Zacznę od cytatu popularnego wśród trenerów różnych nacji i różnych sportów:
„Mistrzem się bywa, a nie jest” to popularne powiedzenie sportowe, oznaczające, iż tytuł czy wysoka forma są chwilowe i wymagają nieustannej pracy, a nie są dane raz na zawsze. Podkreśla ono potrzebę pokory, ciągłego treningu oraz fakt, iż sukces jest procesem, a nie stałym stanem.
Oto najważniejsze aspekty tego stwierdzenia:
Tymczasowość sukcesu: Bycie mistrzem to stan aktualny. choćby po zdobyciu mistrzostwa świata trzeba udowadniać swoją wartość w kolejnych startach, bo tytuł można łatwo stracić.
Pokora i praca: Jak zauważają sportowcy, choćby po wielkich sukcesach trzeba twardo stąpać po ziemi i kontynuować ciężkie treningi, unikając poczucia bycia „niezniszczalnym”.
Wartość porażki: Sukces często przychodzi dzięki wytrwałości i podwajaniu liczby porażek, a nie dzięki jednorazowemu wyczynowi.
Inna perspektywa: Czasami używa się przewrotnej formy „Mistrzem się jest, a nie bywa”, aby podkreślić trwałość umiejętności, charakteru i klasy sportowej, niezależnie od wyniku jednego meczu czy zawodów.
Cytat ten przypomina, iż prawdziwa mistrzowska postawa to nie tylko złoty medal, ale styl życia i ciągła dążność do doskonałości.
Dlaczego o tym piszę?
Ano, dlatego, iż powstało wiele szumu, tak pozytywnego, jak i negatywnego wokół najlepszej, bezwzględnie najlepszej w historii polskiej tenisistki Igi Świątek.
Głośno o niej już od lat i na jej popularności zarabiają wszelkie sportowe pismaki, których istnienie zależy tylko od liczby „klików”, a nie od jakości reportaży.
Ostatnio znów wybuchł pożar wokół jej osoby.
Po miesiącach nienajlepszego grania w tenisa postanowiła rozstać się ze swoim trenerem.
Takie rozstania w sporcie wyczynowym to normalka.
Takie rozstania w sporcie indywidualnym, na szczycie, są bardzo zauważalne i, niestety, w sytuacji Igi i w sytuacji Polaków mających możliwość popisania się niedouczonym, często idiotycznym, spojrzeniem na ten świat, są wręcz widoczne jak przez wielkie szkło powiększające.
Iga wygrała już w swoim krótkim życiu prawie wszystko, co jest do wygrania w tenisie.
Brakują jej tylko dwie wygrane: mistrzostwo olimpijskie i mistrzostwo Australii.
Super życiowe osiągnięcia,choć nie w oczach wszystkich.
Najwięcej pretensji o nic mają ci, którzy niczego nie osiągnęli, a zaraz potem ci, z którymi Iga się rozstała.
To tak jak małżeństwo po rozwodzie, oczerniające jedno drugiego.
Niemniej jednak zmiany zwykle wychodzą na dobre.
W przypadku Igi może być podobna sytuacja jak w przypadku prezydenta Trumpa kopiącego Kanadę w genitalia: zacznij liczyć przede wszystkim na siebie.
Oczywiście trenerzy są potrzebni, ale cały ogień do walki musi wychodzić od samego zawodnika czy zawodniczki.
Najlepszym takim przykładem jest w tej chwili Aryna Sabalenka, która też przechodziła takie mentalne dołowania, a teraz jest nie do zatrzymania.
Lata temu uczestniczyłem w spotkaniu trenerów z legendą trenerską NBA, Philem Jacksonem.
Na pytanie, jak trudno jest trenować taką osobę albo indywidualność jak Michael Jordan, odpowiedział: „Najłatwiejszy zawodnik do trenowania w jego życiu”.
Sam Jordan emanował chęcią samopoprawy przez całą swoją karierę, mimo iż wygrał wszystko, co jest do wygrania w koszykówce.
Słuchał, rozważał, wprowadzał w życie zmiany, bo zmiany będą potrzebne zawsze i we wszystkim.
Bogdan Poprawski
















