Nowa Jerozolima, czyli Kalwaria na Górze Świętej Anny

2 godzin temu

Pomysłodawcą zbudowania Kalwarii na Górze Świętej Anny był Melchior Ferdynand Gaszyn (według dawnych dokumentów także de Gaschin lub von Gaschin). Ten sam, który sprowadził franciszkanów na Górę św. Anny. Po trosze zainspirował go górzysty teren wokół sanktuarium, nadający się w sam raz na odwzorowanie świętych miejsc z Jerozolimy i okolic. Po trosze Kalwaria Zebrzydowska zbudowana sto lat wcześniej przez spokrewnionego z Gaszynami Mikołaja Zebrzydowskiego.

Podobne Kalwarie powstawały wtedy w całej Europie. Pobożni chrześcijanie bardzo chcieli pielgrzymować do Ziemi Świętej. Ale taka wyprawa była i długa, i bardzo kosztowna, a w dodatku niebezpieczna. Zebrzydowski i Gaszyn mogli sobie na takie podróżowanie pozwolić. Zwykli śmiertelnicy nie bardzo.

Z myślą o nich Gaszyn chciał postawić Kalwarię, zachowując rzeczywiste odległości między opisanymi w Ewangelii miejscami związanymi z życiem Pana Jezusa i Matki Bożej. Liczono starannie krokami np. odległość dzielącą pałac Annasza od siedziby jego zięcia, arcykapłana Kajfasza czy długość drogi krzyżowej. Melchior, niestety, z powodu podeszłego wieku, sam nie zdążył zrealizować swego pomysłu. Nakazał to w testamenie spadkobiercom.

W 1709 Kalwaria na Górze Świętej Anny była gotowa

Budowy w 1700 roku podjął się jego bratanek, Jerzy Adam. Od biskupa wrocławskiego dostał zgodę na zbudowanie trzech większych i trzydziestu mniejszych kaplic. Robotę powierzył włoskiemu mistrzowi z Opola Dominikowi Signo. W lipcu 1709 roku annogórska Nowa Jerozolima była gotowa. Wtedy i dziś zwraca uwagę interesujący i różnorodny kształt kaplic. Nie wszystkie są prostokątami. Na Kalwarii stanęły też budowle ośmiokątne i okrągłe. Domek Maryi zbudowano na planie trójkąta, zaś kaplica Spotkanie z Matką ma kształt serca.

Wraz z końcem budowy zaczął się z Kalwarią na Górze Świętej Anny potężny kłopot. Okazało się bowiem, iż pątników po dróżkach nie chcą oprowadzać i otoczyć opieką duszpasterską ani leśnicki proboszcz, ani franciszkanie z Góry św. Anny. Bez przewodników na Kalwarię nie chodzili wierni. Budowle stały i niszczały.

Franciszkanie byli konsekwentni w swym uporze. Uprzedzali zresztą pomysłodawcę, iż nie będą obsługiwać pielgrzymów, zanim jeszcze wbito w ziemię pierwszą łopatę. Fundator też był konsekwentny. Życzył sobie, by nabożeństwa kalwaryjskie odbywały się po polsku, po niemiecku i po morawsku. Bracia zakonni tłumaczyli się, iż jest ich za mało jak na tyle obowiązków, a w dodatku nie wszyscy są poliglotami. Kiedy sprawa stanęła na ostrzu noża, zapowiedzieli, iż raczej odejdą z Góry św. Anny niż zmienią swe postanowienie.

– W ich odmowie nie było złej woli – wyjaśnia o. Błażej Kurowski, gwardian klasztoru. – Na Górze św. Anny przebywali franciszkanie ze zreformowanej gałęzi naszego zakonu, którzy chcieli wiernie przestrzegać reguły. Bali się, iż jak rzucą się w wir obowiązków duszpasterskich, nie będą mieli dość czasu w modlitwę. No i wiedzieli dobrze, iż aby utrzymać Kalwarię na Górze Świętej Anny, będą musieli zbierać pieniądze od pątników. A oni chcieli być autentycznie ubodzy i rzeczywiście nie mieli niczego. choćby ofiary za odprawiane msze św. oddawali leśnickiemu proboszczowi.

Hodowla w kaplicach

Dyskusje, spory i przepychanki trwały długo. Kiedy wreszcie w 1763 roku franciszkanie zgodzili się organizować nabożeństwa kalwaryjskie, okazało się, iż większość kaplic nadaje się do generalnego remontu. Nic dziwnego, skoro miejscowi urządzali w nich stajnie dla bydła a i sami się w nich chowali na noc, rozpalając w środku ogniska. Czas nie był spokojny. Przechodzący przez Górę św. Anny żołnierze i maruderzy dokładali swoje do dzieła zniszczenia.

