12 czerwca do Liège w Belgii dotarli dwaj kajakarze, którzy niespełna sześć tygodni wcześniej wyruszyli z Kaniowa. Piotr Postka i Janusz Hałas pokonywali codziennie od 40 do 80 kilometrów, przepłynęli przez cztery kraje, poznali wielu ludzi, a przede wszystkim zrealizowali marzenie, które wydawało się niemożliwe.
Trasa spływu prowadziła Wisłą z Kaniowa do Bydgoszczy, następnie Kanałem Bydgoskim do Noteci, później Wartą i Odrą. Kolejnymi etapami podróży były kanały, rzeka Hawela i znowu kanały, a potem niemiecka rzeka Lippe i Ren, którym kajakarze dotarli do Holandii. Stamtąd Mozą dopłynęli do najstarszego klubu wioślarskiego w Belgii, w miejscowości Liége.
Piotr Postka i Janusz Hałas to mieszkańcy Kaniowa. Pierwszy z nich zaczął pływać kajakiem około dwudziestu lat temu w grupie znajomych. – Bardzo lubię wodę, trochę też żegluję. Podczas pływania kajakiem najbardziej cieszą mnie obcowanie z naturą i możliwość wyciszenia się, ale też adrenalina i przygoda – mówi. Swoją pasję dzieli od dłuższego czasu z przyjacielem z Kaniowa – Januszem Hałasem.
Pomysł na wyprawę z Kaniowa do Liège zrodził się w sierpniu ubiegłego roku. – Byłem wtedy w Toruniu na Festiwalu Wisły i słuchałem opowieści o spływie Loarą. Zainspirowałem się i zacząłem myśleć, jak zorganizować tego typu przedsięwzięcie. Jako cel wybrałem Liège, bo mam w tamtym rejonie znajomych – opowiada Piotr Postka. – Moja żona nie chciała, bym płynął sam, bo bała się o mnie. jeżeli miałem się decydować na wyprawę w duecie, to było dla mnie oczywiste, iż najlepszym towarzyszem będzie Janusz. Kilka lat temu przepłynęliśmy razem całą Wisłę. Po krótkim namyśle Janusz zdecydował się podjąć wyzwanie.
Rzeki, kanały i śluzy
Przygotowania do wyprawy zaczęli we wrześniu ubiegłego roku. Zbierali informacje, częściej trenowali, gromadzili sprzęt. Na trasie czekało ich 67 śluz i wiele przenosek. Trzy z nich miały aż półtora kilometra długości, jedna ponad dwa. Płynęli dwoma kajakami, każdy z nich ważył z bagażem ponad 100 kilogramów. – Zdecydowaliśmy się wziąć ze sobą specjalne wózki pod kajaki, dzięki którym mogliśmy transportować je przez większość śluz – mówi Janusz Hałas.
Z Kaniowa wypłynęli 4 maja, a do celu dotarli po 40 dniach, 12 czerwca. Rzekami pokonywali średnio 60-75 kilometrów, a kanałami co najmniej 50. – Po tej wyprawie wiem, iż zdecydowanie wolę rzeki – śmieje się Piotr Postka. – Kanały są monotonne, a na rzekach jest wiele pięknych miejsc.
Piotr Postka (z lewej) i Janusz Hałas
Spali na dziko w namiotach. Wodę pitną na bieżąco uzupełniali w marinach lub domach prywatnych. Żywność kupowali na kilka dni do przodu. – Musieliśmy jeść kaloryczne jedzenie, ponieważ przy takiej trasie dzienne zapotrzebowanie wynosi 4000 kcal – opowiada Janusz Hałas. – Jedliśmy więc płatki owsiane, orzeszki, rodzynki, masło orzechowe, owoce, zupy, fasolkę po bretońsku oraz dania z konserwy lub ze słoika. Mieliśmy też ze sobą trochę produktów liofilizowanych, białko w proszku i kisiele.
Wodny ultramaraton
Pasjonaci pokonali w sumie około 2 060 kilometrów. Płynęli każdego dnia i był to ogromny wysiłek. – Byliśmy dobrze przygotowani fizycznie, ale oczywiście mieliśmy po drodze trudne chwile, wszystko nas bolało. Ale stwierdzaliśmy, iż będziemy płynąć i nie odpuścimy – wspomina Piotr Postka. – Rano ciężko było się rozruszać, w południe przychodził kryzys, ale za to wieczorem płynęło się już cięgiem, niejako „z rozpędu”. Męczące było też to, iż codziennie robiliśmy to samo. To był swego rodzaju ultramaraton.

