Mam teorię i to bardzo niepopularną. Otóż uważam, iż dorośli kompletnie zapomnieli, jak się włóczyć. Dzieci to potrafią. Potrafią przez godzinę siedzieć nad mrówką. Mogą wyjść z domu po lody, a wrócić trzy godziny później z patykiem, kamieniem i historią, której nikt do końca nie rozumie. I są z tego całkowicie zadowolone. Tymczasem my, dorośli, choćby spacer potrafimy zamienić w projekt. Liczymy kroki. Sprawdzamy puls. Słuchamy podcastu o produktywności. A potem zastanawiamy się, dlaczego jesteśmy zmęczone.
Fot. Archiwum WEMMam wrażenie, iż gdzieś po drodze wmówiono nam, iż każda chwila powinna się do czegoś przydać. Książka ma nas czegoś nauczyć. Spotkanie ma być wartościowe. Wakacje mają być niezapomniane. Spacer ma poprawić kondycję. choćby odpoczynek powinien być efektywny. Nie wiem jak Ty, ale mnie to trochę męczy.
Lipiec ma w sobie coś, czego nie mają inne miesiące. On nie pyta o wyniki. Nie interesuje go, ile punktów odhaczyłaś na swojej liście. Nie sprawdza, czy jesteś przed planem, czy za planem. Lipiec po prostu przychodzi i mówi: „chodź na chwilę na zewnątrz”.
I nagle okazuje się, iż świat przez cały czas istnieje.
Kwiaty kwitną bez aplikacji motywacyjnej. Ptaki śpiewają bez planu strategicznego. Pomidory rosną bez webinaru o samorozwoju. A zachód słońca, całe szczęście, przez cały czas nie wymaga hasła i logowania. Może właśnie dlatego tak lubię lato. Bo przypomina mi, iż życie nie dzieje się wyłącznie w wielkich momentach. Nie składa się tylko z awansów, przełomów i spektakularnych sukcesów. Znacznie częściej składa się z rzeczy małych. Z rozmowy przy kawie, która trwała dłużej niż planowałaś. Z wieczoru spędzonego z ludźmi, przy których nie musisz niczego udowadniać. Z książki przeczytanej do połowy, bo zasnęłaś na leżaku. Z lodów kupionych bez żadnego powodu.
Im jestem starsza, tym bardziej podejrzewam, iż właśnie takie chwile budują dobre życie. Nie te, które później pokazujemy światu. Te, które zostają tylko nasze.
Nie wiem, kiedy dokładnie zaczynamy wierzyć, iż odpoczynek trzeba sobie najpierw wypracować. Że najpierw trzeba wszystko skończyć. Odpisać. Posprzątać. Nadrobić. Zorganizować. Dopiero wtedy można usiąść. Problem polega na tym, iż lista rzeczy do zrobienia jest jak pranie. Nigdy się naprawdę nie kończy. Zawsze znajdzie się jeszcze coś. Jeszcze jeden telefon. Jeszcze jeden mail. Jeszcze jedna rzecz, którą „warto byłoby zrobić”.
Dlatego może w tym roku warto spróbować czegoś innego. Nie czekać, aż wszystko będzie gotowe. Bo nie będzie. Nie odkładać przyjemności na później. Bo później bardzo często zamienia się w nigdy. Nie szukać wielkich powodów do radości. Bo te małe trafiają się znacznie częściej.
Może więc tego lata nie potrzebujesz kolejnego planu. Może potrzebujesz kilku wieczorów bez pośpiechu. Kilku rozmów bez patrzenia na zegarek. Kilku chwil, które nie będą miały żadnego celu poza tym, iż było Ci wtedy po prostu dobrze.
I wiesz co? To naprawdę może wystarczyć. Bo nie każda chwila musi się do czegoś przydać.
Niektóre są po to, żeby je przeżyć. I bardzo możliwe, iż właśnie te zapamiętasz najdłużej.
W lipcu lato zaczyna powoli przypominać nam, iż wszystko ma swój czas. choćby najpiękniejsze chwile. Ale zanim zaczniemy myśleć o tym, co dalej, warto jeszcze przez moment zostać dokładnie tam, gdzie jesteśmy. Napisz nam o swoich momentach.
Marta Zawadzka
[email protected]
Certyfikowany life coach i mówca motywacyjny. Założycielka grupy Success in Skirt oraz Polish American Network, a także była prezenterka audycji „Bez Limitu”
Ta kolumna nie stanowi porady i nie odzwierciedla poglądów redakcji.








![[Z REGIONU] W 2 Lubelskiej Brygadzie OT rozpoczęły się "Wakacje z WOT"](https://lubartow24.pl/f/2/2lbot6_6167270316.jpg)

