo przygotowani, z taką sama kultura pracy. Drużyna za tym szła i widziała, iż przynosi to skutki. jeżeli chodzi o najważniejsze mecze to z punktu widzenia szkoleniowego porażka wyjazdowa w 2. Kolejce na wyjeździe z Sokołem Adamów 1:0 pokazała, iż w tej lidze punktów nikt za darmo nie odda i liczą się też kwestie poświęcenia dla drużyny, żeby wygrywać. Potem zanotowaliśmy 12 zwycięstw i 1 remis, pokonując wszystkich pretendentów do wygrania ligi czy też awansu, do tego doszły wygrane w Pucharze BOZPN. Mimo wszystko to jednak dalej pokornie podchodziliśmy do swoich obowiązków nie pompując zbędnego balonika jak robiło to środowisko. Po rundzie jesiennej środowisko ogłaszało nas już mistrzem, a na starcie rundy wiosennej, gdzie punktowaliśmy słabiej każdy liczył, iż lada moment oddamy fotel lidera... Budowaliśmy swoją wewnętrzną narrację. Wiedzieliśmy jaka jest nasza wartość i iż trudniejsze momenty przyjdą, które pokażą w jakim miejscu jako drużyna jesteśmy. Nie chodzi tutaj wcale o punkty, a jak radzimy sobie, gdy nie idzie po naszej myśli. Pierwsze 5 kolejek na wiosnę to strata aż 8 punktów z 15 możliwych, w tym bolesna porażka z Lutnią Piszczac 5:1, gdzie był to nasz najgorszy mecz w całej rundzie. Staraliśmy się mieć jak najbardziej chłodną głowę choćby jeżeli nasza 8 punktowa przewaga stopniała do dwóch punktów. Porażka to nieodłączny element sportu i taki też moment nam się przytrafił. Wyszliśmy z tego wszystkiego bardzo dobrze, bo potem zdobyliśmy poza jednym remisem z Victorią Parczew same komplety punktów. Zawodnicy byli świadomi przez cały okres sezonu, iż sportowo nie byliśmy słabi. Zawodnicy cały czas się rozwijali, a te porażki nas budowały. Temat mistrzostwa tak naprawdę został przez nas poruszony dopiero na 5 kolejek przed końcem. Wiedzieliśmy ile pracy kosztował nas wspólnie ten sezon, więc byliśmy zdeterminowani, żeby przypieczętować wszystko mistrzostwem. Są różne drogi do sukcesu, nasza nie do końca była usłana różami, ale piłka oddała mam to co dla niej poświęciliśmy w ciągu całego roku.Kto z pańskich zawodników spełnił najwięcej pokładanych w nim nadziei? Kto w tych 30 kolejkach był najjaśniejszym punktem?Jako trenera głównym moim celem i całego sztabu szkoleniowego jest rozwijać zawodników. To co oni sądzą o całym sezonie, procesie szkoleniowym i o nas trenerach jest najważniejsze. To gracze dają nam wizytówkę dobrze wykonanej pracy. Przez cały sezon bazowaliśmy na sile całej drużyny, a nie indywidualnościach. Trzeba było pielęgnować w zawodnikach to co wyszkolili u nich ich byli trenerzy z akademii czy innych klubów, bo przed nimi jeszcze wiele lat w piłce. Nie mieliśmy jednego głównego strzelca czy asystenta, każdy dorzucił swoją cegiełkę. Specyfiką pracy była duża dynamika w kadrze. Wielu zawodników miało choćby 1 rozegrany w tym sezonie, bo aż 46ciu zawodników. Niektórzy nie mieli liczb, a wykonywali kawał bardzo dobrej pracy. Z zawodników nieznanych w lokalnym środowisku stali się celami transferowymi innych klubów, choćby z wyższych lig, a niektórzy zostali włączeni do pierwszej drużyny. Dlatego to dla mnie wyznacznik dobrze wykonaj pracy wspólnie z II trenerem Maciejem Orzechowskim, który wykonał znakomitą pracę na rzecz zespołu i jego rozwoju, łącząc w parze swoje doświadczenie zawodnicze i trenerskie. Podsumowując pytanie to każdy z zawodników miał swój udział w zdobytym mistrzostwie. Wszyscy zasługują na szacunek i gratulacje.Wygrywacie ligę, nie podejmujecie się gry w IV lidze (co było raczej z góry wiadome) i....traci pan pracę.- Analizując poprzednie lata nie tylko w naszym bialskopodlaskim regionie, ale i województwie ciężko znaleźć przypadek, w którym trener triumfatora traci pracę. Wielu kibiców zastanawia się nad tym dlaczego tak się stało. Środowisko bialskie jest małe i wszystkie wieści gwałtownie się rozchodzą. Zarząd klubu przekazał mi taką decyzję w maju. Nie ma co tego szerzej komentować. Na pewno nie chodziło o finanse, bo chciałem zostać w klubie. Po prostu był to pomysł zarządu, który został przekazany kolejno dyrektorowi sportowemu, a potem mi osobiście i tyle, trzeba było to zaakceptować. Podszedłem profesjonalnie do tego tematu skupiając się na dalszej pracy z drużyną do końca sezonu. Po meczu z Gromem Kąkolewnica, gdy zapewniliśmy sobie mistrzostwo przekazałem informacje drużynie. Miałem propozycję, żeby zostać dalej w strukturach akademii Podlasie w zespołach młodzieżowych, ale odmówiłem.Łatwo wyczuć, iż w tym wszystkim jest drugie dno. Niecodziennie zwalnia się trenera, który wygrywa ligę. Na pewno też nie wszystko jest tu zero-jedynkowe i jakieś błędy są po dwóch stronach. Czy ma pan sobie coś do zarzucenia w tej historii? - Uważam, iż te decyzje i spotkania powinny zostać za zamkniętymi drzwiami. Najważniejsze jest dobro klubu. Z perspektywy czasu w pewno zawsze można coś poprawić. Wystosować jakieś argumenty merytoryczne. Nie ma sensu jednak drążyć tematu i wieszać kotów, bo decyzje zostały podjęte, a życie toczy się dalej.Co będzie dalej? Wiemy, iż napływają do pana oferty z klubów z różnych miast Polski. Od 1 lipca jest pan wolnym trenerem. Gdzie zobaczymy pana w nadchodzącym sezonie? - To prawda, ale żadna decyzja nie została jeszcze podjęta. Na razie cierpliwie czekam co się wydarzy. Na pewno nie chciałbym robić przerwy od piłki i boiska. Podchodzę do tego tematu spokojnie. Na razie skupiam się na czasie wolnym z rodziną.Jest pan człowiekiem z Kocka, który swoją sportową przygodę związał z Białą Podlaską oraz Piszczacem. Co dał panu bialski wątek w kontekście rozwoju? Czy są wspomnienia, które będą towarzyszyły po wyjeździe? - Przyjechałem tutaj pierwotnie na studia i uważam, iż był to bardzo dobry ruch. W Białej Podlaskiej poznałem przede wszystkim narzeczoną. Spotkałem wielu ludzi, z którymi można było porozmawiać o piłce i życiu, a kontakt z nimi mam do teraz. Tutaj stałem się trenerem i stopniowo rozwijałem. Mieszkam dalej i ten kontakt z środowiskiem bialskim będę miał.
Idź do oryginalnego materiału