Tomasz Kominek to nie tylko samorządowiec, radny miasta i dyrektor delegatury urzędu marszałkowskiego – to także maratończyk, który ukończył już kilka biegów długodystansowych. Na rosnącej liście pokonanych tras znajdują się m.in. Półmaraton Dwóch Mostów w Płocku oraz największy – nowojorski maraton.
Tym razem ukończył kolejne wyzwanie – maraton w Barcelonie. Jak mówi w rozmowie z Portalem Płock, dystans ten pokonał w swoim rekordowym czasie. Nie była to jednak prosta przeprawa. Dlaczego?
Portal Płock: Czy po wyzwaniu biegowym w Nowym Jorku maraton w Barcelonie był prostszym przedsięwzięciem?
Tomasz Kominek: Mogłoby się tak wydawać, a jednak nie! [śmiech]
PP: To inaczej: skoro zdawał Pan sobie sprawę, iż maraton w Barcelonie może być równie ciężki jak ten w Nowym Jorku, to skąd pomysł, by się go podjąć?
TK: Bieganie stało się moim hobby, które zdominowało mój czas prywatny. To była długa droga. Jak to bywa w życiu – kiedy pojawił się ból pleców, trafiłem do swojego przyjaciela, który nie tylko doprowadził mój kręgosłup do formy, ale też zaszczepił we mnie pasję do uprawiania sportu. Takim dużym wyzwaniem i przełomem było dla mnie przebiegnięcie Półmaratonu Dwóch Mostów, który – moim zdaniem – jest jednym z najtrudniejszych w kraju. Później pojawiły się pomysły, takie jak maraton w Nowym Jorku, a kiedy to marzenie zostało zrealizowane, zacząłem myśleć o kolejnych.
PP: No i pojawiła się idea ukończenia maratonu w Barcelonie. Od pomysłu do czynu!
TK: To był duży maraton – rekordowa liczba uczestników na starcie, bo aż 32 tysiące osób, a wśród nich ja, walczący i próbujący swoich sił.
PP: To kolejny maraton, a mimo to mówi Pan, iż nie było łatwiej. Dlaczego?
TK: Bo to za każdym razem jest walka. Przynajmniej dla mnie! Musimy zdać sobie sprawę, iż ten dystans jest zawsze silniejszy niż zawodnik. Nieważne, w jakiej klasie startujesz, nieważne, jakie masz ambicje. Myślę sobie, iż jeżeli wystartuję w kolejnym, to przed startem uklęknę i powiem: „daj mi to przeżyć, drogi maratonie”! [śmiech]
PP: No i udało się przeżyć! Jak wyglądała ta przygoda w Barcelonie?
TK: W piątek polecieliśmy i po pracy byliśmy już w Barcelonie. Popołudnie i wieczór dobrze nas nastroiły – było około 13 stopni, trochę słońca, więc udaliśmy się na spacer. Jednym z punktów był oczywiście stadion, na którym gra Robert Lewandowski. Na drugi dzień mieliśmy zaplanowane targi maratońskie i odbiór pakietów startowych. Niestety, dzień później przywitała nas zima – 6 stopni i deszcz! Szukaliśmy sklepów z płaszczami i skarpetami na zmianę [śmiech]. Na szczęście w dniu startu, w niedzielę, pogoda się uspokoiła – było słonecznie, wiał delikatny wiatr.
PP: Nic, tylko biegać!
TK: Idealne warunki! Trasa prowadziła przez centrum miasta, ulicami, na których było sporo cienia. Ustawiłem zegarek na odpowiednie tętno i ruszyłem. Pierwsze 5 km – bajka, kolejne też, następne równie bajeczne. Pomyślałem: „Boże, idealnie co do sekundy zamknąłem pierwszy etap maratonu!”
PP: Ale bajka się skończyła?
TK: Bardzo szybko! [śmiech] Kolejne kilometry prowadziły wokół bazyliki Sagrada Família, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Biegnę – czas idealny, żywienie się zgadza, nawodnienie też… i przyszedł 28. kilometr, kiedy wybiegliśmy na otwartą przestrzeń. Wiatr ucichł, skończył się cień, a słońce zaczęło mocno grzać prosto w głowę. Zaczęły się kryzysy – nie tylko u mnie, ale i u innych. Skurcze, omdlenia, krwotoki z nosa… Udzieliło mi się to bardziej psychicznie niż fizycznie.
PP: Jak udało się pokonać kryzys?
TK: Tu pomaga głowa i pozytywne myślenie. Trzeba to przetrwać, a potem nagle pojawia się „drugie życie”. Cały bieg zajął mi 4 godziny i 46 minut netto. To był też czas na refleksję, analizę i wyciągnięcie wniosków. Mamy Wielki Tydzień – polecam każdemu taką aktywność.
PP: Na koniec muszę zapytać: czy kolejny maraton jest już na Pana celowniku?
TK: Tak! [śmiech] To będzie jeden z sześciu największych. 26 września spróbujemy zmierzyć się z trasą szybkiego, dynamicznego maratonu w Berlinie. Na starcie może stanąć choćby 50–60 tysięcy osób. Jestem już po pierwszym tygodniu przygotowań. Trzymajcie kciuki za mój start w BMW Maratonie Berlińskim – to jeden z sześciu największych maratonów na świecie. Mój kolejny!













