„Opat Forever”. 30 lat rapu, poezji i życia po swojemu

2 dni temu
Trzy dekady na scenie, dziesiątki projektów, undergroundowa konsekwencja i własny język artystyczny. Tobiasz „Opat” Michalak ze Świdnika od 30 lat tworzy muzykę balansującą między klasycznym hip-hopem, psychorapem, poezją i filozoficzną refleksją. Z okazji jubileuszu opowiada o początkach, scenie lat 90., autentyczności, błędach, sztuce i życiu poza muzyką.
Początki

– Mija 30 lat od momentu, kiedy zacząłeś działać artystycznie. Pamiętasz ten pierwszy impuls — co Cię wtedy pchnęło w stronę tworzenia?

– Pamiętam doskonale. Ktoś zarapował mi na podwórku kilka wersów ze „Scyzoryka” i powiedziałem wtedy, iż też zostanę raperem. No i wiesz — dzień dobry po 30 latach. Opat przez cały czas tu jest, nawija, wydaje płyty jako zupełnie niezależny artysta.

– Jak wyglądała scena hip-hopowa w Świdniku i okolicach, kiedy zaczynałeś?

– Nie było sceny. Były pojedyncze składy i dużo konfliktów. To były lata 90. Ekipy raczej się nie lubiły. My trzymaliśmy z Epizodem i całym liceum. Pozdro WK KM, EPD, MTP. RIP EMZET.

– Czy pamiętasz swój pierwszy występ albo pierwszy nagrany numer?

– Pierwszy występ to był koncert psychorapowy na szkolnym apelu w podstawówce, w szóstej klasie. Zaczynaliśmy właśnie od psychorapu. Pierwsze nagrane numery to demo składu RedRap, który założyliśmy z ziomkami z osiedla — Trybanem i Sikorem.

– Gdy patrzysz na siebie sprzed 30 lat — co powiedziałbyś młodemu „Opatowi”?

– „Chłopie, miej więcej odwagi. Wyjedź do Warszawy, zrób karierę i nikogo nie słuchaj”.

Droga artystyczna i zmiany

– Twoja twórczość przeszła sporo etapów — od klasycznego rapu po bardziej refleksyjne i filozoficzne formy. Co było punktami zwrotnymi?

– Życie samo wskazywało ścieżki. Zaczynaliśmy od psychorapu, coś jak Kaliber 44, 3 X Klan czy Banita, ale w naszym stylu. To była nasza własna interpretacja. Były demówki nagrywane na kasetach, później Versooz i kolejne materiały: „Versooz Analepata”, „Analepacja Wszech-Wnętrz”, „Kukiełki wypełzły z korytarzy”, demo „Korytarzy”, a także moje solo „Opactwo otworem stoi”.

– Nie chciałem się zapętlać. Każda moja płyta jest inna. Punktem zwrotnym było przejście od psychorapu do bardziej eksperymentalnych brzmień, żywych instrumentów, później do klasyki, boombapu i newschoolu, żeby znowu wrócić do klasyki.

– Czy był moment, w którym chciałeś zrezygnować z muzyki?

– Chyba każdy artysta ma taki moment. Nie pamiętam dokładnie kiedy, ale przez kilka życiowych sytuacji zwątpiłem w sens robienia muzyki.

– Jak zmieniło się Twoje podejście do pisania tekstów na przestrzeni lat?

– Dziś stawiam na krótsze teksty, bardziej dopracowane lirycznie, ale przez cały czas pełne spontaniczności, której często brakuje.

– Co dziś jest dla Ciebie ważniejsze — forma czy przekaz?

– Oba aspekty są dla mnie równie ważne. Lubię bawić się formą, ale stawiam też na bardzo głęboki przekaz.

Rap, poezja i filozofia

– Jesteś absolwentem filozofii. Na ile ta dziedzina realnie wpływa na Twoje teksty?

– Staram się przemycać w swoich tekstach dużo skomplikowanych treści, ale łączyć je z prostszymi wersami.

– Twoje utwory często balansują między rapem a poezją. Czujesz się bardziej raperem czy poetą?

– Jestem w 100 procentach raperem i w 100 procentach poetą. Nie ma tutaj podziału. To są po prostu różne dziedziny sztuki. Kiedy nawijam — jestem raperem. Kiedy piszę wiersze — poetą. Sam proces pisania można jeszcze porównywać, ale sposób podania jest już zupełnie inny.

– Czy pisanie to dla Ciebie bardziej sposób ekspresji czy forma porządkowania myśli?

– Te dwie rzeczy się łączą. Forma ekspresji w rapie jest zawsze uporządkowana, bo rap ma swój własny kanon tworzenia.

– Czy są tematy, których świadomie unikasz?

– Nie. Wręcz przeciwnie. Staram się łamać tematyczne bariery i schematy.

Underground, scena i autentyczność

– Działasz głównie w undergroundzie. To świadomy wybór czy efekt drogi, którą przeszedłeś?

– To raczej wybór podyktowany życiem. Nie miałem aż takiej śmiałości, żeby rozpychać się łokciami i wchodzić oknem, kiedy wyrzucają mnie drzwiami. Nie latałem za nikim. Po prostu robiłem muzykę i nie patrzyłem na marketing. Dziś uważam, iż to był błąd.

– Jak oceniasz dzisiejszą scenę hip-hopową w regionie?

– Znam osobiście wielu graczy, choć to raczej starzy wyjadacze niż młode pokolenie. Wiele osób wraca dziś do swoich pasji, bo po latach zrozumieli, iż to jednak ma sens. Oceniam tę scenę pozytywnie.

– Czy lokalność pomaga czy przeszkadza w rozwoju artystycznym?