Dzięki ofiarom darczyńców – z Antonim Gaszynem, zwanym Mocnym, na czele – udało się nie tylko dźwignąć z ruin dawne kaplice, ale także przerobić kaplicę Świętych Schodów, czyli Gradusy oraz dobudować sześć kolejnych kaplic. Ostatnią, czterdziestą, wzniesiono ponad sto lat temu, na jubileusz Kalwarii.

Gradusy są jedną z ciekawszych kaplic kalwaryjskich. Choćby dlatego, iż umieszczoną na dwóch poziomach. Jej istotną częścią są – zgodnie z nazwą – schody. To kopia 28 stopni z Jerozolimy, po których kilka razy w czasie procesu i godzin przed męką przechodził Pan Jezus. Oryginał przeniosła do Rzymu św. Helena. Zostały umieszczone obok bazyliki św. Jana na Lateranie. Po annogórskich schodach – jak po rzymskich – pielgrzymi wchodzą z modlitwą i – komu zdrowie pozwala – na kolanach.

Schody, jak przed wiekami w Jerozolimie, prowadzą do Pretorium – na wyższy poziom kaplicy. Po dwóch jego stronach kompozycje figur przedstawiają biczowanie i koronowanie cierniem Pana Jezusa. Na ścianach i na sklepieniu namalowano postaci z Nowego i ze Starego Testamentu, które zapowiadały cierpienie i śmierć Jezusa.

Kalwaria na Górze Świętej Anny. Sto tysięcy na początek

Po ponad 50 latach od zbudowania kaplic – w święto Podwyższenia Krzyża w 1764 roku – rozpoczęły się wreszcie nabożeństwa kalwaryjskie. Uczestniczyły w nich tłumy pątników z całego Śląska. Ich liczbę szacowano na sto tysięcy. Pierwszą kompanią, która przybyła na tamte obchody, było Bractwo Różańcowe z Raciborza.

Relację z uroczystości poświęcenia Kalwarii i pierwszych obchodów zawdzięczamy ówczesnemu biskupowi wrocławskiemu i księciu nyskiemu Filipowi Gothardowi. Z charakterystycznym dla tamtych czasów patosem książę biskup pisał: „Celebrowano je uroczyście w obecności najjaśniejszego fundatora i jego najjaśniejszych braci, hrabiów i wielkiej liczby baronów, szlachty, proboszczów, jak również wielkiej ilości przybyłego ludu. W tym akcie uczestniczyła też uroczysta procesja różańcowa z Raciborza, którą prowadził o. Tomasz z zakonu dominikanów; przybyła pięknie zorganizowana ze sztandarami, obrazami i orkiestrą. Gdy na jej powitanie wyszli nasi ojcowie i na początku uderzono w dzwon przy Świętym Krzyżu, tak wielkie powstało wzruszenie, iż z powodu wielkiej euforii nikt z ludzi nie mógł powstrzymać pobożnych łez”.

Tłumy pątników do kaplic kalwaryjskich przyciągał wówczas także specjalny papieski przywilej. Klemens XIII udzielił wielu odpustów wszystkim, którzy pobożnie będą się modlić na drogach Męki Pańskiej, dróżkach maryjnych oraz na tzw. świętych schodach. Chorzy, słabi i kobiety oczekujące dziecka, którzy nie daliby rady przejść dróżek kalwaryjskich, mogli zyskać odpust po odwiedzeniu Ratusza Poncjusza Piłata.

Dwa lata później był gotowy schemat nabożeństw kalwaryjskich, który zresztą obowiązuje do dnia dzisiejszego. W 1767 roku o. Wacław Waxmański opracował specjalny modlitewnik na obchody: „Nowa Jerozolima albo Kalwarya całey Męki Jezusowey”. Wydaną po polsku „kalwaryjkę” przetłumaczył na niemiecki hrabia Filip Collona ze Strzelec Opolskich.

Na obchody z kalwaryjką

– Zwyczaj przychodzenia na obchody z kalwaryjką zachował się na szczęście aż do dziś – mówi o. Błażej. – Praktycznie wszyscy chodzą po dróżkach z książeczkami, więc wszyscy mogą się modlić i śpiewać. Jak ktoś zapomni kalwaryjki, zwykle kupuje na miejscu nową. Niektórzy starzy pątnicy mają w ten sposób w domu po 4-5 sztuk.

