Orzeł, który stracił wysokość. O kulisach gali i zmarnowanym prestiżu. Manifest sprzeciwu redaktora naczelnego Moje-Gniezno.pl

2 miesięcy temu

Piątkowa, 21. Gala Orła Gnieźnieńskiego Sportu była dla mnie momentem granicznym. Po kilku latach narastającego rozczarowania, po kolejnych edycjach, po których wracałem do domu z moralnym kacem, zdecydowałem się powiedzieć to głośno. Nie w kuluarach. Nie na zamkniętym forum kapituły. Publicznie.

To był mój ostatni raz jeżeli tak to ma wyglądać.

Nie mogę dalej firmować swoim nazwiskiem i marką portalu wydarzenia, z którym coraz mniej się utożsamiam. Nie mogę udawać, iż wszystko jest w porządku, skoro wiem, jak wygląda proces głosowania i jak bardzo rozmija się on z ideą rzetelnej, uczciwej i profesjonalnej oceny dorobku gnieźnieńskich sportowców.

Sportowcy mają święto. My robimy „odhaczenie”

Z perspektywy zawodników gala jest wielkim wydarzeniem. Świętem, ukoronowaniem ciężkiej pracy, lat treningów, wyrzeczeń, kontuzji i walki o wyniki. I to trzeba powiedzieć jasno – oprawa wydarzenia jest na bardzo wysokim poziomie. Scenografia, realizacja, prowadzący – wszystko wygląda profesjonalnie. Problem zaczyna się wcześniej. Znacznie wcześniej. W momencie, w którym to, co powinno być merytorycznym procesem wyboru najlepszych, staje się formalnością. Odhaczeniem obowiązku. Szybką procedurą, która bardziej przypomina szkolną kartkówkę niż poważny plebiscyt sportowy.

Od lat powtarzam to samo: głosowanie nad Orłami trwa krócej niż próbne matury w szkołach średnich. A przecież mówimy o podsumowaniu całego roku sportowego w mieście.

Kiedyś były narady. Dziś jest godzina „na szybko”

Jeszcze kilka lat temu wyglądało to zupełnie inaczej. Kapituła spotykała się kilka razy. Dyskutowaliśmy. Wymienialiśmy argumenty. Przekonywaliśmy się nawzajem. Uzupełnialiśmy wiedzę. To było i jest normalne, iż ktoś nie znał osiągnięć zawodnika z niszowej dyscypliny. Od tego były rozmowy.

Dziś? Jedno spotkanie. Jedna godzina. I to nie w pełnym składzie.

W każdym roku co najmniej kilka osób z kilkunastoosobowej kapituły głosuje osobno. To także jest normalne – czasami nie pasują terminy. Dlatego kiedyś było kilka narad, spotkań, a ostatnie głosowanie odbywało się choćby przed samą galą. Na spotkanie przed galą poświęcaliśmy więcej czasu niż teraz na to jedno, podczas którego głosujemy nad wszystkim. Reszta – nieobecni – głosują „kiedy może”, „zdalnie”, „jutro”, bo nie ma więcej terminów. W takich warunkach nie da się prowadzić poważnej debaty.

Efekt? Głosowania oparte na tym, „na czym ktoś był”, a nie na realnej analizie osiągnięć. Słyszę, iż ktoś głosuje na jedną imprezę, bo nie dotarł na inną. To jest absurd. To jest zaprzeczenie idei kapituły.

Głos Szymona Karolczyka – trafiony w punkt

W sobotę głos zabrał Szymon Karolczyk, zawodnik KSW, jedyny reprezentant Gniezna w tej federacji. Jego wpis w mediach społecznościowych odbił się szerokim echem – i słusznie.

Zwrócił uwagę na brak zaproszenia na galę, mimo międzynarodowych występów, trzech zwycięstw z rzędu w KSW, reprezentowania miasta na arenie światowej. Podkreślił też raptem drugie miejsce Kacpra Garczyńskiego – mistrza świata IBJJF No-Gi, autora 44 medali w jednym roku.

Komentarze internautów mówią same za siebie: „układy”, „kolesiostwo”, „robione dla swoich”. To nie są odosobnione opinie. To głos środowiska sportowego. I niestety (lub właśnie stety) – ten głos jest coraz trudniejszy do zignorowania.

