Górnik Zabrze w meczu z Rakowem Częstochowa pokazał charakter i ogromną konsekwencję taktyczną, dzięki której przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść i sięgnął po siódmy w historii STS Puchar Polski. Po końcowym gwizdku sędziego swoją euforią ze zdobycia pierwszego w karierze trofeum podzielił się doświadczony defensor Trójkolorowych, Rafał Janicki.
Będziecie się bawić? Zwykle pytamy cię o przewidywania na mecz, to w takim razie jakie są przewidywania na świętowanie? Kto będzie MVP, kto będzie...
- Myślę, iż mogę być w formie. Mam paru kolegów, którzy na pewno też w niej będą, ale są i tacy, o których trzeba będzie gwałtownie zadbać, więc z pewnością to zrobimy. Pokoje są gotowe, pościelone, więc...
Ale to konkrety proszę, konkrety!
- Konkretów nie będzie. To może gdzieś tam na relacjach w Internecie będzie jeszcze latało wieczorem, ale na razie nie ma co zdradzać.
Pomówmy o samym meczu. Jak waży ten medal, który masz na szyi?
- To zasłużone zwycięstwo. Mieliśmy pełną kontrolę nad spotkaniem, Raków za bardzo nam nie zagroził. Ten medal cieszy mnie szczególnie, bo do tej pory nie udało mi się w karierze nic wygrać. Dzisiaj to mój pierwszy raz, to takie małe spełnienie marzeń i bardzo się cieszę, iż się udało.
Właśnie, masz za sobą długą karierę, grałeś w topowych klubach, a tak naprawdę trochę naczekałeś się na taki moment jak ten dzisiejszy.
- Tak, cieszę się, iż przyszedł trener Gasparik i od samego początku stawiał na ten puchar. Nie było żadnej kalkulacji. Od początku mieliśmy z tyłu głowy to, iż idziemy po swoje, iż chcemy zagrać na Narodowym. Udało nam się to osiągnąć, z czego się bardzo cieszymy. Myślę, iż po takim meczu każdy ma w sobie jeszcze więcej energii.
Zostały wam cztery kolejki ligowe. Czy to zwycięstwo w finale STS Pucharu Polski da wam ten "ekstra boost" na ostatnie mecze?
- Myślę, iż tak. Wygrana sprawia, iż nie ma w nas nerwowości. Ten triumf da nam potężnego kopa do przodu. Trzy punkty straty w lidze to nie jest dużo, a zespoły przed nami też czują presję. To działa w dwie strony i miejmy nadzieję, iż ostatecznie wyjdzie na nasze.
Z tego bierze się też to, iż trener Gasparik jest po prostu ekspertem od pucharów. To jego czwarty krajowy puchar, ma na to patent i to chyba nie jest przypadek.
- Zdecydowanie. Miejmy nadzieję, iż za rok to również się sprawdzi, znowu się tu spotkamy i znów będziemy świętować.
To jest teraz najlepsza wersja Rafała Janickiego w karierze? Kilka tygodni temu strzeliłeś pierwszego gola w Zabrzu, teraz masz złoty medal Pucharu Polski. Jesteś trochę jak wino.
- Jest we mnie jeszcze moc, żeby cały czas robić swoje na boisku. Cieszę się, iż zespół dobrze funkcjonuje. Jeden z chłopaków zapowiadał nam przed meczem, iż czuje, iż będzie dobrze.
Też miałeś takie przeczucie?
- Wczoraj, jak szliśmy już spać, to kolega z pokoju mówił mi: dzisiaj ładnie idziemy spać, a jutro wyjeżdżamy stąd z pucharem. I to się sprawdziło! Przez cały tydzień czuliśmy w drużynie bardzo dobrą energię. Okazuje się, iż to naprawdę działa.
Przed meczem dużo mówiło się w kontekście Górnika o historycznym ciężarze, w końcu minęło tyle lat bez trofeów. Stanisław Oślizło był dzisiaj na podium... Czuliście to z tyłu głowy, iż walczycie o to, żeby trochę odkurzyć tę historię?
- Oczywiście, iż było to czuć. Każdy z nas z pewnością czuł wagę tego spotkania, ale myślę, iż daliśmy radę. Pokazaliśmy to na boisku.
Powiedz jeszcze, w którym momencie największy ciężar spadł wam z serc? Kiedy strzeliliście gola na 1:0, na 2:0, czy dopiero kiedy sędzia swoim zamaszystym ruchem zakończył spotkanie?
- Chyba przy każdej z tych rzeczy po trochu. Pierwsza bramka ułożyła nam mecz, druga go trochę zamknęła, a końcowy gwizdek przypieczętował wszystko.
















