Radni Rady Miejskiej w Tyszowcach zwrócili się z apelem do wojewody lubelskiego o wystąpienie do Rady Ministrów z wnioskiem o wprowadzenie stanu klęski żywiołowej na terenach dotkniętych suszą rolniczą. Jak podkreślają, straty w uprawach mogą sięgać choćby 90 procent produkcji rolnej.
W gminie Tyszowce, nazywanej fasolowym zagłębiem Lubelszczyzny, sytuacja jest szczególnie dramatyczna. Dla wielu gospodarstw skutki długotrwałej suszy mają wręcz katastrofalny wymiar i zagrażają ich dalszemu funkcjonowaniu.
Wicewojewoda lubelski Andrzej Maj zapewnia, iż rolnicy nie zostaną bez pomocy: – To jest sytuacja do analizy, ale wydaje mi się, iż jest przedwczesne, dlatego iż wtedy (przy stanie klęski żywiołowej – red.) są bardzo duże ograniczenia. To powoduje bardzo duże zakłócenia, jeżeli chodzi o funkcjonowanie tej części województwa i kraju. Susza hydrologiczna, która nas dotyka, jest bardzo uciążliwa. Będzie pomoc suszowa. Miejmy nadzieję, iż przynajmniej częściowo zrekompensujemy te straty.

– Takiego czegoś nie pamiętam już od ponad 50 lat – mówi Anna Pytel, sołtys sołectwa Wakijów. – Nie pamiętam, żeby – praktycznie rzecz biorąc – straty dochodziły do stu procent, bo w tej chwili można powiedzieć, iż jest to stuprocentowa strata. Najpierw była dosyć spora susza, bo wiadomo, iż już od jakiegoś czasu klimat się zmienia i to wszystko się tak kształtuje. Bardzo to wpłynęło na kwiat, którego było mniej niż powinno. Z początkiem lipca przyszły te rekordowe upały. Koło krzaczków to było w granicach 48-50 stopni Celsjusza. Ten kwiat został ugotowany, jakby ktoś go polał wrzątkiem. I ta roślinka już tak jakby obumarła. Zostały tylko liście. U nas, w moim gospodarstwie, fasola stanowiła największy procent uprawy. A nie ma praktycznie takiego gospodarstwa w gminie Tyszowce, które by nie stawiało na fasolę, bo to jest zagłębie fasolowe już od x lat.
– Dramatyczna sytuacja jest w uprawach fasoli, dyni – mówi Robert Bondyra, burmistrz Tyszowiec. – Wszystkich zbóż plony też będą dużo mniejsze. o ile chodzi o jęczmień zimowy, który był posiany na jesień, generalnie jest spadek o 50 procent plonów. To też jest bardzo dużo. W tej chwili można powiedzieć, iż fasola ma od 90 do 100 procent ubytków. Nie ma praktycznie zawiązek, kwiat opadł, nie odbuduje się. Tutaj rolnicy naprawdę mają ogromne straty. Wystosowaliśmy apel do wojewody 8 lipca. Do tej pory nie mamy żadnej odpowiedzi. Czekamy. Rolnicy też czekają. Czekamy na dalsze rozwiązania. Mamy też ręce związane jako samorząd. o ile nie będzie pomocy z góry, to nic tutaj nie możemy zrobić.

Co by dało wprowadzenie stanu klęski żywiołowej?
– Moglibyśmy szacować straty i pomóc rolnikom choćby w ulgach, w podatku rolnym – mówi Robert Bondyra. – To też uruchamia tę ścieżkę, która może nie zaspokoi rolników, ale w pewnej części też jako samorząd wyjdziemy z pomocą do rolników.
– Na pewno trzeba by nas było w jakiś sposób wspomóc, żebyśmy mogli wystartować w przyszłym roku – mówi Grzegorz Jurkiewicz. – Ponieśliśmy ogromne nakłady. o ile w tym roku nie zbierzemy niczego, to żeby chcieć zasiać na przyszły rok fasolę, to podejrzewam, iż jak zechce się kupić, to trzeba będzie 10 złotych za kg zapłacić.
– Rok mamy trudny, bo mieliśmy bardzo wysokie temperatury, szczególnie tam, gdzie owoce, to były te poparzenia, trudne zjawiska gradowe, deszcze ulewne i przymrozki, które nas nawiedziły – mówi Andrzej Maj. – Przygotowujemy się do tego, żeby wypłacać odszkodowania, szacujemy. Susza idzie przez aplikację, to jest w porozumieniu z IUNG-iem. Miejmy nadzieję, iż uda się przynajmniej w części te rzecz zrekompensować. Susza i demografia to będą przez najbliższe pięć lat największe wyzwania dla Polski. Trzeba kumulować wodę, budować zbiorniki. Trzeba ją wykorzystywać do rolnictwa w mądry sposób. Do tego mają służyć też pieniądze unijne.
– Dynia strasznie też przecierpiała z powodu suszy, bo dynia jest taką rośliną, która okrywa ziemię, powodując to, iż sama sobie zacienia – mówi burmistrz Robert Bondyra. – Ale zanim zakryła, to musiała trochę odcierpieć. Fasola jest taką najbardziej wiodącą na naszym terenie uprawą, która przynosiła dotychczas w miarę stabilne dochody, bo ta cena w granicach do 4 złotych sięgała, w zależności w jakich okresach. Przynosiła plon rzędu 2,5 tony. W tym roku podejrzewam, iż nie zbierzemy ani kilograma, bo nie będzie to opłacalne. Cały czas musimy inwestować. Zobowiązania finansowe, które mamy z ubiegłych lat, nie pozwalają na płynność i zachowanie ciągłości gospodarowania. Już jesteśmy pod kreską, ale myślę, iż w krótkim czasie będziemy na skraju opłacalności produkcji rolnej.
W ostatnich dniach z podobnym apelem do wojewody zwróciła się Rada Gminy Werbkowice.
MLac/ MaK/ opr. DySzcz
Fot. Marta Lackorzyńska

4 godzin temu


![Ekopiknik w Konopiskach! [WIDEO]](https://miejska.pl/wp-content/uploads/2026/01/logo-1024x125.jpg)











