Po śmierci ciężarnej rodzina domaga się od świdnickiego szpitala zadośćuczynienia

1 godzina temu
Zdjęcie: zdjęcie ilustracyjne, pixabay


Rodzina 32-letniej Anny, która zmarła w czerwcu 2021 roku w wyniku powikłań związanych z obumarciem płodu, domaga się od świdnickiego szpitala oraz od towarzystwa ubezpieczeniowego zadośćuczynienia. Bliscy są przekonani, iż decyzja o usunięciu martwego płodu zapadła zbyt późno. Śledztwo prokuratorskie w tej sprawie zostało umorzone.

zdjęcie ilustracyjne, pixabay

Anna wraz z mężem Łukaszem zgłosiła się do szpitala w Świdnicy 13 czerwca 2021 roku. Mimo iż ciąża była pod kontrolą lekarską i przebiegała prawidłowo, tego dnia Anna poczuła się źle. W szpitalu została przeprowadzona diagnostyka i stwierdzono obumarcie płodu, jednak dopiero po kilku godzinach pacjentka otrzymała oksytocynę na wywołanie akcji porodowej. Oczekiwanie przedłużało się, a stan 32-latki był coraz gorszy. Lekarze zadecydowali o operacyjnym usunięciu płodu. W organizmie kobiety doszło jednak do wstrząsu septycznego. Kolejna operacja – usuniecie narządów rodnych – nie przyniosła efektu i 14 czerwca pacjentka zmarła.

Szpital nie zawiadomił prokuratury o zgonie pacjentki. Wniosku o ściganie nie złożyła także rodzina zmarłej. Po publikacjach prasowych, m.in. w portalu Swidnica24.pl, sprawę z urzędu podjęła Prokuratura Rejonowa w Świdnicy. – Jeżeli pod 12 godzinach od przyjęcia umiera 32-letnia kobieta w 20 tygodniu ciąży, rodzą się wątpliwości, które można usunąć lub potwierdzić tylko w toku postępowania – mówił w czerwcu 2021 roku prokurator rejonowy Marek Rusin. Postępowanie przejęła Prokuratura Regionalna we Wrocławiu, jednak było ono utrudnione m.in. ze względu na brak sekcji zwłok, której przeprowadzenie nie było możliwe, bo zanim prokuratorzy podjęli śledztwo, ciało skremowano.

Po pierwszych publikacjach prasowych oświadczenie w sprawie śmierci ciężarnej wydał szpital Latawiec w Świdnicy. „Młoda kobieta zgłosiła się do Izby Przyjęć przy Oddziale Ginekologiczno-Położniczym, skąd natychmiast przekazana została do Oddziału Ginekologiczno-Położniczego z Pododdziałem Patologii Ciąży. Tam niezwłocznie wdrożono szeroką diagnostykę i leczenie. Pomimo intensywnych działań nad ranem doszło do nagłego pogorszenia stanu pacjentki. Niestety działania podejmowane przez lekarzy i pielęgniarki nie przyniosły efektu i pacjentki nie udało się uratować. Pacjentka zmarła tego samego dnia około południa. Mając na uwadze powyższe pragniemy podkreślić, iż pacjentka nie oczekiwała na udzielenie pomocy w SOR, ani w żadnym innym miejscu, a niezwłocznie po zgłoszeniu się pacjentki do szpitala przystąpiono do udzielania jej świadczeń, w zgodzie z obowiązującymi procedurami. (…)

Kilka miesięcy po śmierci żony i córki pan Łukasz założył zrzutkę, by zgromadzić środki na pomoc prawną. – Mam przypuszczenia, iż w szpitalu doszło do zaniedbań ze strony szpitala, lekarzy i mam zamiar zrobić wszystko by nigdy w życiu taka historia nie spotkała kolejnej kobiety, kolejnego ojca, który nad grobem opłakiwać będzie śmierć swojej żony i dziecka. Nie możemy się bać iść za swoimi marzeniami w lęku, iż któregoś dnia, ktoś nie dopełni swoich obowiązków.” – pisał apelując o wsparcie.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, w ubiegłym tygodniu rozpoczął się proces cywilny w Sądzie Okręgowym w Świdnicy przeciwko szpitalowi Latawiec oraz Towarzystwu Ubezpieczeń Wzajemnych PZU o zapłatę odszkodowania. – Reprezentowani przeze mnie bliscy domagają się zadośćuczynienie od szpitala w Świdnicy oraz jego ubezpieczyciela, wskazując na rażące uchybienia personelu medycznego, które doprowadziły do tragedii – mówi „GW” mec. Ilona Kwiecień. Nie została podana kwota, jakiej domagają się bliscy.

/opr. asz/

Idź do oryginalnego materiału