Zaproszenia, których zabrakło… i miejsca, które się znalazły

Jako kapituła nie mamy wpływu na listę zaproszonych gości. To część organizacyjna, za którą odpowiada tylko i wyłącznie organizator. Ale trudno przejść obojętnie obok faktu, iż przy stołach siedzieli mecenasi miasta, zaproszeni goście, osoby niezwiązane bezpośrednio z nominacjami, a dla zawodnika KSW zabrakło miejsca.

Przy naszym stole finalnie było pięć osób, które wchodziły w skład kapituły, dwie reprezentujące nieobecnych członków kapituły. Reszta nie przyszła. Maciej Januchowski z Waszego Radia FM i współtworzący ze mną podcast „O tym mówi Gniezno” publicznie deklarował, iż odda swoje zaproszenie sportowcowi, jeżeli zajdzie taka potrzeba. To pokazuje skalę absurdu. Macieja faktycznie nie było na gali, nie było także zastępstwa, więc jego miejsce finalnie pozostało puste. Mógł zająć je Szymon Karolczyk lub ktokolwiek inny.

Super Orzeł, Super Czempion i chaos nagród

Kolejna sprawa to inflacja wyróżnień. Kiedyś była jedna nagroda prezydencka – Super Orzeł. Teraz pojawił się Super Czempion. I pojawia się pytanie: czy „Super” nie sugeruje, iż to nagroda ważniejsza niż Orły przyznawane przez kapitułę? Mamy już medale koronacyjne, milenijne, królewskie, zestawy okolicznościowe. choćby my, dziennikarze, gubimy się, kto co wręcza i za co. To nie jest przejrzyste. To nie jest czytelne. To nie buduje prestiżu – to go ujmuje.

Kiedyś choćby prezydent nie znał wyników

Były czasy, kiedy wyniki znała wyłącznie kapituła i prowadzący galę – co także w pewnym momencie uległo zmianie, po małej wpadce na scenie. Ostatnie głosowanie odbywało się na kilka godzin przed galą. Liczenie głosów odbywało się przy nas. Wyniki trafiały do zamkniętych kopert i były otwierane na scenie.

Dziś? Tego już nie ma. I choć nikt nikogo oficjalnie nie oskarża, to zaufanie do procesu zostało poważnie nadwyrężone. Znowu ujmujemy prestiżu. Na statuetkach nie były wpisane imiona i nazwiska zwycięzców, ponieważ nikt ich nie znał i kolejność mogła ulec zmianie choćby przed samą galą.

To nie szantaż. To manifest

Dlatego mówię wprost: 21. Gala Orła Gnieźnieńskiego Sportu była moją ostatnią jako członka kapituły jeżeli forma debaty nad osiągnięciami zawodników i głosowanie nie ulegnie zmianie. To nie jest szantaż. To nie jest obrażanie się. To moja forma powiedzenia „przepraszam” wszystkim sportowcom, trenerom i działaczom, którzy czują się pominięci. Macie do tego pełne prawo. Ja czuję się źle z tym, iż Wy czujecie się źle po wydarzeniu, które naprawdę z zewnątrz wygląda na top-prestiżowe. Nasze głosowania trwały krócej, niż Wasz jeden trening – taka jest prawda.

Nie pobieramy wynagrodzenia za udział w kapitule. I bardzo dobrze. Ale skoro już poświęcamy swój czas – róbmy to na maksimum. Zorganizujmy kilka spotkań. Przeanalizujmy dane. Porozmawiajmy. Spójrzmy na siebie w lustro następnego dnia. Bo to nie jest kartkówka. To jest coroczny egzamin zawodowy z gnieźnieńskiego sportu. Uważam, iż od kilku lat nie zaliczamy go choćby na 50 procent. Dłużej siedzimy na spotkaniach świąteczno-noworocznych z włodarzami, niż debatujemy i głosujemy nad wynikami ikon lokalnego sportu. Wstyd.

Gala straciła prestiż. I to boli najbardziej

Organizacyjnie gala jest topowa. Ale merytorycznie – kuleje. A bez uczciwego procesu wyboru choćby najlepsza oprawa nie uratuje prestiżu. Dlatego mówię „dość”. Nie mogę podpisywać się pod czymś, co coraz bardziej przypomina plebiscyt towarzyski, a coraz mniej rzetelne podsumowanie sportowego roku.

Jeśli mamy robić Orły – róbmy je tak, żeby były powodem do dumy. Dla sportowców. Dla miasta. Dla nas wszystkich. Bo gnieźnieński sport zasługuje na znacznie więcej.

Idź do oryginalnego materiału