Alojzy Piontek fot. Stanisław Jakubowski23 marca 1971 roku - w KWK Rokitnica, na głębokości 780 metrów - doszło do silnego tąpnięcia, które zasypało chodnik, grzebiąc pod ziemią 11 górników. Dziesięciu z nich zginęło. Jednak 30 marca, po 158 godzinach - blisko siedmiu dobach dramatycznej akcji ratunkowej - spod zwałów wydobyto żywego Alojzego Piontka.
Podczas pracy w kopalni doszło do tragicznego w skutkach zdarzenia - tąpnięcia lub zawalenia się stropu (według różnych relacji). Dziewiętnastu pracujących w rejonie zawału górników znalazło się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Ośmiu z nich udało się wydobyć z lekkimi obrażeniami w ciągu pierwszych kilku godzin akcji ratowniczej. Dziesięciu kolejnych wydobywano już w kolejnych dniach, żadnemu z nich nie udało się ujść z życiem...
Ostatnim poszukiwanym był Alojzy Piontek, którego poszukiwania trwały niemal tydzień. - Idziemy zawsze po żywego - głosi stara prawda ratownika górniczego, ale tutaj nadzieja gasła z każdą uciekającą godziną. Warunki pod ziemią nie pozostawiały złudzeń: brak powietrza, ogromny nacisk skał, brak dostępu do pożywienia i wody.
A jednak 30 marca 1971 roku wydarzyło się coś, czego wielu nie potrafiło racjonalnie wyjaśnić. Po niemal tygodniu poszukiwań ratownikom udało się dotrzeć do zasypanego górnika. Ku ich zdumieniu - Alojzy Piontek żył.
Jeszcze większe zaskoczenie wywołało jego pierwsze pytanie po odnalezieniu. Zamiast pytać o los kolegów czy swój stan zdrowia, miał zapytać: "A jaki był wynik meczu Górnika Zabrze?".
To zdanie przeszło do lokalnej legendy. Pokazywało nie tylko niezwykły spokój ocalałego, ale i głęboko zakorzenioną w śląskiej kulturze miłość do piłki nożnej i dumę z chłopców z Zabrza, którzy należeli wówczas nie tylko do hegemonów na polskich boiskach, ale także odnosili wielkie sukcesy w Europie, jak chociażby finał Pucharu Zdobywców Pucharów z Manchesterem City w 1970 roku.
Ujście z życiem Piontka uważano za cud. I trudno nie doszukiwać się w całym zdarzeniu działania Bożej opatrzności. W zawalonym na odcinku 72 metrów górniczym chodniku górnik został przyciśnięty styliskiem od łopaty. W dramatycznej walce o życie zdołał przeciąć je fragmentem blaszki z lampki górniczej przymocowanej do kasku. Następnie przeczołgał się do niewielkiej, niezasypanej niszy, gdzie przetrwał ponad sześć dób i 14 godzin, w totalnej ciemności, pijąc własny mocz...
Historia jego ocalenia stała się jednym z najbardziej poruszających świadectw ludzkiej determinacji w polskim górnictwie. W 1971 roku śląski reżyser Antoni Halor poświęcił Piontkowi film dokumentalny Czarne słońce. Jego losy opisano również w książce Zawał autorstwa Janusza Roszki, a także przedstawiono w komiksie 508, alarm.
W ostatnich latach życia Piontek zmagał się z ciężką postacią pylicy - choroby zawodowej dotykającej wielu górników. Zmarł w wieku 70 lat i został pochowany na cmentarzu w zabrzańskiej Rokitnicy.
Po jego śmierci w polskim górnictwie odnotowano jeszcze jedną podobną, zakończoną sukcesem akcję ratowniczą. 27 listopada 2006 roku, po katastrofie w kopalni Halemba, uratowano górnika Zbigniewa Nowaka, który przetrwał samotnie w zawale przez 111 godzin.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Stanisław Jakubowski















