Polska w poprzek, czyli chełmski przepis na kolarskie szaleństwo

wschodni24.pl 1 godzina temu

Już za chwilę uwaga krajowej sceny ultrakolarskiej skupi się na jednym, wyjątkowym punkcie na mapie. Na początku czerwca będziemy świadkami narodzin ogólnopolskiej imprezy kolarskiej na ogromną skalę. Przed nami projekt potężny, bezkompromisowy i widowiskowy: Ultramaraton Wschód-Zachód. Ponadregionalne święto sportu, które połączy dwa odległe krańce kraju pasem szosy, szutru i niezłomnej ludzkiej woli.

I tu od razu zdradzimy ciekawostkę, absolutnie nieszablonowy zwrot akcji. zwykle organizatorzy takich imprez zostają bezpiecznie w bazie. Tym razem jednak twarz cyklu Ultra Wschód i dyrektor wyścigu, Artur Juszczak, postanowił porzucić komfort dowodzenia zza biurka. Wystartuje on w pierwszym zorganizowanym przez swój zespół ultramaratonie, by z perspektywy siodełka zmierzyć się z tą morderczą, 640-kilometrową trasą. Zaplanować piekło dla innych to jedno, ale wejść do niego w pierwszym rzędzie i kręcić kilometry razem z zawodnikami? To się nazywa autentyczność.

Sześćset czterdzieści kilometrów. Taki dystans w linii prostej brzmi jak plan na porządny, wakacyjny wyjazd samochodem, a nie jak wyzwanie dla ludzkich mięśni, które trzeba pokonać w formule non-stop. Trasa wytyczona z głową i rozmachem ma stać się symbolicznym mostem. Startujemy na naszej wschodniej, lubelskiej ziemi – z historycznego Krasnegostawu – Kraszczad – by po przejechaniu niemal całej szerokości Polski zameldować się w lubuskiej stolicy polskiego wina, Zielonej Górze.

Za sterami tego przedsięwzięcia stoją Chełmianie. To właśnie oni są głównymi organizatorami i twórcami prężnie rozwijającej marki Ultra Wschód. Ekipa z Chełma podejmuje się wyzwania, które wymaga logistycznego sprytu godnego potężnej agencji. Zresztą, cel tych wydarzeń wykracza daleko poza samą rywalizację sportową. Ultramaratony organizowane przez Chełmian mają misję głębszą niż tylko promowanie ekstremalnego wysiłku. To projekt zakrojony na pokazanie światu (i samym startującym) pięknych, często zapomnianych tras naszego kraju. Chodzi o ukazanie różnorodnych krajobrazów, a przy okazji przemycenie lokalnych tradycji regionów, przez które mknie peleton. Kolarze, zmagając się z dystansem, mimowolnie stają się turystami doświadczającymi uroków polskiej prowincji.

Że cała sprawa ma wymiar prestiżowy i ogólnokrajowy, widać po oficjalnych patronatach. Pod projektem, ramię w ramię, podpisali się Marszałek Województwa Lubelskiego oraz Marszałek Województwa Lubuskiego. Pełną synergię widać również na poziomie miast, bo sportową klamrę nad wydarzeniem sprawują wspólnie Prezydent Zielonej Góry oraz Burmistrz Krasnegostawu, Daniel Miciuła. To jasny dowód na to, iż sportowa pasja potrafi skutecznie łączyć odległe samorządy.

Oczywiście, zanim koła zaczną ciąć kilometry, kolarzy czeka moment, bez którego żaden szanujący się ultramaratończyk nie wyobraża sobie startu. W przeddzień wyzwania odbędzie się tradycyjne pasta party. To tam, nad talerzami pełnymi węglowodanów, elita polskiego ultra zasiądzie ramię w ramię z amatorami. Będą rozmowy o sprzęcie, o prognozie pogody i o tym, co czeka ich na trasie. A potem przyjdzie świt, a wraz z nim samotna, długa droga za słońcem.

Chełmianie rzucili rękawicę, samorządy dały zielone światło, a kolarze – z dyrektorem wyścigu na czele – już szykują formę. Początek czerwca w Krasnymstawie zapowiada się na otwarcie nowego, fascynującego rozdziału w historii polskiego kolarstwa długodystansowego. Trzymamy kciuki za Artura, za organizatorów w bazie i za każdego, kto odważy się przekroczyć linię startu. Szerokiej drogi prosto na zachód!

Idź do oryginalnego materiału