– Na pewno nie przeszkadza. Trzeba mieć szacunek do swojego podwórka i swoich ludzi, ale nie można zamykać się tylko w tym świecie.

– Co Twoim zdaniem odróżnia „starą szkołę” od młodego pokolenia?

– Największa różnica to poziom autentyczności. Dziś wielu młodych ludzi klei wersy o wygrywaniu życia, a później szarpie się o stówkę za support. Nie ma żadnej ulicznej weryfikacji. Ja nigdy nie musiałem nikogo przekonywać, iż jestem prawdziwy. Każdy wers, który położyłem, był zgodny ze mną. Różni nas też wiedza o sztuce i muzyce, wiara w ideały i brak kompletnej komercjalizacji rapu.

Projekty i współprace

– Współtworzyłeś różne składy, m.in. Versooz czy Elizjum. Który projekt był dla Ciebie najważniejszy?

– Nie potrafię tego rozdzielić, bo każdy projekt był inny. Jeden rozpadł się przez konflikty interpersonalne i wygórowane ego, drugi przez konflikty z prawem i uliczne zasady. Jak mawia klasyk — życie weryfikuje składy.

– Jak wyglądała kooperacja w czasach, kiedy nie było takiego dostępu do technologii jak dziś?

– Było więcej spotkań, wspólnego pisania na kartkach, prób, freestyle’u do czwartej rano na przystankach autobusowych. Była wspólnota. Technologia ułatwia realizację, ale oddala ludzi. O relacje trzeba dbać.

– Czy jest ktoś, z kim zawsze chciałeś nagrać numer?

– To trudne pytanie, bo takich osób było wiele. Kiedyś był to Faja z Układu Warszawskiego, ale dziś jesteśmy kolegami i mamy już kilka wspólnych numerów.

Twórczość dziś

– przez cały czas jesteś aktywny. Co dziś daje Ci największą satysfakcję w tworzeniu?

– Mogę wypowiadać się na trudne tematy i nie muszę nikogo pytać o zgodę. Piszę o tym, co leży mi na sercu. Nie z każdym możesz tak porozmawiać, a muzyka zawsze cię wysłucha.

– Jak wygląda Twój proces twórczy obecnie? To bardziej spontaniczne czy zaplanowane działanie?

– Logistycznie wszystko jest zaplanowane, ale samo pisanie przez cały czas daje mi frajdę i radość. Oczywiście jest też dyscyplina twórcza, warsztat i techniki pisania, ale cały czas jest w tym zajawka.

– Czy czujesz jeszcze potrzebę udowadniania czegokolwiek w muzyce?

– Bez tej potrzeby nie warto nic robić. przez cały czas jestem hip-hopowym, zbuntowanym hipisem.

30 lat później

– Co uważasz za swój największy sukces przez te 30 lat?

– To, iż żyję. Byłem w różnych szemranych miejscach i obracałem się w hardcorowym środowisku. Wiele lat walczyłem ze swoimi słabościami, więc to jest mój największy sukces. Drugi to fakt, iż nigdy nie przestałem tworzyć.

– A największa porażka lub najważniejsza lekcja?

– Lekcja jest taka, iż przyjaciele i znajomi często znikają, kiedy pojawiają się problemy. A porażka? Brak potomstwa.

– Czy jest jakiś utwór, który najlepiej podsumowuje Twoją drogę?

– Wymienię trzy: „Historia” z płyty „Birbant”, „Przystanki” z albumu „Palladium” oraz „Historia zespołu, który nie istnieje” grupy Versooz z płyty „Przemijać”.

– Jak chciałbyś, żeby Twoja twórczość została zapamiętana?

– Chciałbym, żeby ludzie zapamiętali mnie jako prawdziwą osobowość twórczą i kompletnego rapera, który poruszał się w różnych stylistykach. Opat Forever.

Życie poza muzyką

– Jak przez te lata udawało Ci się łączyć życie prywatne z działalnością artystyczną?

– Różnie z tym bywało. Prowadziłem bardzo burzliwe życie osobiste i artystyczne.

– Bycie artystą to bardziej dar czy ciężar?

– Czasem dar, bo tworzysz coś z niczego. Czasem przekleństwo, bo funkcjonujesz trochę w innej galaktyce. Bywasz nieobecny i trudno z tobą wytrzymać.

– Co robisz, kiedy nie tworzysz?

– Uczę projektowania witryn internetowych i zajmuję się grafiką.

Przyszłość

– Masz jeszcze jakieś artystyczne marzenia?

– Najważniejsze to móc spokojnie tworzyć. Kocham sztukę w każdej formie.

– Czy planujesz coś specjalnego z okazji 30-lecia?

– Kilka koncertów, osiem projektów wydawniczych, edycje winylowe i kolekcjonerskie wydania CD. Już zaczęliśmy takie działania — wyszedł winyl „Palladium”, lada moment pojawią się „SzaiboT” i „Dyskobol”. Kolejne rzeczy to „Total Mental Bękart” oraz „Opat Ośka – SuperMelanż”.

– Jak widzisz siebie za kolejne 10 lat?

– Widzę siebie w Bentleyu kupionym za prawdziwy rap. przez cały czas jako bezkompromisowego człowieka i twórcę.

Na zakończenie

– Czym dla Ciebie dziś jest hip-hop?

– przez cały czas piękną kulturą i formą wyrazu, którą pokochałem wiele lat temu.

– Gdybyś miał zostawić czytelnikom jedną myśl — co by to było?

– Nie dajcie sobie wmówić, iż coś, co kochacie, nie jest dla was.

– Jedno słowo, które podsumowuje Twoje 30 lat?

– Opat.

Aleksander Okoń

Idź do oryginalnego materiału