Polscy producenci płytek ceramicznych coraz głośniej alarmują, iż ich branża znalazła się w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ w ciągu ostatnich pięciu lat koszt produkcji glazury i terakoty wzrósł o połowę, a jednocześnie na półkach marketów budowlanych pojawia się coraz więcej tanich płytek z Indii. Jest to kolejny przykład sprzeczności europejskiej polityki gospodarczej, w której przedsiębiorstwa działające w UE są obciążane coraz większymi kosztami związanymi z polityką klimatyczną, podczas gdy ich konkurenci spoza Europy mogą produkować taniej i następnie sprzedawać swoje towary europejskim konsumentom.
Polska glazura przegrywa przez unijną politykę CO₂. Produkcja płytek ceramicznych jest energochłonna, ponieważ surowiec trzeba odpowiednio przygotować, wysuszyć, a następnie wypalić w bardzo wysokiej temperaturze, dlatego koszt energii ma dla producentów fundamentalne znaczenie, a każda podwyżka cen prądu i gazu natychmiast przekłada się na cenę gotowego produktu, do czego dochodzą koszty związane z unijnym systemem ETS, w ramach którego przedsiębiorstwa objęte systemem muszą ponosić koszty emisji CO₂.
Polski producent ma więc płacić za emisję i inwestować w kosztowną transformację, podczas gdy producent z Indii nie ponosi analogicznych obciążeń wynikających z unijnego ETS. Jaki jest sens podnoszenia kosztów produkcji w Europie, o ile jednocześnie pozwala się, aby towary konkurencyjne wobec europejskiej produkcji były sprowadzane z państw, w których podobnych obciążeń nie ma?
Unia Europejska stworzyła wprawdzie mechanizm CBAM, który ma wyrównywać koszty emisji pomiędzy producentami europejskimi i zagranicznymi, jednak obejmuje on w tej chwili przede wszystkim cement, żelazo i stal, aluminium, nawozy, energię elektryczną i wodór, natomiast płytek ceramicznych na tej liście nie ma, dlatego właśnie w tej branży europejski producent może ponosić koszty polityki klimatycznej, podczas gdy importowany produkt nie zostaje obciążony analogicznym mechanizmem.
Problem staje się jeszcze bardziej absurdalny, kiedy spojrzymy na politykę handlową Unii wobec Indii, ponieważ w styczniu br. zakończono negocjacje dotyczące umowy o wolnym handlu UE–Indie, która po wejściu w życie ma znacząco ograniczyć bariery celne, a w przypadku ceramiki obecne unijne cło wynoszące zasadniczo 5 procent ma zostać zniesione natychmiast albo wygaszone w ciągu kilku lat, zależnie od konkretnej pozycji taryfowej.
Co szczególnie interesujące, Unia Europejska już wcześniej dostrzegała problem konkurencji ze strony indyjskich producentów płytek, wprowadzając w 2023 roku cła antydumpingowe na import z Indii i Turcji, ponieważ Komisja Europejska uznała, iż importowane płytki były sprzedawane na rynku unijnym po cenach znacząco niższych od poziomu cen i kosztów producentów europejskich. Oznacza to, iż nie mamy do czynienia wyłącznie z narzekaniem polskich przedsiębiorców, ale z realnym problemem konkurencyjności, który został wcześniej potwierdzony przez europejskie instytucje.
Konsument oczywiście wybiera przede wszystkim cenę i trudno oczekiwać, iż człowiek remontujący mieszkanie będzie dopłacał kilkadziesiąt procent do polskiej płytki tylko dlatego, iż została wyprodukowana zgodnie z bardziej restrykcyjnymi europejskimi regulacjami, dlatego o ile polska fabryka ma coraz wyższe koszty, a market może kupić tańszy produkt z Indii, to konsekwencją będą ograniczanie produkcji, zwolnienia i zamykanie zakładów.
To właśnie jest największy absurd i zbrodniczość unijnej polityki klimatycznej: można zamknąć energochłonną fabrykę w Polsce, ogłosić sukces w redukcji europejskich emisji, a następnie sprowadzić taki sam produkt z drugiego końca świata, gdzie jego produkcja odbywa się przy znacznie niższych standardach i bez przestrzegania unijnych norm. Tymczasem dwutlenek węgla nie znika na granicy Unii Europejskiej. Jego emisja zostaje jedynie przeniesiona gdzieś indziej, natomiast Polska traci miejsca pracy, podatki, kompetencje przemysłowe i własne zdolności produkcyjne.
Przypadek płytek ceramicznych powinien być więc poważnym ostrzeżeniem, ponieważ bez taniej i stabilnej energii trudno utrzymać konkurencyjny przemysł, a zamiast wykorzystywać własne zasoby energetyczne, w tym węgiel, do budowania przewagi gospodarczej, coraz bardziej uzależniamy się od importu energii i produktów wytwarzanych za granicą.
Jeżeli ten kierunek będzie kontynuowany, Polska straci kolejną gałąź przemysłu, a Europa będzie coraz mniej produkować i coraz więcej importować, co jest szczególnie niebezpieczne z punktu widzenia bezpieczeństwa gospodarczego. Dlatego im szybciej Polska odzyska niepodległość i możliwość prowadzenia własnej polityki energetycznej, przemysłowej i handlowej, tym lepiej, ponieważ zamiast zamykać kopalnie, podnosić koszty energii i patrzeć, jak kolejne zakłady przegrywają z zagranicznym importem, powinniśmy wykorzystać własne zasoby do budowania przewagi konkurencyjnej.
Jeżeli oznacza to konieczność wyjścia z opanowanej przez lewicowych wariatów klimatycznych Unii Europejskiej, który coraz bardziej ogranicza nam możliwość samodzielnego decydowania o energetyce i gospodarce, to należy poważnie rozważyć taki scenariusz. Własny węgiel, tania energia i możliwość prowadzenia niezależnej polityki przemysłowej mogą być dla Polski znacznie większą wartością niż system, w którym polski producent płaci za CO₂, a następnie przegrywa na własnym rynku z tańszym produktem z kraju, który takich kosztów nie ponosi i śmieje się z nas jak z idiotów.
Polecamy również: Wojewoda pomorski skapitulował przed grupą imigrantów

6 godzin temu


![Deszcz ich nie zatrzymał! Taneczne szaleństwo K-pop w Ostrołęce [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/dsc03907.jpg)





![To mógł być piękny gol polskiego napastnika. Później już nie chybił [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6aa6cc2d6d6ef2_98071336.jpg)

![Udowodniła to całemu światu. Trwa piękny sen Klaudii Kazimierskiej [OPINIA]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6aa5a9548cb786_75218066.jpg)

