
Od pierwszych eksperymentów w pokoju po własne studio produkcji muzycznej. Rafał Jaworski, dziś z wieloletnim doświadczeniem, pracuje we własnym studio “Estyma” zarówno z początkującymi, jak i z doświadczonymi artystami, nie bojąc się nowych technologii i eksperymentów muzycznych. Jak sam przyznaje początki były znacznie bardziej nieformalne i pełne prób „na własną rękę”.
W 2009 roku, jako nastolatek wydałeś pierwszą płytę…
– Tak, to prawda. Uczestniczyłem w tym wszystkim wraz z grupą kolegów z gimnazjum. Projekt nazwaliśmy „Kontekst”. Najpierw pojawiła się ciekawość, pomysły, a potem metodą prób i błędów tworzyliśmy pierwsze nagrania. W 2008 – 2009 roku, w raczkującym wtedy YouTube, poradników było jak na lekarstwo, w przeciwieństwie do obecnych czasów, gdzie odbiorcy wszystko mają podane jak na tacy. Wtedy liczyła się kreatywność, spryt, pokonywanie trudności i samozaparcie w dążeniu do celu. Niedługo potem odkryłem miesięcznik „Estrada i Studio”, który był źródłem informacji, nowinek technologicznych. Redaktorem naczelnym tego pisma był Pan Tomasz Wróblewski – wspaniały realizator, elektronik i autorytet branży pro audio. Po latach, był także jednym z moich wykładowców na studiach realizacji dźwięku.
Zacząłeś od rapu i… deskorolki?
– Rzeczywiście, to deskorolka była u mnie wiodącym klimatem, który wtedy mocno mnie inspirował. Od niej wszystko się zaczęło. Od filmów deskorolkowych, które obfitowały w hiphop. Potem wszystko płynnie poprowadziło mnie do słuchania tej muzyki i do próby swoich sił rapując i produkując. Wtedy dostałem od rodziców komputer, na którym natychmiast zainstalowałem program i zacząłem zagłębiać się w tajniki produkcji bitów, spędzając nad tym długie godziny po lekcjach.
Kusiło cię kiedyś żeby pomajstrować przy swoim pierwszym projekcie, teraz kiedy Twoje doświadczenie jest nieporównywalnie większe?
– Nie. Te kawałki są zapisem minionych chwil i tamtych umiejętności. Pierwsze próby przed mikrofonem, pierwsze bity, pierwsze aranżacje i mnóstwo frajdy przy nich. Surowość. Ten album jest dokładnie taki jaki miał wtedy być.
Co możesz zrobić dla osoby, która ma małe umiejętności?
– Najpierw wypadałoby poświęcić jej czas przed adekwatnym nagraniem, aby przygotować demo, pomysł i kierunek, w którym należy zmierzać. Dobre przygotowanie znacząco ułatwia pracę, ale w grę wchodzi też edycja dźwięku, która stwarza dużo możliwości, jak korekcja rytmiczna i intonacyjna. Bardzo chętnie pracuję z osobami, które dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w muzyce. Miło jest usłyszeć efekt „podkręcenia poziomu muzycznego”, które osiągają po mojej ingerencji w proces, od przygotowań – po końcowy efekt.
Widzisz jakąś zależność w tym dlaczego influencerzy idą w muzykę?
– Muzyka jest bardzo nośnym medium, które potęguje emocje. Przez jej popularyzację, można z niej wskoczyć w inne segmenty popkultury, by powiększyć grono swoich odbiorców. Wiem, iż ze względu na zawarte w nich treści, te utwory często budzą kontrowersje. Nie jestem odbiorcą takich rzeczy, ale uważam, iż w dużej mierze, od strony produkcyjnej, są to strategicznie zaplanowane, przemyślane i ogólnie solidnie stworzone kawałki. Słychać, iż producenci w porozumieniu z realizatorami miksu wykonują dobrą pracę i nadają temu pewien określony charakter soniczny.
Czego Ty szukasz w dźwiękach?
– Przeróżnych cech. Niebanalnej i wyraźnie zaznaczonej sekcji rytmicznej, energii, melodii, przenikliwości, nastroju, czegoś nieuchwytnego co zostaje w naszej pamięci, a czasem też melancholii i wspomnień.
W takim razie czego słucha producent muzyczny?
– Trzymam rękę na pulsie i obserwuję nowości, jako ciekawość zawodowa. Nie zamykam się na zmiany i nowe nurty, jestem otwarty na wszelakie źródła dobrej muzyki. Zdarza mi się też słuchać niszowych stacji radiowych bądź instrumentalnych albumów różnych producentów muzycznych. Czasem udaję się też w podróż do starych, ulubionych numerów rapowych.
Czy AI jest obecne w Twojej branży?
– Oczywiście. Jest obecna od wielu lat i była tu jeszcze przed ostatnią ekspansją jej popularności. Istnieją serwisy, które automatyzują mastering, ale one nie wyparły studiów masteringowych, ani specjalistów ich obsługujących. Istnieją narzędzia, które ułatwiają strojenie i wyrównywanie punktualności wykonawczej zarejestrowanych nagrań. Na pewno będą udoskonalane, ale jakoś szczególnie nie obawiam się o przyszłość branży. Czynnik ludzki, wrażliwość, „czujne ucho” i kontrola nad tymi zadaniami przez cały czas grają tu ogromną rolę.
Otworzyłeś swoje studio w Świdniku? Dlaczego nie zdecydowałeś się na jakieś zagłębie muzyki?
– Wbrew pozorom uważam, iż to dobra lokalizacja. Lubelszczyzna oferuje interesujące i „niewyeksploatowane” osobistości muzyczne. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, iż mogę pracować on-line na przesłanych materiałach i nie zawsze potrzebuję fizycznie pracować z artystą. jeżeli jednak działamy stacjonarnie, to ma pewność, iż jesteśmy w tym utworze razem i razem tworzymy jego klimat.
Nad czym teraz pracujesz?
Jestem w trakcie zbierania materiału i pomysłów na swój album producencki. Projekt nieco odsunął się w czasie, ale zapowiedziałem go rok temu i zamierzam doprowadzić go do końca. Na projekcie nie zabraknie rapu, śpiewu i skreczy, będą też instrumentalne propozycje. Ponadto otrzymuję nagrania z różnych stron kraju i ze świata – pracuję przy edycji dźwięku nagrań raperów ze Stanów, a ostatnio wypuściliśmy produkcję dla rapera o pseud. „Boras” , który to zaprosił do współpracy hiphopową grupę Epycentro z São Paulo.