Wielojęzyczny i wielokulturowy charakter kalwarii przypominają napisy – najczęściej cytaty z Biblii – umieszczone na wewnętrznych ścianach kaplic. Czasem polskie, czasem niemieckie, a w niektórych kaplicach podwójne. Często zapisane fonetycznie. Przywrócenie tej dwujęzyczności było możliwe podczas prac renowacyjnych prowadzonych przez Fundację Sanktuarium Góra św. Anny. W okresie nazizmu z kaplic musiały zniknąć inskrypcje polskie, w okresie PRL-u ten sam los spotkał teksty niemieckie.

Pierwszą wielką przeszkodą w rozkwicie nabożeństw kalwaryjskich było wypędzenie franciszkanów w roku 1810 z powodu sekularyzacji zakonu. Opiekę nad pielgrzymami przejęli z konieczności wikariusze z okolicznych parafii, ale ruch pątniczy podupadł.

– Kiedy pod koniec lat pięćdziesiątych XIX wieku klasztor na Górze św. Anny objęli franciszkanie z Westfalii, przekonali się, iż w niektórych kaplicach kalwaryjskich miejscowa ludność znowu hodowała trzodę, a teren kalwarii liczący pierwotnie 40 hektarów został mocno przyorany przez rolników – mówi o. Błażej Kurowski. – Trzeba było na nowo prowadzić pomiary i stawiać graniczne kamienie.

Po polsku, niemiecku i morawsku

W ostatniej ćwiartce wieku XIX pobożne wędrowanie po kalwaryjskich dróżkach rozkwitło na nowo. W roku 1871 – jak notuje w książce „Góra św. Anny. Centrum Pielgrzymkowe Śląska Opolskiego” ks. prof. Andrzej Hanich – na Podwyższenie Krzyża Świętego przybyło aż 300 tysięcy pątników, a rok później 100 tysięcy. W 1864 roku – w stulecie nabożeństw kalwaryjskich tylko od połowy sierpnia do połowy września – przez Górę św. Anny i kalwarię przeszło 400 tysięcy ludzi.

Dzieci Maryi na obchodach na Górze św. Anny około roku 1910. Fot. Archiwum klasztoru Franciszkanów

Obchody kalwaryjskie w czasie wielkich odpustów na Górze św. Anny odbywały się po polsku i po niemiecku, także po morawsku. Tak było od roku 1861 aż do wybuchu II wojny światowej.

Po wojnie władze komunistyczne nie odważyły się już usuwać franciszkanów, chociaż w latach 50. zdarzały się złośliwości pod adresem pątników. „Nieznani sprawcy” rozrzucali potłuczone szkło na dróżkach. Innym razem w tłum pielgrzymów wbiegał znienacka wypuszczony nie wiadomo skąd i przez kogo koń. Próby odebrania ojcom klasztoru pod pozorem, iż są nazbyt proniemieccy, torpedował o. Barnaba Stokowy, więziony właśnie za polskość w obozie koncentracyjnym.

Fundacja ludzi dobrej woli

Niemal dziesiąta część liczącej ponad 300 lat historii Kalwarii na Górze Świętej Anny to okres działalności zbliżającej się do 30-lecia istnienia Fundacji Sanktuarium Góry św. Anny.

Wszystko zaczęło się w Wielki Piątek 1996 roku. Tego właśnie dnia Helmut Paisdzior, wówczas poseł na Sejm RP i lider mniejszości niemieckiej w powiecie strzeleckim wpadł na pomysł ratowania kaplic. Uczestniczył wówczas w obchodach kalwaryjskich.

– Pielgrzymi idą wolno, więc miałem czas, żeby zajrzeć do każdej z 28 kaplic poświęconych męce Pańskiej i zobaczyć, iż one potrzebują pilnie naprawy – wspomina Helmut Paździor. – Zresztą, tak naprawdę do zajęcia się annogórską Kalwarią zainspirowała mnie moja małżonka. Ona wiedziała, iż udało mi się nieco wcześniej zdobyć pieniądze na odrestaurowanie kaplic drogi krzyżowej i płaskorzeźb w Grocie Lourdzkiej. To była znaczna suma. W ciągu dwóch lat 391 tys. marek. Ideą odnowienia Kalwarii na Górze Świętej Anny postanowiłem zarazić opolskich przedsiębiorców i samorządowców. I tak powstała – z błogosławieństwem biskupa opolskiego i prowincji franciszkanów – Fundacja Sanktuarium Góry św. Anny.

W czasie blisko 30 lat działania Fundacji Sanktuarium Góry Świętej Anny wszystkie kaplice otrzymały nowe dachy i elewacje. Fot. Archiwum klasztoru Franciszkanów

Pierwsze spotkanie grupy powołującej Fundację do istnienia odbyło się w annogórskim klasztorze 16 sierpnia 1996 roku.

