Miała zaledwie 10 lat, gdy 1 września 1939 roku niemieckie bomby spadły na Wieluń. Irena Kowalczyk, świadek tragicznych wydarzeń i bombardowania wieluńskiego szpitala, zmarła w wieku 97 lat. Nie doczeka kolejnych obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej.
Jej wspomnienia, które pozostawiła w relacji z 2020 roku, były przejmującym świadectwem pierwszych godzin wojny. Opowiadała, jak po wybuchu pierwszych bomb jej matka uklękła wraz z córkami przed obrazem Matki Boskiej i modliła się, by – jeżeli mają zginąć – stało się to razem.
Rodzina schroniła się w piwnicy, a następnie ruszyła w stronę Warszawy. Po drodze Irena zobaczyła rannych i chorych przebywających w wieluńskim szpitalu. – „Zauważyłyśmy w szpitalu ludzi w oknach, chorych, którzy błagali o pomoc. Ja tego do końca życia nie zapomnę” – wspominała.
Te słowa, zarejestrowane przez nas 1 września 2020 roku, pozostają dziś szczególnie przejmujące.
Irena Kowalczyk była jednym z żyjących świadków tragedii, która rozpoczęła się nad ranem 1 września 1939 roku. Jej odejście przypomina, jak gwałtownie kurczy się grono osób, które mogą opowiedzieć o tamtych wydarzeniach z własnej pamięci.
W Wieluniu każdego roku o godz. 4:40, w godzinie rozpoczęcia bombardowania, rozlegają się syreny i bicie dzwonów. Uroczystości „Pamięć i przestroga” są hołdem dla ofiar i przypomnieniem o tragedii mieszkańców miasta.
Kolejny świadek odszedł. Pozostały wspomnienia, które – jak mówiła Irena Kowalczyk – nigdy nie powinny zostać zapomniane.

1 godzina temu















