„Droga S7 jest potrzebna, ale nie może powstać kosztem mieszkańców Krakowa. Nie ma zgody na wariant przez południowe dzielnice. Nie ma zgody na proces, w którym głos Krakowa jest marginalizowany. Nie ma zgody na pozorne konsultacje. I żeby było to jasne – stoimy po stronie mieszkańców” – tak prezydent Krakowa Aleksander Miszalski reaguje na to, co stało się na spotkaniu u wojewody małopolskiego w sprawie S7. GDDKiA powołało specjalny zespół, który ma określić kryteria wyboru wariantu przebiegu nowej trasy S7 Kraków – Myślenice, ale władze miasta go zbojkotują.
„Boom! Kraków bojkotuje zespół powołany przez GDDKiA. Na spotkaniu u wojewody Wiceprezydent Krakowa Stanisław Kracik “w imieniu miasta i prezydenta Krakowa” oświadczył, iż “nie siądziemy do stołu, bo wiemy czym to się skończy”. W swojej wypowiedzi zwrócił uwagę na niesprawiedliwy podział głosów, a także na problem arbitralnego zawężenia obszaru analiz i niejasnych szczegółów pracy tego zespołu” – informuje komitet „Nie dla S7 przez Kraków”.
Stanowisko w tej sprawie oficjalnie zajął także prezydent Krakowa Aleksander Miszalski. Prezydent jednoznacznie opowiedział się po stronie protestujących mieszkańców. Oto treść jego oświadczenia:
„Dziś na spotkaniu o przyszłości drogi S7 było wszystko, co od miesięcy słyszę od Was – mieszkańców południa Krakowa.
Nieufność.
Złość.
Obawa o przyszłość swoich domów i dzielnic.
Mieszkańcy, przedstawiciele dzielnic, organizacje społeczne – wszyscy mówiliśmy jednym głosem – nie chcemy drogi ekspresowej przecinającej nasze codzienne życie!
To nie protest dla samego protestu, nie polityczna zabawa. Podaliśmy konkretne argumenty naszego stanowiska – mówiliśmy o zdrowiu, o hałasie, o zagrożeniu dla uzdrowiska w Swoszowicach, o tym, iż takie decyzje przecinają historię i zostają na pokolenia.
Były też mocne słowa o braku zaufania do dotychczasowego procesu i obawy, iż wszystko jest już z góry przesądzone. To najgorszy aspekt tego spotkania – mieszkańcy tracący wiarę.
Nie możemy jej utracić i pozwolić na przeoranie naszego miasta. I właśnie dlatego dziś Kraków postawił sprawę jasno.
Droga S7 jest potrzebna, ale nie może powstać kosztem mieszkańców Krakowa.
Nie ma zgody na wariant przez południowe dzielnice.
Nie ma zgody na proces, w którym głos Krakowa jest marginalizowany.
Nie ma zgody na pozorne konsultacje.
To stanowisko powtarzamy od wielu lat. W odpowiedzi słyszymy o „otwartości na dialog i gotowości do rozmów”. To wszystko w sprawie S7 już było, dlatego dziś powiedzieliśmy wprost: bez rozszerzenia analiz, bez wyłączenia terenów zurbanizowanych – w tym Swoszowic – nie ma mowy o dalszych pracach, dialogu i tkwieniu w niepewności o los naszego domu.
Chcę byście mieli świadomość tego, co usłyszała dziś od nas dyrekcja GDDKiA:
– bez zmiany obszaru objętego analizą (jego rozszerzenia na wschód i zachód oraz wyłączenia obszarów zurbanizowanych (w szczególności Swoszowic) zlokalizowanych na południu Krakowa, nie ma miejsca na rozpoczęcie prac.
– nie weźmiemy udziału w „głosowaniach” zespołu, które mają tylko stworzyć wrażenie wpływu. GDDKiA zaproponowała formułę, w której podczas głosowania i podejmowania decyzji głos Krakowa jest porównywalny z głosem każdej innej jednostki samorządu terytorialnego i stanowi 10 % siły głosów Dyrekcji.
– nie zgłosimy na tym etapie swoich przedstawicieli do „głosowania”, chcemy pracować merytorycznie z ekspertami, a nie pozorować pracę i dialog.
– nie będę wyznaczać przedstawicieli strony społecznej w pracach, bo nie daliście mi do tego upoważnienia.
– skrytykowaliśmy sposób podziału głosów, w tym zaangażowanie w ten proces powiatów, które nie mają kompetencji planistycznych.
– skrytykowaliśmy również wyznaczanie przez Dyrekcję krótkich terminów prac, szczególnie w kontekście konieczności zaangażowania strony społecznej w czasie wolnym.
Chcemy realnej pracy ekspertów i uczciwego procesu. Bo Kraków to nie punkt na mapie inwestycji. To dom setek tysięcy ludzi.
Ten głos musi wybrzmiewać za każdym razem, gdy mowa o przebiegu drogi S7 Kraków-Myślenice.
I żeby było to jasne – stoimy po stronie mieszkańców.
Dla mnie jest to oczywiste – najpierw Kraków, najpierw mieszkańcy.
(GEG)