Jeszcze kaloryfer jest ciepły. Jeszcze herbata paruje szybciej niż myśli. Jeszcze rano wychodzimy z domu w kurtce, która pamięta listopad. A jednak… coś się zmienia. Dzień jest wyraźnie dłuższy. Światło wpada do mieszkania pod innym kątem. Słońce na chwilę zatrzymuje się na ścianie, na stole, na podłodze. I nagle w głowie pojawia się ta myśl — niepozorna, ale uporczywa: „A może by tak… coś posiać?”