Przez ostatnie miesiące publikowałem dokumenty dotyczące odbudowy kościoła w Gołdapi. Z pism wyłaniał się obraz wieloletnich próśb, milczenia urzędów i walki o zgodę. Ale historia rzadko bywa tak prosta. Dokumenty mówią jedno. Świadek tamtych wydarzeń – coś zupełnie innego. Niedawno udało mi się porozmawiać z człowiekiem, który w tamtym czasie podejmował decyzje. Zenobiusz Borawski, naczelnik miasta i gminy Gołdap w latach 1973–1981, pamięta te wydarzenia zupełnie inaczej.

I już pierwsze jego słowa zmieniają wiele.
– To nie była sprawa papierów. To była sprawa ludzi.
W latach 70. Gołdap była miastem, które nagle musiało się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Po reformie administracyjnej z 1975 roku zniknęły powiaty — a razem z nimi dotychczasowa rola miasta.
– Trzeba było szukać nowej koncepcji dla Gołdapi – wspomina były naczelnik. – Postawiliśmy na turystykę. Udało się wejść do grupy dziesięciu miast o przyspieszonym rozwoju.
To nie był przypadek. W realiach PRL oznaczało to jedno: miejsce w planie pięcioletnim i realne pieniądze.
Ruiny w centrum miasta
Ale w samym sercu Gołdapi był problem, którego nie dało się ignorować. Zniszczony w czasie wojny kościół przez lata stał jako ruina.
– Tam się spotykało” lumpen-towarzystwo”. To był wstyd dla miasta.
Pierwszy pomysł był prosty: Dom Kultury.
Dokumentacja powstała. Pieniądze były zabezpieczone. Plan gotowy.
I wtedy wydarzyło się coś, czego w dokumentach praktycznie nie ma.
Jedna rozmowa zmieniła wszystko
Jesienią 1975 roku pan Borawski został wezwany do wojewody.
– Zapytał mnie wprost: czy naprawdę potrzebny wam ten Dom Kultury? Czy wiecie, jakie będą koszty utrzymania?
Po chwili padła propozycja. Środki można było przesunąć. A w zamian…
– Wojewoda powiedział, iż poprze odbudowę kościoła.
To był moment, który zmienił kierunek całej historii. Nie decyzja na papierze. Rozmowa.
Odbudowa zaczęła się wcześniej niż mówią dokumenty
Z dokumentów wynika, iż sprawa ruszyła dopiero pod koniec lat 70.
Ale według Zenobiusza Borawskiego: pierwsze prace rozpoczęły się już w 1976 roku; najpierw było porządkowanie terenu; potem realna budowa w latach 1977–1978.
– Najpierw trzeba było usunąć gruz. To była ogromna robota.
To nie Kościół budował
To jeden z najbardziej zaskakujących wątków tej historii.
– Do 1979 roku Kościół praktycznie się tym nie zajmował.
Budowę prowadziło… miasto i ludzie.
Powstała nieformalna struktura: kierownik budowy – Adolf Porycki; zakłady pracy – materiały i sprzęt; wojsko – transport; młodzież – rozbiórki i cegła; rzemieślnicy – praca społeczna.
– Każdy dawał coś od siebie.
To była odbudowa, która rosła z miasta, a nie z decyzji jednej instytucji.
– Ludzie pracowali za darmo.
Najmocniejszy fragment rozmowy? Nie dotyczy urzędów. Ani decyzji. Dotyczy ludzi.
– Rzemieślnicy jeden dzień w tygodniu pracowali społecznie. Młodzież jeździła na rozbiórki. Wojsko pomagało. Zakłady dawały materiały. Bez tego nie byłoby tej budowy.
Kościół wchodzi dopiero później
Dopiero gdy budowa była już zaawansowana, sytuacja się zmieniła.
– Jak zobaczyli, iż to idzie, iż to stoi pod dachem, wtedy ksiądz Smędzik podjął decyzję.
