
Dziewięć osób zginęło w katastrofie prywatnego odrzutowca Bombardier Learjet 60, który w niedzielę rozbił się w pobliżu ruchliwej drogi i osiedla mieszkalnego na Florydzie. Maszyna gwałtownie straciła wysokość, po czym uderzyła w ziemię i stanęła w płomieniach.
Do tragedii doszło około godziny 12:50 czasu lokalnego w rejonie Greenacres, w hrabstwie Palm Beach. Samolot wystartował z lotniska Austin-Bergstrom w Teksasie i leciał do North Eleuthera na Bahamach. Na pokładzie znajdowało się dziewięć osób. Jak poinformował amerykański sekretarz transportu Sean Duffy, nikt nie przeżył.
Odrzutowiec rozbił się w pobliżu sześciopasmowej drogi Military Trail. Uderzeniu towarzyszyła eksplozja i pożar, a fragmenty maszyny zostały rozrzucone po okolicy.
Szczególnie dramatyczny przebieg miały ostatnie minuty lotu. Z ujawnionych nagrań rozmów radiowych wynika, iż pilotka zgłaszała turbulencje, opady i oblodzenie. Załoga poprosiła o zgodę na wzniesienie się na wysokość 37 tysięcy stóp, licząc na poprawę warunków.
Wkrótce potem samolot zaczął gwałtownie tracić wysokość. Pilotka poinformowała kontrolerów, iż maszyna opada z prędkością około 10 tysięcy stóp na minutę. Następnie załoga nadała sygnał alarmowy Mayday.
– Zaraz się rozbijemy… Nie mamy już czasu! – miały brzmieć ostatnie słowa pilotki.
Według danych serwisu Flightradar24 w końcowej fazie lotu prędkość opadania przekraczała 30 tysięcy stóp na minutę.
Ostatnie sekundy katastrofy zarejestrowały kamery samochodowe. Na nagraniach widać samolot spadający niemal pionowo, a następnie eksplozję i kulę ognia. W miejscu uderzenia powstał głęboki krater.
Slow motion video of the plane crash in Palm Beach Florida moments ago.
Learjet 60 https://t.co/xEXbzQNj9v pic.twitter.com/cwH8thiKtm
— Brian Krassenstein (@krassenstein) November 1, 2026
Gubernator Florydy Ron DeSantis, który przybył na miejsce tragedii, porównał spadający odrzutowiec do pocisku rakietowego.
Według wstępnych informacji nikt na ziemi nie zginął. Służby zamknęły część Military Trail, a z pobliskiego osiedla domów mobilnych ewakuowano około 600 mieszkańców.
Katastrofa wydarzyła się około 14 kilometrów od rezydencji Mar-a-Lago należącej do prezydenta USA Donalda Trumpa. Prezydent opuścił tę okolicę jeszcze przed wypadkiem.
Przyczyny tragedii bada Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) przy współpracy z Federalną Administracją Lotnictwa (FAA). Śledczy przeanalizują warunki pogodowe, dane lotu, stan techniczny samolotu oraz działania załogi.
Choć w rejonie katastrofy występowały burze, turbulencje i oblodzenie, nie ustalono dotychczas, czy to właśnie pogoda doprowadziła do utraty kontroli nad maszyną.
This page imported from Bejsment

2 godzin temu













