Swoją przygodę z branżą pomocy drogowej zaczął w oficjalnie w 1998 roku. Przez ponad ćwierć wieku postawił „na koła” setki aut: od zwykłych osobówek, przez ciężarówki, aż po trudne do wyciągnięcia cysterny. Gdy na szosie dochodziło do wypadku czy dachowania, nie liczyła się godzina ani dzień tygodnia – był na posterunku w trybie 24/7.
Był pewny siebie, bezpośredni, a gdy wymagała tego sytuacja – bywał szorstki. Ale przede wszystkim działał błyskawicznie. Zdarzało się, iż na miejscu zdarzenia pracowały już wszystkie służby ratownicze, a dla kogoś z boku i tak wyglądało to tak, jakby całą akcją dowodził właśnie Jurek. Wszystkiego, co wiedział, przez lata uczył swojego 25-letniego syna Pawła.
- Tata od podstaw stworzył firmę zajmującą się pomocą drogową. Ta praca była jego prawdziwą pasją. Wkładał w nią całe serce, poświęcając jej czas, energię i zaangażowanie. Dzi









