Polska 7 września zaprezentowała w Nowej Dębie uzbrojenie przedstawicielom ponad 20 państw, licząc na nowe kontrakty eksportowe. Pokaz objął między innymi Borsuki, Kraby, Raki i Pioruny. Stawka jest większa niż sprzedaż: własna produkcja daje miejsca pracy, kompetencje oraz realną niezależność obronną.
Polski sprzęt w realnym działaniu
Na poligonie w Nowej Dębie żołnierze pokazali wyszkolenie i możliwości sprzętu używanego przez Wojsko Polskie. W wydarzeniu uczestniczyli wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, kierownictwo resortu oraz minister obrony Słowacji Robert Kaliňák. Obecne były delegacje z ponad 20 państw, w tym sojusznicy z NATO i Unii Europejskiej, a także przedstawiciele Korei Południowej, Armenii i państw Zatoki Perskiej.
Pokaz był związany z XXXIV Międzynarodowym Salonem Przemysłu Obronnego w Kielcach. Zamiast ograniczać promocję do hali wystawowej, producenci i wojsko przedstawili uzbrojenie w środowisku poligonowym. To adekwatny kierunek. Odbiorca zagraniczny chce zobaczyć sprzęt podczas pracy, a nie wyłącznie na folderze reklamowym.
Wśród prezentowanych polskich konstrukcji znalazły się bojowe wozy piechoty Borsuk, armatohaubice Krab, moździerze Rak i przenośne zestawy przeciwlotnicze Piorun. W ćwiczeniu wykorzystano także systemy bezzałogowe Warmate i Gladius, a działania wojsk lądowych wspierały samoloty F-16 i śmigłowce Apache. To zestawienie pokazuje zarazem potencjał krajowego przemysłu oraz skalę zależności od importowanych platform.
Od wielkich zakupów do własnego eksportu
Kosiniak-Kamysz powiedział, iż Polska przestaje być wyłącznie odbiorcą sprzętu wojskowego i staje się jego producentem oraz eksporterem. Ta deklaracja odpowiada polskiemu interesowi, ale musi zostać potwierdzona portfelem zamówień. Sam pokaz dla delegacji nie oznacza jeszcze kontraktów, a obecność ponad 20 państw nie jest równoznaczna ze sprzedażą do każdego z nich.
Polska przez lata wydawała ogromne środki na zagraniczne uzbrojenie. Część tych zakupów była konieczna, ponieważ armia potrzebowała szybkiego uzupełnienia zdolności. Państwo nie może jednak na stałe pozostawać klientem cudzych fabryk. Rozbudowa Wojska Polskiego będzie trwała, ale jej gospodarczy sens zależy od tego, ile pieniędzy, technologii i wysoko kwalifikowanych miejsc pracy zostanie w kraju.
Eksport wydłuża serie produkcyjne, obniża koszt jednostkowy i pozwala utrzymać zespoły inżynierskie. Daje też wpływ polityczny, bo dostawca uzbrojenia buduje wieloletnią relację z odbiorcą poprzez szkolenie, serwis, części i modernizacje. Tak właśnie działają państwa, które traktują przemysł obronny jako narzędzie suwerenności, a nie dodatek do zakupów armii.
Słowacja i wspólny interes przemysłowy
W Nowej Dębie ministrowie obrony Polski i Słowacji podpisali list intencyjny dotyczący współpracy w ramach unijnego instrumentu SAFE. Wskazano między innymi amunicję i obronę przeciwdronową. Taki dokument jest początkiem, nie rezultatem. Polska powinna pilnować, aby europejskie finansowanie wzmacniało produkcję w kraju, zamiast stać się kolejnym kanałem zamówień dla największych koncernów zachodniej Europy.
Wiceminister Cezary Tomczyk zapowiedział również testy uzbrojenia dalekiego zasięgu, do 1000 kilometrów. To ważna zdolność odstraszania, ale szczegóły muszą być komunikowane odpowiedzialnie, a rozwój systemów powinien prowadzić do maksymalnego udziału polskich zakładów i polskiej myśli technicznej. Debata o strategicznym odstraszaniu już pokazała, iż bezpieczeństwa nie da się oprzeć na samych deklaracjach partnerów.
Zbrojeniówka ma służyć państwu
Nowa Dęba pokazała, iż Polska ma produkty zdolne zainteresować zagranicznych odbiorców. Teraz potrzebne są sprawna dyplomacja gospodarcza, finansowanie eksportu, stabilne zamówienia krajowe oraz ochrona kluczowych kompetencji przed wyprowadzeniem za granicę. Państwowe i prywatne zakłady powinny konkurować jakością, ale strategiczny cel musi pozostać wspólny.
Nie wystarczy kupować nowoczesną broń i urządzać efektowne prezentacje. Suwerenne państwo musi umieć ją projektować, produkować, naprawiać i rozwijać u siebie. jeżeli pokaz dla delegacji z ponad 20 państw przełoży się na umowy, Polska zyska dochody i bezpieczniejsze łańcuchy dostaw. o ile skończy się na deklaracjach, przez cały czas będziemy finansować cudzą przewagę technologiczną.
Źródło: Bankier.pl, PAP, Polskie Radio Rzeszów.
Źródło: Bankier.pl