Po rozmowie z biskupem inwestycja została przekazana parafii. I dopiero wtedy zaczynają się dokumenty, które dziś znajdujemy w archiwach.
Dlaczego dokumenty mówią coś innego?
Bo pokazują tylko część historii.
– Odtworzyć można sobie dokumenty, jakie się chce. Ale to nie oddaje tego, co było wcześniej.
Z „punktu widzenia” papierów – wnioski, brak odpowiedzi, kolejne pisma.
Z punktu widzenia świadka i uczestnika – decyzje zapadające poza dokumentami, społeczne zaangażowanie, realna praca, która trwała już od lat.
Jedno zdanie, które podsumowuje wszystko
Na koniec zapytałem, co powiedziałby dziś mieszkańcom Gołdapi. Nie wahał się ani chwili.
– Społeczeństwo zachowało się wspaniale. Ta budowa nie byłaby możliwa bez ludzi.
Co dalej?
Ten wywiad pokazuje coś bardzo ważnego: ta historia ma więcej niż jedną wersję; dokumenty to tylko fragment prawdy, a pamięć ludzi często wypełnia to, czego w archiwach nie ma.
Niżej pełna wersja rozmowy.
***
Rozmowa z Zenobiuszem Borawskim
Z Zenobiuszem Borawskim – byłym naczelnikiem miasta i gminy Gołdap w latach 1973–1981
rozmawia Sławomir Romanowski. To była rozmowa telefoniczna.
Dzień dobry, Sławomir Romanowski.
Zenobiusz Borawski:
Kłaniam się panu.
Sławomir Romanowski: Panie Zenobiuszu, pełnił pan funkcję naczelnika miasta i gminy w latach 1973–1981. Jakim miastem była wtedy Gołdap? Z jakimi problemami mierzyła się administracja?
Zenobiusz Borawski – W latach 70. Gołdap, kiedy był jeszcze powiat, miała ustaloną strukturę i była siedzibą władz powiatowych. To nadawało jej określoną rangę i stabilność funkcjonowania.
Sytuacja zmieniła się diametralnie po roku 1975, kiedy zlikwidowano powiaty. Wtedy trzeba było szukać zupełnie nowej koncepcji dla miasta, które znalazło się w nowej rzeczywistości administracyjnej.
Podjęliśmy działania, które miały podnieść znaczenie Gołdapi jako ośrodka turystyczno-wypoczynkowego, szczególnie w zakresie sportów zimowych. Udało się włączyć miasto do grupy dziesięciu ośrodków o przyspieszonym rozwoju turystycznym.
Dzięki temu Gołdap została wpisana do planu pięcioletniego na lata 1976–1980 jako ośrodek turystyczno-wypoczynkowy, co miało ogromne znaczenie dla dalszego rozwoju.
Jak wyglądała kooperacja między miastem, województwem a Warszawą?
– Po reformie administracyjnej miasta i gminy miały bezpośredni kontakt z wojewodą. Nie było już pośrednictwa powiatu.
Byłem wzywany na rozmowy, podczas których omawiano kierunki rozwoju miasta. Na przykład w październiku–listopadzie 1975 roku zostałem zaproszony przez wojewodę suwalskiego na rozmowę dotyczącą planów na rok 1976.
Wojewoda spotykał się z naczelnikami i wspólnie ustalano kierunki działań. To była realna współpraca.
Czy pamięta Pan sprawę ruin kościoła?
– Oczywiście. To był temat obecny od lat 60. i 70. Ruiny były dużym problemem dla miasta.
Odbywały się tam spotkania różnych „lumpen” środowisk, było to miejsce zaniedbane i niebezpieczne. Na wszystkich spotkaniach władz lokalnych pojawiało się pytanie: co z tym zrobić?
Władze powiatowe przyjęły koncepcję odbudowy tych ruin jako Domu Kultury, którego w Gołdapi brakowało. Istniejące pomieszczenia były bardzo skromne i niewystarczające.