Zdarzały się też oczywiście nieprzewidziane przygody. – Jeszcze w Polsce przedziurawiłem kajak – wspomina Piotr Postka. – Czułem, iż jest on cięższy niż zwykle. Gdy dopłynęliśmy do brzegu, otworzyłem tylny luk bagażowy i zobaczyłem, iż prawie do połowy jest wypełniony wodą. Okazało się, iż kil był przetarty. Przez moment myślałem, iż to już koniec wyprawy, ale Janusz stwierdził, iż musimy to pokleić. Miałem taśmy montażowe i klej na gorąco. Podkleiłem, wysuszyłem i na szczęście mogliśmy płynąć dalej. Taśmę musiałem potem co jakiś czas wymieniać, ale klej trzymał. Natomiast kajak Janusza przetarł się na pięć kilometrów przed metą. Nasunęła mi się wówczas myśl, iż my, ludzie, wytrzymaliśmy ten maraton, ale sprzęt nie dał rady.
Życzliwi ludzie
Kajakarze z Kaniowa bardzo mile wspominają kontakty z napotkanymi ludźmi, którzy byli im niezwykle przychylni i pomocni. – Na przykład nad Wartą dziewczyny, które łowiły ryby, gdy usłyszały, iż płyniemy do Belgii, chciały nam dać złowione ryby. Z kolei w Niemczech pewien mężczyzna zostawił nam klucze do całego ośrodka wczasowo-turystycznego, który był jeszcze zamknięty przed sezonem. Dodatkowo wieczorem zaprosił nas na kolację – mówi Janusz Hałas. – A w Holandii poznaliśmy dwa małżeństwa emerytów z Anglii, którzy kupili łódź motorową i pięć razy w roku wyjeżdżają do Holandii, by pływać po kanałach.

Bardzo pozytywne powitanie czekało ich w miejscowości Liège, w najstarszym klubie wioślarskim w Belgii. – Już 5 kilometrów przed klubem czekał na nas jeden chłopak, z którym byliśmy w kontakcie telefonicznym. Płynął potem z nami do samego klubu – opowiada Janusz Hałas.
Misja dokumentacyjna
Wyprawa była jednocześnie projektem dokumentacyjnym i edukacyjnym. – Trasy z Kaniowa do Liège nie przepłynął jeszcze przed nami nikt – mówi Piotr Postka. – Polski Związek Kajakowy poprosił nas więc, abyśmy wykonali w miarę dokładną dokumentację tej trasy, na przykład zdjęcia, filmiki i notatki. W przyszłości będą one mogły posłużyć do wydania przewodników czy map.
W związku z tym kajakarze musieli mieć sporo sprzętu, takiego jak panele fotowoltaiczne, powerbanki czy dron, którym nagrywali sporo filmów. – W pozyskaniu tych urządzeń wsparło nas wiele osób indywidualnych i firm, a także Urząd Gminy Bestwina i Starostwo Powiatowe w Bielsku-Białej. Wszystkim sponsorom jesteśmy niezmiernie wdzięczni – mówi Piotr Postka.

Jest również pomysł, by napisać książkę z wyprawy w formie przewodnika, aby osoby, które chciałyby powtórzyć ten wyczyn, miały z czego korzystać.
Piotr Postka i Janusz Hałas podkreślają, iż spływ z Kaniowa do Liège był podróżą ich życia, która na zawsze zostanie w ich pamięci. – Trzeba realizować swoje marzenia. choćby jeżeli wydaje się, iż czegoś się nie da, warto próbować. W przeciwnym wypadku człowiek nie dowie się, czy da radę – mówi Piotr Postka.
*
Jeśli ktoś chciałby posłuchać opowieści o spływie pasjonatów z Kaniowa, będzie ku temu okazja w czwartek, 17 września o 18.00, w bielskiej Preisnerówce. Odbędzie się tam wówczas pokaz slajdów, organizowany przez Młodzieżowy Klub Krajoznawczo-Turystyczny w ramach cyklu „Podróżnicze opowieści”. Piotr Postka i Janusz Hałas zaprezentują zdjęcia ze spływu i opowiedzą o swoich przeżyciach. Wstęp na spotkanie jest wolny.
Zdjęcia: z archiwum Piotra Postki


2 godzin temu















