Paweł Bochniewicz: Gdybym miał trochę grubszą łydkę, ta piłka by nie przeszła

roosevelta81.pl 2 miesięcy temu

Paweł Bochniewicz pojawił się na boisku w drugiej połowie meczu z Rakowem Częstochowa w miejsce kontuzjowanego Josemy i utrzymał spokój w szeregach defensywnych Górnika Zabrze. Po końcowym gwizdku sędziego doświadczony obrońca w rozmowie z serwisem Roosevelta81.pl ocenił przebieg meczu z Medalikami.

Zwycięstwo nad Rakowem nie tylko było przełamaniem, ale osiągnęliście je też w efektownym stylu.

- Raków to jest bardzo mocny zespół. Myślę, iż mogli też odczuwać to, iż grają bardzo dużo spotkań. Muszą przez to rotować ten skład, a my wyszliśmy pierwszym garniturem. To był pewnie dla nas jakiś handicap, ale z przebiegu całego spotkania byliśmy zespołem lepszym.

Szczególnie dobrze wyglądaliście w pierwszej połowie, gdzie strzeliliście dwie, a mogliście zdobyć trzy bramki.

- W pierwszej połowie osiągnęliśmy założone cele i do przerwy schodziliśmy z przewagą. Później chcieliśmy bronić tego wyniku, Raków musiał gonić straty. Wielu dogodnych sytuacji sobie nie stworzyli.

Byłeś blisko przy akcji bramkowej dla Rakowa. Jak ona wyglądała z Twojej perspektywy?

- Wyblokowałem trochę tę piłkę zagrywaną przed bramkę, gdybym miał trochę większą łydkę pewnie by nie przeszła. Niestety trafiła pod nogi piłkarza Rakowa przed bramką i tak rywale zdobyli bramkę kontaktową. Ostatecznie stworzyli tylko jedną taką sytuację, a my strzeliliśmy tych bramek trzy, więc myślę, iż wygraliśmy zasłużenie.

Na boisko wszedłeś po kontuzji Josemy, który ucierpiał po jednej z interwencji.

- Jose odczuwał już jakiś dyskomfort przed meczem i choćby jak z nim rozmawiałem, mówił, iż być może poprosi o zmianę. Ja byłem cały czas gotowy, wszedłem na boisko i udało nam się utrzymać tę przewagę, jaką mieliśmy wypracowaną na boisku.

Kropką nad "i" było trzecie trafienie dla Górnika, po którym mogliście być chyba spokojni o końcowy wynik.

- Trener Michniewicz mówił, iż 2:0 to jest niebezpieczny wynik. Rzeczywiście, tak jest. Prowadzisz dwoma bramkami, myślisz, iż masz bezpieczną przewagę, potem tracisz jedną bramkę, robi się 2:1 i zaczyna się palić. Dobrze, iż Lukas Sadilek strzelił trzecią bramkę i dał nam oddech. Wiedzieliśmy wtedy, iż wynik jest już przesądzony.

Rozmawiali: KaWr & Luq

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

Idź do oryginalnego materiału