We wtorek wczesnym rankiem przed siedzibą klasztoru w podwarszawskim Błoniu ktoś porzucił noworodka – chłopczyk trafił do szpitala, jego życiu nic nie zagraża. Dziecko znalazły zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Serafitek, a sprawą zajęły się już policja i prokuratura.
Radiowóz na sygnale. Zdjęcie poglądowe. Fot. Shutterstock.Zadzwoniła dzwonkiem i uciekła
Do zdarzenia doszło około godziny 4:15 przy ulicy Poznańskiej w Błoniu, gdzie mieści się siedziba klasztoru Zgromadzenia Sióstr Serafitek. Nieznana osoba podeszła do bramy, zostawiła przy niej reklamówkę, nacisnęła dzwonek i gwałtownie się oddaliła. Gdy jedna z zakonnic wyszła sprawdzić, co się dzieje, w reklamówce, owinięty w kocyk, znajdował się żywy noworodek. Siostry natychmiast wezwały pomoc. Przy ulicy Poznańskiej porzucony został noworodek, chłopiec. Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe, które przewiozło niemowlę do szpitala – przekazała podinspektor Ewelina Gromek-Oćwieja z Komendy Powiatowej Policji Warszawa-Zachód. Jak dodała, dziecko jest zdrowe i jego życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo.
To nie było okno życia. Sprawę bada prokuratura
Warto podkreślić różnicę, która w tej sprawie ma znaczenie prawne. Przy klasztorze w Błoniu nie funkcjonuje okno życia, czyli miejsce umożliwiające legalne, bezpieczne i całkowicie anonimowe pozostawienie noworodka bez żadnych konsekwencji prawnych dla rodzica. To, co wydarzyło się we wtorek rano, było porzuceniem dziecka pod bramą – inną, znacznie bardziej ryzykowną sytuacją niż skorzystanie z takiego punktu, który istnieje właśnie po to, by zapobiegać porzucaniu dzieci w przypadkowych, nieodpowiednich warunkach. W związku z tym sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Grodzisku Mazowieckim, która prowadzi postępowanie wyjaśniające okoliczności porzucenia dziecka. Wciąż nie wiadomo, kto przyniósł chłopca pod klasztor ani dlaczego zdecydował się zostawić go akurat w tym miejscu – trwa ustalanie tożsamości rodziców noworodka. Zgodnie z art. 210 Kodeksu karnego, porzucenie małoletniego poniżej 15. roku życia wbrew obowiązkowi troszczenia się o niego podlega karze więzienia od trzech miesięcy do pięciu lat – to ustawowy wymiar kary grożący za taki czyn, niezależnie od tego, jakie okoliczności ostatecznie ustali prowadzone postępowanie.

1 godzina temu









