Nie ma waszego stadionu. I co mi zrobicie?

wschodni24.pl 2 godzin temu

Kilka tygodni temu napisałem felieton o stadionie żużlowym w Lublinie. A adekwatnie o tym, iż stadionu może nie być.

Napisałem wtedy, trochę złośliwie, iż stadionu nie będzie. Będzie kibel.

Nie spodziewałem się, iż „kibel” zrobi taką karierę.

Na pożegnalnym meczu Orlen Oil Motoru Lublin kibice wywiesili transparent, którego fragment brzmiał:

„Stadion nowy obiecali. Tylko kible z ziemią zrównali.”

Cóż.

Najwyraźniej nie tylko ja mam problem z dostrzeżeniem stadionu przy Alejach Zygmuntowskich.

Choć trzeba uczciwie powiedzieć: to, co wydarzyło się z przetargiem, nie oznacza jeszcze formalnie, iż inwestycja została skasowana. MOSiR unieważnił czynność wyboru najkorzystniejszej oferty i wrócił do badania ofert. Wcześniej, 23 lipca, za najkorzystniejszą uznano ofertę Texomu za około 232,3 mln zł. We wrześniu pojawiły się wątpliwości związane m.in. z sytuacją Mostostalu Warszawa, który miał odpowiadać za ogromną część realizacji.

Czyli stadion jeszcze może powstać.

Może.

I właśnie to słowo jest chyba najważniejsze.

Bo polityka uwielbia słowo „będzie”

Będzie stadion.

Będzie droga.

Będzie obwodnica.

Będzie hala.

Będzie basen.

Będzie remont.

Będzie inwestycja.

Będzie lepiej.

„Będzie” jest fantastycznym słowem.

Nic nie kosztuje.

Nie trzeba go choćby budować.

Wystarczy konferencja prasowa, wizualizacja, kilka plansz, mikrofony, uśmiechy i zdjęcie.

Można przeciąć wstęgę przy czymś, czego jeszcze nie ma.

Potem wystarczy poczekać.

Bo wyborca ma jedną niezwykle przydatną z punktu widzenia polityka cechę.

Zapomina.

Tylko kibice Motoru jakoś nie zapomnieli

A mieli powody, żeby uwierzyć.

W marcu miasto oficjalnie informowało o rozpoczęciu postępowania na przebudowę stadionu. Mówiono o największym stadionie żużlowym w Polsce, ponad 16 tysiącach miejsc, zadaszeniu i nowoczesnym zapleczu. Planowany termin zakończenia inwestycji? 2028 rok.

Potem pojawiły się oferty.

Potem wybrano wykonawcę.

I człowiek naiwny, czyli na przykład kibic – mógł pomyśleć:

No.

To chyba budujemy.

Nie tak szybko.

We wrześniu MOSiR cofnął wybór najkorzystniejszej oferty i rozpoczął jej ponowną ocenę. Oficjalne uzasadnienie jest konkretne: pojawiły się wątpliwości dotyczące możliwości prawidłowego wykonania inwestycji, szczególnie w związku z sytuacją Mostostalu Warszawa. MOSiR podkreśla przy tym, iż nie oznacza to rezygnacji z inwestycji.

I bardzo dobrze, iż te argumenty wybrzmiewają.

Bo ja nie zamierzam twierdzić, iż urzędnik powinien podpisać umowę za ponad 200 milionów złotych tylko dlatego, iż kibice chcą stadionu.

Jeżeli istnieje realne zagrożenie dla publicznych pieniędzy, trzeba je sprawdzić.

Tylko mam jedno pytanie.

Ile jeszcze razy?

Stadion, którego historię można pisać w odcinkach

Bo problemem nie jest jedna decyzja.

Problemem jest historia.

Stadion w Lublinie nie stał się potrzebny we wrześniu 2026 roku.

Potrzebny był wcześniej.

Dużo wcześniej.

Klub sportowo urósł do poziomu, za którym infrastruktura zwyczajnie nie nadążyła.

Motor od lat znajduje się w ścisłej krajowej czołówce, a stary stadion przy Zygmuntowskich pamięta czasy, kiedy słowo „smartfon” brzmiałoby jak nazwa radzieckiego motocykla.

I teraz dochodzimy do rzeczy, która w polityce zawsze fascynowała mnie najbardziej.

Sukces ma wielu ojców

Kiedy drużyna wygrywa, wszyscy chcą stać blisko.

Medal?

Zdjęcie.

Puchar?

Gratulacje.

Mistrzostwo?

Post w mediach społecznościowych.

Bartosz Zmarzlik wygrywa?

Fantastyczna promocja miasta.

Motor odnosi sukces?

Nasz Motor!

Nasze miasto!

Nasi kibice!

I wiecie co?

Ja też mogę się pochwalić.

Każdy mecz Orlen Oil Motoru, na którym byłem, zakończył się zwycięstwem.

Naprawdę.

Czyli zgodnie z pewnym sposobem politycznego myślenia mam spory udział w sukcesach klubu.

Może choćby powinienem dostać medal.

Albo przynajmniej karnet.

Tylko niestety muszę wszystkich rozczarować.

Nie mam z tymi zwycięstwami nic wspólnego.

To zbieg okoliczności.

Nie jechałem na motocyklu.

Nie przygotowywałem toru.

Nie trenowałem zawodników.

Nie zdobyłem ani jednego punktu.

