Świat filmu pogrążony jest w żałobie. Val Kilmer – jeden z najbardziej rozpoznawalnych aktorów Hollywood – zmarł w wieku 65 lat. Informację o jego śmierci przekazała córka, potwierdzając odejście artysty, który przez dekady budował swój status ikony kina. Choć od lat zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi, wiadomość o jego śmierci poruszyła miliony fanów na całym świecie.

Fot. Tinseltown / Shutterstock
Od „Top Gun” po Batmana – filmowa legenda
Val Kilmer zasłynął jako aktor o nieprzeciętnym talencie i magnetycznej ekranowej obecności. Na ekranie zadebiutował w latach 80., ale prawdziwą sławę przyniosła mu rola porucznika Toma „Icemana” Kazanskiego w „Top Gun” z 1986 roku, gdzie partnerował Tomowi Cruise’owi. W kolejnych latach dołączył do grona hollywoodzkich gwiazd najwyższego formatu.
W 1991 roku zachwycił krytyków jako Jim Morrison w biograficznym filmie „The Doors” w reżyserii Olivera Stone’a. Rola wymagała od niego nie tylko aktorskiej odwagi, ale również wokalnych umiejętności – samodzielnie wykonał wiele utworów zespołu, zdobywając uznanie fanów i dziennikarzy muzycznych.
W 1995 roku zagrał Batmana w filmie „Batman Forever”, stając się kolejnym odtwórcą Mrocznego Rycerza i jednym z najbardziej stylowych wcieleń tej postaci. Wcielał się także w Doc’a Hollidaya w „Tombstone”, wystąpił w „Świętym”, „Willow”, „Heat” i wielu innych produkcjach, które dziś uchodzą za klasyki.
Walka z chorobą i zmiana życia
W ostatniej dekadzie życia Val Kilmer toczył nierówną walkę z nowotworem gardła. Diagnozę usłyszał w 2015 roku, a leczenie – w tym tracheotomia – wpłynęło na jego głos, mowę i ogólny stan zdrowia. Przez długi czas unikał wystąpień publicznych, jednak nigdy nie wycofał się całkowicie z życia zawodowego.
W 2020 roku powrócił do świata filmu w dokumencie „Val”, który był osobistym zapisem jego życia, kariery i zmagania z chorobą. Produkcja została bardzo dobrze przyjęta i pozwoliła widzom spojrzeć na Kilmera nie tylko jako aktora, ale też człowieka walczącego o godność i tożsamość w obliczu dramatycznych zmian.
W 2022 roku ponownie pojawił się na ekranie w kontynuacji „Top Gun: Maverick”, gdzie jego rola – choć ograniczona – miała ogromny ładunek emocjonalny. Dla fanów był to wzruszający moment: znów zobaczyli go u boku Toma Cruise’a, mimo widocznych skutków choroby.
Żegna go świat filmu i tysiące fanów
Val Kilmer przez lata był symbolem męskiego kina – niepokornego, pełnego charyzmy, ale też emocjonalnej głębi. Koledzy po fachu, reżyserzy i fani żegnają dziś artystę, który zdołał wpisać się na trwałe w historię amerykańskiego kina. Jego śmierć to nie tylko koniec pewnej epoki, ale też przypomnienie o kruchości życia – choćby tego spędzanego w blasku fleszy.
Choć zgasł jeden z najsilniejszych ekranowych głosów lat 90., jego role – od buntowniczego rockmana po dystyngowanego Batmana – pozostaną z nami na zawsze. Val Kilmer odszedł, ale jego legenda będzie żyła dalej.