Została opracowana dokumentacja, a środki finansowe zabezpieczono na lata 1976–1980 przez Ministerstwo Kultury i Ochrony Zabytków.
Co spowodowało zmianę tej koncepcji?
– Podczas rozmowy z wojewodą zostałem zapytany wprost, czy miastu rzeczywiście potrzebny jest Dom Kultury i czy jesteśmy świadomi kosztów jego utrzymania.
Wojewoda powiedział, iż zależy mu na przejęciu środków z Ministerstwa Kultury, które mógłby przeznaczyć na inne cele – między innymi rozbudowę Muzeum Konopnickiej w Suwałkach.
W zamian zadeklarował, iż poprze nasz wniosek o odbudowę kościoła.
To był moment przełomowy – trzeba było zmienić koncepcję i szukać nowego rozwiązania dla tych ruin.
Kiedy faktycznie rozpoczęły się prace?
– Pierwsze działania zaczęły się już w 1976 roku. Jesienią rozpoczęto porządkowanie terenu – usuwanie gruzu.
Zimą oczywiście prace nie były prowadzone, ale w latach 1977–1978 rozpoczęły się już poważne roboty budowlane.
Kto realizował tę inwestycję?
– To była przede wszystkim inicjatywa społeczna. Powołaliśmy kierownika budowy – Adolfa Poryckiego. Był już na emeryturze, ale świetnie sobie radził z organizacją całego przedsięwzięcia.
Zakłady pracy zostały zaangażowane w bardzo konkretny sposób: nadleśnictwo i tartak – drewno; PBRol – cement, wapno, żwir; zakłady przemysłowe – konstrukcje metalowe; wojsko – transport; kombinaty rolne – materiał z rozbiórek.
Młodzież szkolna jeździła na rozbiórki i pozyskiwała cegłę. Rzemieślnicy zobowiązali się pracować społecznie jeden dzień w tygodniu.
To było ogromne zaangażowanie społeczne.
A jaka była rola Kościoła na początku?
Do około 1979 roku Kościół praktycznie nie zajmował się tą sprawą.
Prowadziłem regularne spotkania z księdzem Smędzikiem – raz u mnie, raz u niego. Na początku nie był zainteresowany przejęciem tej inwestycji.
Dopiero gdy prace były już bardzo zaawansowane, a budynek był w stanie surowym, zdecydował się przejąć sprawę i pojechał do biskupa.
Wtedy inwestycja została formalnie przekazana parafii.
W dokumentach wygląda to tak, jakby sprawa była długo blokowana…
– To nie oddaje rzeczywistości.
W okresie przygotowawczym parafia i kuria nie zajmowały się tą sprawą. To była inicjatywa społeczna i działania władz lokalnych.
Społeczeństwo było bardzo zaangażowane i to ono napędzało tę budowę.
Jaką rolę miał wtedy naczelnik?
– Kluczowy był wniosek zgłoszony na sesji Rady Miejskiej. Ten wniosek przeszedł całą drogę administracyjną i został zaakceptowany na wszystkich szczeblach.
Wojewoda od początku był przychylny tej koncepcji.
Jedno zdanie do mieszkańców Gołdapi?
– Społeczeństwo zachowało się wspaniale.
Ta budowa nie byłaby możliwa bez ludzi. Kościół był za mały, wierni nie mieścili się w środku. Potrzeba była ogromna i społeczeństwo ją poparło.
Czy zrobiłby pan coś inaczej?
– Nie sądzę. Bez zaangażowania społeczeństwa i zakładów pracy nie dałoby się tego zrobić.
Dziękuję za rozmowę.
Podziękowania
Na zakończenie chciałbym serdecznie podziękować
Panu Zenobiuszowi Borawskiemu za poświęcony czas, otwartość oraz podzielenie się wspomnieniami.
To niezwykle cenne świadectwo historii Gołdapi, które pozwala lepiej zrozumieć kulisy odbudowy kościoła.
Sławomir Romanowski

2 godzin temu














