
W poprzednim - tak udanym dla Górnika sezonie - zespół Michala Gasparika tylko dwukrotnie zdołał odwrócić losy spotkania, kiedy stracił bramkę jako pierwszy, a kilka prób powrotu do gry jak chociażby w meczach z Bruk-Bet Tarmalicą Nieciecza czy też Motorem Lublin okazały się nieskuteczne. Tym razem Zabrzanie zareagowali lepiej i ostatecznie ograli Śląsk Wrocław 2:1. Na jakie oceny zasłużyli poszczególni zawodnicy?
Philippe Schulze (7,25) - przy bramce był kompletnie bez szans, bo Przemysław Banaszak po prezencie od naszej defensywy znajdował się zbyt blisko. Natomiast w ostatniej minucie doliczonego czasu gry spotkania popisał się fenomenalną robinsonadą i obronił strzał z rzutu wolnego Piotra Samca-Talara. Poza tym nie miał zbyt wiele pracy, bo Śląsk rzadko znajdował się pod bramką Górnika, a najgroźniejsze w jego wykonaniu były stałe fragmenty gry.
Patryk Warczak (5,5) - debiut piłkarza przez zabrzańską publicznością i niestety nie będzie mógł go zaliczyć do udanych. Pomimo tego, iż goście jego stroną praktycznie nie atakowali, co pozwalało mu mocniej zaangażować się w poczynania ofensywne, to jednak tej szansy nie wykorzystał. Źle wyglądała jego kooperacja z Ivanem Ikią Dimim i w zasadzie można ją podsumować stwierdzeniem, iż piłkarze obok siebie biegali, ale nie stanowili duetu, który byłby zagrożeniem dla rywala. Wychowanek AP21 Kraków "zapłacił" za to zmianą już w przerwie.
Rafał Janicki (7,0) - doświadczony defensor nie miał w tym spotkaniu zbyt wiele pracy, bo Śląsk atakował sporadycznie. Przy napastnikach rywala znajdował się zwykle odpowiednio blisko, a walkę o górne piłki wygrywał. W sytuacji, kiedy gospodarze stracili gola po stracie piłki w swoim polu karnym był za daleko, by skutecznie interweniować.
Josema (5,5) - Hiszpan, który w poprzednim sezonie przyzwyczaił do solidności tym razem zanotował gorszy występ. Jego nonszalanckie podanie we własnym polu karnym zakończyło się stratą piłki, a po chwili także i golem. Widać było, iż to niefortunne zagranie wpłynęło na defensora, bo w jego grze pojawiła się nerwowość, a tym samym kolejny błąd, choć tym razem bez negatywnych skutków. W końcowej fazie meczu częściowo zmazał plamę, bo umiejętnie zgrał piłkę do Ivana Ikiego Dimi, a ten trafił przy słupku, czym zapewnił zwycięstwo Górnikowi.
Erik Janża (7,0) - w takich spotkaniach, kiedy przeciwnik myśli przede wszystkim o defensywie kapitan Trójkolorowych może w znaczącym stopniu pokazać swoje walory ofensywne. Dlatego też widzieliśmy Janżę w tym meczu często na połowie rywala, kiedy to wspomagał obiegiem skrzydłowych Górnika, czy też posyłającego precyzyjne dośrodkowania przed pole karne rywala. Do występu idealnego zabrakło tylko liczb.
Lukas Sadilek (6,25) - Czech starał się być w każdym miejscu na boisku, czy też wspomagając prawą stronę Górnika, by stworzyć możliwość do gry w trójkącie, czy tez w polu karnym rywala kiedy to próbował sięgnąć piłki głową po strzale Maksyma Chłania. W jednej tylko sytuacji mógł się zachować lepiej, kiedy to w obrębie pola karnego otrzymał piłkę, ale stojąc plecami do bramki Wrocławian zdecydował się na odegranie i to w dodatku niecelne do kolegi z zespołu zamiast próbować odwrócić się i oddać strzał na bramkę.
Maximilian Dietz (5,25) - patrząc przez pryzmat klasycznego defensywnego pomocnika, to jego występ na pewno należałoby uznać za poprawny, jednakże w systemie trenera Michala Gasparika rola piłkarza występującego na pozycji "6" jest znacząco bardziej obciążona zadaniami. Dietz zagrywał do kolegów "poprawne" piłki, ale żadna z nich nie była z gatunku tych budujących okazje, dlatego też Amerykanin przy takim a nie innym wyniku do przerwy (0:1) został po 45 min. gry w szatni, a na jego pozycję zszedł Urbański.
