Pięknie tu, ale dlaczego wszędzie kupy? – pyta czytelniczka

17 godzin temu

„Kupka tu, kupka tam, zawsze w woreczek zbiera ją pan” – tego typu rymowanki raczej na ulicach Przasnysza usłyszeć nie można. Tak przynajmniej twierdzi nasza czytelniczka, która przesłała do nas w sprawie zabrudzonych chodników, rozpaczliwego e-maila.

„Wiem, iż temat był wielokrotnie poruszany w różnych mediach, ale to co się dzieje w ostatnim czasie, przechodzi ludzkie pojęcie. Są w naszym mieście uliczki, gdzie nie można przejść chodnikiem – no chyba, iż slalomem – by nie wdepnąć w psie odchody. I nie mówię tu o ulicach mało uczęszczanych, ale osiedlowych uliczkach, którymi codziennie przechodzi mnóstwo ludzi, przejeżdżają rowery, wózki dziecięce itd.” – pisze do naszej redakcji przasnyszanka.

„Chcemy od władz miasta różnych udogodnień w mieście, a nie potrafimy zadbać o czystość. To nie jest grzeczność właścicieli psów, a ich … (tutaj czytelniczka używa słowa na „z”, które choć nieco wulgarne, do psich kup spójnie nawiązuje – red.) obowiązek, którego niespełnienie jest wykroczeniem w myśl przepisów kodeksu karnego. A ustawodawca przewiduje za to wykroczenie mandat do 500 zł.” – dodaje.

„Konsekwencje takiego olewania sprawy przez miłośników psów są tragiczne. Żadna zieleń, ławeczki czy place zabaw nie będą miały uroku, jak będą zanieczyszczone. Ba! Strach choćby wejść na taki plac, żeby nie wrócić z miną na bucie” – pisze.

My zdecydowaliśmy się, elektroniczny list czytelniczki opublikować, gdyż rzecz, o której pisze jest zauważalna i irytująca dla wielu osób. I pewnie ciężko znaleźć kogoś, komu w tego typu minę, na mieście wejść się nie zdarzyło. Naprzeciw problemowi kilka lat temu wyszły miejskie władze, które zamontowały kosze z woreczkami na psie odchody. Czy to pomogło? W jakimś stopniu na pewno, gdyż na ulicach widać coraz więcej osób, które po kupę swojego pupila schylają się i pakują ją w woreczek. Zdarza się widzieć i takich, którzy przychylają się w momencie, kiedy zobaczą wokół siebie przechodniów, by następnie gwałtownie wstać i dziarskim krokiem oddalić się od miejsca wstydu.

Nierzadko spotkać można też widoki jak na zdjęciach: kosz na psie odchody wypełniony śmieciami, które zdecydowanie kupami nie są. Z rozmowy z pracownikiem MZGKiM, który w momencie, kiedy robimy zdjęcie, przejeżdża, by kosz opróżnić, wynika, iż to nie są wyjątkowe sytuacje.

– Ostatnio przejeżdżając spotkałem pana, który podszedł do kosza na psie odchody z całą reklamówką butelek i zaczął je tam upychać. Kiedy zwróciłem mu uwagę, gwałtownie je wyjął twierdząc, iż nie miał pojęcia, iż ten kosz do tego nie służy – mówi nasz rozmówca.

My zachęcamy do dbania o wspólną przestrzeń. To nie strach przed karami powinien kierować naszym działaniem, a troska o wspólne dobro. Pozostawienie psich odchodów w przestrzeni publicznej stanowi bowiem zagrożenie dla zdrowia ludzi, szczególnie dla dzieci, które są bardziej narażone na kontakt z bakteriami i larwami. Rozkładające się odchody mogą przenosić szkodliwe bakterie, wirusy i pasożyty.

Brak sprzątania po psach, co najbardziej istotne, prowadzi zdecydowanie do pogorszenia estetyki miejsc publicznych. A tą, chcemy cieszyć się wszyscy!

ren

Idź do oryginalnego materiału