Byłem na stadionie.

I dokładnie dlatego warto czasami oddzielić obecność przy sukcesie od odpowiedzialności za sukces.

Zdjęcie z pucharem jest łatwe

Znacznie trudniej wziąć odpowiedzialność, kiedy nie ma czego świętować.

Kiedy trzeba podpisać dokument.

Znaleźć pieniądze.

Podjąć decyzję.

Bronić jej.

Pilnować terminów.

Rozwiązać problem.

I później powiedzieć:

„Obiecałem. Zrobiłem.”

Albo – jeżeli się nie udało:

„Obiecałem. Nie zrobiłem. To moja odpowiedzialność.”

Tego drugiego zdania w polskiej polityce adekwatnie nie słyszymy.

Za to mamy cały słownik zastępczy.

Procedury.

Okoliczności.

Analizy.

Nowe uwarunkowania.

Niezależne od nas czynniki.

Zmieniająca się sytuacja.

Konieczność ponownego przeanalizowania.

Wszystkie te rzeczy mogą być prawdziwe.

Ale dla człowieka stojącego przed płotem stadionu efekt jest wyjątkowo prosty.

Stadion stoi albo nie stoi.

I właśnie z tego trzeba zacząć rozliczać polityków

Nie z konferencji.

Nie z liczby postów.

Nie z tego, kto najładniej wygląda w kasku budowlanym.

Nie z wizualizacji.

Z efektów.

Jeżeli przed wyborami ktoś mówi:

„Zbudujemy stadion”, zapisujmy.

Jeżeli mówi:

„Powstanie droga”, zapisujmy.

Jeżeli obiecuje szkołę, żłobek, remont ulicy, obwodnicę czy nowe miejsca parkingowe – zapisujmy.

Data.

Nazwisko.

Obietnica.

Termin.

I za cztery czy pięć lat wyciągamy kartkę.

Nie interesuje mnie wtedy partyjne logo.

Naprawdę.

Może być czerwone, niebieskie, zielone, żółte albo w groszki.

Obiecałeś?

Tak.

Zrobiłeś?

Tak albo nie.

Dopiero później możemy rozmawiać o powodach.

Bo wyborca nie jest od kibicowania politykom

To politycy bardzo chętnie próbują zrobić z nas kibiców.

Nasi kontra wasi.

Jeżeli „nasz” czegoś nie zrobił, trzeba go bronić.

Jeżeli „ich” czegoś nie zrobił – trzeba go zniszczyć.

Nie.

Polityk nie jest zawodnikiem mojego ukochanego klubu.

Nie muszę mu kibicować.

Polityk jest pracownikiem wynajętym przez obywateli do wykonania określonej pracy.

A wyborca ma pełne prawo sprawdzić, czy ją wykonał.

To nie hejt.

To nie atak.

To demokracja.

Kibice zrobili coś bardzo ważnego

Można dyskutować o formie oprawy z pożegnalnego meczu. Była ostra. Bardzo ostra.

Ale trudno udawać, iż frustracji nie ma.

Motor pokonał wtedy Unię Leszno 56:34 i zdobył szósty kolejny medal PGE Ekstraligi. A jednocześnie na trybunach pojawił się transparent rozliczający polityków ze stadionowych zapowiedzi.

I ten kontrast jest wręcz symboliczny.

Na torze sukces.
Na trybunach wściekłość.

Bo kibic może cieszyć się z medalu i jednocześnie pytać o stadion.

Jedno nie wyklucza drugiego.

Wręcz przeciwnie.

Sukces sportowy tylko bardziej obnaża skalę infrastrukturalnego absurdu.

I co mi zrobicie?

Ten tytuł jest oczywiście prowokacją.

Ale czasami mam wrażenie, iż właśnie tak wygląda niepisana umowa części polityków z wyborcami.

Obiecam.

Nie zrobię.

Przyjdą następne wybory.

Znowu coś obiecam.

A ty?

I co mi zrobisz?

No właśnie możemy zrobić bardzo dużo.

Możemy pamiętać.

Możemy pytać.

Możemy sprawdzać.

Możemy przestać traktować polityczne obietnice jak ulotki reklamowe, które wyrzuca się pięć minut po wyborach.

Możemy nie dać sobie wmówić, iż samo ogłoszenie inwestycji jest inwestycją.

Bo stadionu nie buduje się konferencjami.

Nie buduje się postami na Facebooku.

Nie buduje się wizualizacjami.

Stadion buduje się betonem, stalą, pieniędzmi i decyzjami.

Dlatego poczekam

MOSiR zapewnia, iż cofnięcie wyboru oferty nie oznacza rezygnacji z inwestycji.

Trzymam za słowo.

Naprawdę chciałbym za jakiś czas napisać felieton pod tytułem:

„Myliłem się. Stadion jednak jest.”

Z przyjemnością go napiszę.

Nawet wielkimi literami.

Ale do tego czasu pozwólcie, iż pozostanę tym swoim złośliwym laikiem.

Bo na razie przy Alejach Zygmuntowskich mamy wielką drużynę, fantastycznych kibiców, kolejne medale, plany, procedury, zapewnienia, wizualizacje…

I stadion, który ciągle najlepiej prezentuje się w czasie przyszłym.

A z czasem przyszłym jest jeden problem.

Nie da się na nim rozegrać meczu.

Zielony Trener
„Nie tylko dla akademików”

Idź do oryginalnego materiału