Kacper Urbański (7,5) - mało dobrej gry widowiskowo grającego piłkarza oglądaliśmy w pierwszej połowie. Wprawdzie raz po tym jak otrzymał piłkę w polu karnym "zatańczył" z obrońcami Śląska, ale strzał okazał się minimalnie niecelny. Ponadto zaliczył kilka niefrasobliwych przyjęć piłki i było go zdecydowanie zbyt mało "pod grą". Zmiana pozycji po przerwie znacząco pomogła, bo Urbański zaczynając niżej więcej grał futbolówką, a kilka indywidualnych akcji spowodowało, iż przez zabrzański stadion przemykały pomruki zadowolenia. Choć sporo w tym przypadku, to przy wyrównującym gola zapisał asystę, bo to jego prostopadłe podanie przeciął Jehor Macenko w taki sposób, iż Michał Szromnik nie miał szans dosięgnąć futbolówki.
Ivan Ikia Dimi (7,75) - kiedy w pierwszej połowie za partnera miał Patryka Warczaka, to ich kooperacja się nie układała. Francuz często z piłką się zatrzymywał i nie wiedział co dalej ma zrobić. Najczęściej wybierał wariant zejścia do strefy środkowej, ale zwykle kończyło się to stratą. Kiedy po przerwie jego partnerem został Roberto Massimo gra prawą flanką nabrała odpowiedniego dynamizmu. Kiedy miał już opuszczać boisko, a jego miejsce miał zająć Peter Gonzalez, Francuz po zgraniu Josemy uderzył zza pola karnego i trafił do siatki przy słupku, czym wywalczył sobie jeszcze kilka minut na boisku.
Erik Prekop (5,5) - nowy napastnik Górnika wykonał sporo pracy poza polem karnym, gdzie starał się zgrywać kolejne piłki lub utrzymywać posiadanie. W całym spotkaniu miał tylko jedną szansę na zdobycie gola, kiedy to po rzucie rożnym wykonywanym przez Erika Janżę doszedł do piłki i uderzył ją głową, ale na posterunku znajdował się Michał Szromnik i zdołał przenieść futbolówkę nad poprzeczką.
Maksym Chłań (6,0) - od pierwszych minut było widać, iż sztab szkoleniowy Śląska dobrze przeanalizował grę Górnika miał świadomość tego, iż Ukrainiec jest głównym motorem napędowym poczynań ofensywnych miejscowych. Przy filigranowym skrzydłowym często znajdowało się dwóch, a czasem choćby trzech rywali. Ten mając świadomość tego próbował swoich sił w strzałach z dystansu, ale za każdym razem przechodziły one obok bramki. Trener Gasparik chcąc coś zmienić, gwałtownie zdecydował się na zmianę zawodnika i wprowadzenie świeżego Taofeeka Ismaheela.
Zmiennicy
Roberto Massimo (6,25) od 46' za Warczaka - nie widzieliśmy do tej pory w oficjalnym meczu tego zawodnika na tej pozycji, ale wiedząc iż Śląsk prowadzi jedną bramką i będzie przede wszystkim się bronił, trener Gasparik potrzebował piłkarza o wysokich inklinacjach ofensywnych. I taki właśnie było Massimo, który z Ikią Dimim rozruszał prawe skrzydło i wprowadził sporo zamieszania w szeregach rywala. Dodatkowo, kiedy wymagała tego sytuacja, potrafił także skutecznie powstrzymywać przeciwników.
Sondre Liseth (6,25) od 46' za Dietza - do zbudowania przewagi w środku boiska i przetrzymania piłki Norweg wydawał się być idealnym kandydatem. I faktycznie taką rolę pełnił w drugiej połowie tego meczu, ale ocenę obniżają niedokładne podania, których zdarzyło się zbyt dużo, a jedno z nich - jeszcze na naszej połowie - mogło być brzemienne w skutkach.
Taofeek Ismaheel (6,0) od 64' za Chłania - wypoczęty zawodnik - z powodu kłopotów z wizą nie poleciał do Stambułu - w starciu z podmęczonym rywalem imponował szybkością i współpracą z Erikiem Janżą. Gdyby w polu karnym zachował więcej zimnej krwi, to być może występ ukoronowałby także zdobyciem gola.
Bastien Donio (NS) od 81' za Prekopa - grał zbyt krótko.
Ondrej Zmrzly (NS) od 89' za Ikiego Dimiego - grał zbyt krótko.

Kogut meczu - Ivan Ikia Dimi - dzięki jego przytomności Górnik zgarnął komplet punktów. Kiedy Josema zgrał mu sytuacyjną piłkę nie zastanawiał się długo, tylko prawą nogą kropnął zza pola karnego i piłka przeleciała pomiędzy zawodnikami stojącymi w polu karnym, a następnie wpadła do bramki przy słupku. Interweniujący Michał Szromnik nie miał szans na obronę.
Źródło: Roosevelta81.pl
Grafika: Roosevelta81.pl

















