Nie śpij przy zamkniętych drzwiach. Gdzie naprawdę jest najchłodniej w mieszkaniu podczas upału?

2 godzin temu

W czasie fali upałów temperatura w różnych pomieszczeniach tego samego mieszkania potrafi różnić się o kilka stopni, a intuicja podpowiadająca, które miejsce jest najchłodniejsze, często myli. Zamiast zgadywać, wystarczy zwykły termometr pokojowy i piętnaście minut, by sprawdzić, gdzie w domu realnie warto spędzić najgorętsze godziny dnia i gdzie ustawić łóżko na noc.

Fot. MDV Edwards / Shutterstock.

Prosty audyt termometrem pokazuje więcej niż intuicja

Najskuteczniejszym sposobem na znalezienie najchłodniejszego miejsca w mieszkaniu jest zmierzenie temperatury w każdym pomieszczeniu o tej samej porze dnia, najlepiej wczesnym popołudniem, gdy budynek jest już mocno nagrzany. Termometr wystarczy zostawić na kilkanaście minut w każdym pokoju, z dala od bezpośredniego światła słonecznego i urządzeń elektrycznych, które same generują ciepło i zafałszowałyby odczyt. Różnice między pomieszczeniami w tym samym mieszkaniu mogą sięgać kilku stopni, a wyniki takiego pomiaru bywają zaskakujące – pokój uznawany za „chłodny”, bo rzadko używany, często okazuje się jednym z najgorętszych, jeżeli ma okna wystawione na południe lub zachód, albo sąsiaduje z nagrzanym poddaszem.

Ekspozycja na słońce jest tu decydująca. Pomieszczenia z oknami od strony południowej i zachodniej nagrzewają się najmocniej i najdłużej trzymają ciepło, bo słońce operuje na nich przez większą część dnia, a zachodnie dodatkowo w najgorętszych godzinach późnego popołudnia, gdy budynek jest już rozgrzany z poprzednich godzin. Pokoje od strony wschodniej nagrzewają się gwałtownie rano, ale zwykle najwcześniej też zaczynają się wychładzać. Najchłodniejsze pozostają zwykle pomieszczenia z oknami od północy – do nich bezpośrednie promienie słoneczne w ogóle nie docierają, więc nagrzewają się wyłącznie od ciepła unoszącego się w budynku, a nie od promieniowania.

Korytarz bez okien bywa chłodniejszy niż sypialnia

Pomieszczenia bez okien lub z niewielkim przeszkleniem – korytarze, przedpokoje, garderoby – są zwykle jednymi z chłodniejszych miejsc w całym mieszkaniu, właśnie dlatego, iż nie ma tam bezpośredniego źródła nagrzewania od słońca. W dużych, otwartych mieszkaniach, gdzie ciepłe powietrze swobodnie krąży między pomieszczeniami, korytarz potrafi być realnie chłodniejszy niż sypialnia z zamkniętymi drzwiami i oknem wystawionym na zachód. Zamknięte drzwi do sypialni, które w ciągu dnia miały zaciągnięte rolety, w praktyce zamieniają pokój w termos utrzymujący ciepło – powietrze nie ma jak się wymienić z chłodniejszą częścią mieszkania, więc temperatura wewnątrz może pozostać wysoka jeszcze długo po zachodzie słońca, choćby gdy reszta domu już się wychłodziła.

Dlatego w nocy, gdy temperatura na zewnątrz wreszcie spadnie poniżej tej w mieszkaniu, warto zostawić drzwi wewnętrzne otwarte, żeby chłodniejsze powietrze z korytarza czy innych pomieszczeń mogło swobodnie przepływać do sypialni. Zamknięte drzwi mają sens w ciągu dnia, gdy chodzi o odcięcie jednego, najbardziej nagrzanego pokoju od reszty mieszkania – ale w nocy, gdy celem jest wymiana powietrza i wyrównanie temperatur, działają dokładnie odwrotnie.

Poddasze i górne piętra kumulują ciepło jak zbiornik

Mieszkania na najwyższych piętrach oraz te sąsiadujące bezpośrednio z nieocieplonym poddaszem należą do najbardziej narażonych na przegrzanie, bo ciepłe powietrze z natury unosi się do góry, a dach przez cały dzień pochłania promieniowanie słoneczne i oddaje je do pomieszczeń poniżej jeszcze długo po zmroku. Sufit takiego mieszkania działa trochę jak zbiornik ciepła, który rozładowuje się powoli, przez wiele godzin, co tłumaczy, dlaczego w mieszkaniach pod płaskim dachem czy skosami bywa najgoręcej właśnie wieczorem i w nocy, a nie w samo południe. W takich lokalach szczególnie opłaca się skupić chłodzenie na jednym, wybranym pomieszczeniu – najlepiej tym najniższym w układzie mieszkania albo najdalej oddalonym od nagrzanego stropu – zamiast próbować równomiernie schłodzić całą przestrzeń.

Piwnice i mieszkania na niższych kondygnacjach mają odwrotną charakterystykę i z reguły pozostają najchłodniejszym punktem całego budynku, bo grunt wokół nich utrzymuje stosunkowo stałą, niższą temperaturę niezależnie od pogody na zewnątrz. Nie każdy ma jednak dostęp do takiego pomieszczenia na co dzień, dlatego praktycznym kompromisem bywa przeniesienie na czas najgorętszych dni materaca czy koca do najchłodniejszego pokoju wskazanego przez własny pomiar termometrem, zamiast trzymania się sypialni z zasady, tylko dlatego iż to w niej stoi łóżko.

Jedno pomieszczenie warto utrzymać chłodne za wszelką cenę

Gdy nie da się schłodzić całego mieszkania, skuteczniejsze bywa skoncentrowanie wysiłku na jednym pomieszczeniu wskazanym przez pomiar jako najchłodniejsze – to tam warto zaciągnąć zasłony od samego rana, ograniczyć działające urządzenia elektryczne i tam też najlepiej spędzać najgorętsze godziny dnia oraz spać w nocy. Telewizor, komputer czy choćby ładowarka pozostawiona w gniazdku generują dodatkowe ciepło, które w zwykły dzień nie robi różnicy, ale podczas fali upałów w niewielkim, zamkniętym pomieszczeniu potrafi odczuwalnie podnieść temperaturę.

Wieczorny i nocny audyt ma sens tak samo jak ten dzienny – warto sprawdzić termometrem, o której godzinie temperatura na zewnątrz faktycznie spada poniżej tej w mieszkaniu, zamiast otwierać wszystkie okna o stałej porze z przyzwyczajenia. Dopiero gdy różnica zacznie działać na korzyść wnętrza, szerokie otwarcie okien i drzwi między pomieszczeniami – łącznie z tymi prowadzącymi do sypialni – pozwala realnie wymienić powietrze i wykorzystać najchłodniejsze godziny doby do wychłodzenia całego mieszkania przed kolejnym, upalnym dniem.

Idź do oryginalnego materiału