Największy wróg Kalwarii to wilgoć

Pierwszą wyremontowaną przez nią dużą kaplicą był (prace rozpoczęto w 1997 i kontynuowano w 1998) „Wieczernik”. Najpierw franciszkanie wymienili pokrycie dachu, więźbę i rynny, a potem fundacja sfinansowała prace konserwatorskie. Odtworzono polichromie ścienne i obrazy na suficie. Odrestaurowano zniszczony przez wodę ołtarz ozdobiony XIX-wiecznymi figurami Józefa Koppa z Monachium.

Bo wilgoć jest pewnie największym problemem na Kalwarii. Kaplice nie są ogrzewane, więc zimą temperatura dochodzi tam czasem do minus 20 stopni, a latem osiąga plus dwadzieścia lub więcej. Takie skoki bardzo szkodzą dziełom sztuki. W rzadko otwieranych kaplicach są kłopoty z wentylacją. Zimą grube mury się wychładzają. Gdy po otwarciu kaplic do środka dostaje się ciepłe powietrze, po ścianach leje się woda. Najwyraźniej włoski twórca kalwarii nie uwzględnił polskich realiów klimatycznych.

„Wieczernik”, który był pierwszy odrestaurowany, czeka teraz najbardziej na wznowienie prac.

– Lata minęły – mówi o. Błażej Kurowski. – Nie ma wątpliwości, iż trzeba będzie odrestaurować część polichromii, bo są w niej już ubytki. Niestety, materiały, jakimi dysponowaliśmy prawie trzydzieści lat temu, nie były tak trwałe, jak współczesne.

Reporterzy Tygodnika „O!Polska” wędrują po kaplicach kalwaryjskich wraz z gwardianem klasztoru. Prawie w każdej jest coś do zrobienia.

W kaplicy Ogród Oliwny to, co trzeba pilnie odnowić, widać od razu. W ścianie z malowidłami, która stanowi tło dla figur Chrystusa i anioła z kielichem w ręku jest spory otwór w tynku. Tak głęboki, iż widać cegły. Obok trochę mniejszy, ale równie głęboki ubytek. Zastanawiamy się, czy to tylko wpływ wilgoci, czy ktoś z bliska cisnął w tę ścianę kamieniem.

W wielu kaplicach konieczne są mniej spektakularne poprawki. Prawie każda czeka na odsalanie lub odwodnienie. W kilku potrzeba nowych drzwi, koniecznie z otworami wentylacyjnymi.

Kalwaria na Górze Świętej Anny. Pątnicy przychodzą nadal

Na pewno jest dla kogo kalwaryjskie kaplice remontować. Podczas wielkich i małych odpustów na drogę krzyżową i dróżki Maryjne chodzi co roku od 70 do 100 tysięcy pielgrzymów.

– Wiernych ubyło trochę w latach 80. po ostatniej dużej emigracji do Niemiec – uważa o. Błażej. – Teraz ich liczba jest stała. Mniej ludzi spędza podczas obchodów całe trzy lub cztery dni na Górze św. Anny. Raczej przyjeżdżają na konkretne nabożeństwo, potem wracają do domu się przespać i nazajutrz przyjeżdżają z powrotem. Ale symboliczny pogrzeb Matki Bożej na dróżkach Maryjnych czy wieczorna procesja ze świecami na Podwyższenie Krzyża wciąż gromadzi tłumy. Także młodzieży i rodzin z dziećmi. To są widowiskowe i bardzo wzruszające nabożeństwa. Ludzie mają to wypisane na twarzach. A grota wypełnia się wiernymi po brzegi.

Nowym zjawiskiem są na Górze św. Anny turyści i pielgrzymi spoza Śląska. Jadąc z Jasnej Góry do Krakowa, Łagiewnik czy Wadowic zatrzymują się na papieskim szlaku. jeżeli tylko chcą, dostają klucze i idą przez kalwarię od kaplicy do kaplicy. Kto chce przejść całość, musi znaleźć czas i siły na 9 kilometrów drogi i modlitwy.

– W ciągu blisko 30 lat istnienia Fundacji wszystkie kaplice zostały całkowicie lub częściowo wyremontowane wewnątrz – podsumowuje o. Błażej. – Wszystkie też otrzymały nowe dachy i elewacje. Łącznie przeznaczono na ten cel ponad 7 milionów złotych. W ostatnich latach dokonano przełożenia kostki granitowej na Rajskim Placu. Przebudowane zostały ciągi piesze prowadzące z bazyliki do groty i ołtarza papieskiego oraz monumentalne schody „Ave Maria”. Rozpoczęły się prace przy remoncie dachu, balustrady i krużganków wokół Rajskiego Placu przed bazyliką.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału